Mały musi więcej...

Monika Niewinowska
26-09-2005, 00:00

Małe z reguły bywa uprzywilejowane — w dodatku często kosztem dużego. Potwierdzi to z pewnością każdy, komu zdarzyło się być najstarszym wśród rodzeństwa lub na obozie harcerskim. Małemu trzeba ustępować, pomagać, a jeżeli pojawią się elementy rywalizacji — to pozwolić wygrać.

Tymczasem mali postrzegają swoją sytuację zupełnie inaczej. I być może mają trochę racji… Podczas gdy mały namawia rodziców na zakup autka na baterie, duży dostaje prawdziwy samochód. To naturalne — po co dużemu zabawki, a małemu auto? Zatem to prawda, że mały z reguły musi włożyć znacznie więcej wysiłku, aby osiągnąć znacznie mniej — choć w sam raz tyle, ile potrzebuje. Przykłady?

Ministerstwo Gospodarki i Pracy opracowało programy wsparcia dla trzech grup przedsiębiorstw — mikro, małych i średnich oraz dużych. Stopień trudności uzyskania środków miał być proporcjonalny do możliwości poszczególnych grup firm. Najłatwiej dostępne, a przy okazji najatrakcyjniejsze miały być programy dla mikro, małych i średnich. To oni stanowią przecież przyszłość gospodarki i trzeba ich wspierać w rozwoju. Program dla dużych miał mieć mniejsze znaczenie — poza tym on również jest dostępny dla mniejszych firm.

Tymczasem praktyka pokazuje, że im mniejsza dotacja, tym bardziej zawiłe i niejednoznaczne procedury jej przyznawania. W efekcie firma mikro, nie zatrudniająca prawników czy finansistów, aby dostać 200 tys. zł, musi sprostać wyższym wymaganiom niż duża, która stara się o kilka milionów. Jedyne, co pozostaje na pocieszenie, to świadomość, że przynajmniej teoretycznie każdy mały ma szansę stać się kiedyś dużym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Niewinowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Fundusze unijne / Mały musi więcej...