Mariusz Patrowicz pod ostrzałem KNF

Nadzorca rynkowy twierdzi, że wykrył największą manipulację kursami w historii warszawskiej giełdy

Nie mam sobie nic do zarzucenia, nie łamię prawa i nie mam nic wspólnego z osobami, które KNF podejrzewa o manipulację kursem Atlantisu i Elkopu Energy — mówi Mariusz Patrowicz, inwestor, który kontroluje obie firmy, a także kilka innych spółek giełdowych.

To na nim ostatnio skupiła się uwaga rynkowego nadzorcy. I choć w komunikacie z poniedziałkowego posiedzenia komisjinie podano nazwisk inwestorów, którzy mieli tworzyć grupę manipulującą kursem obu firm, to jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się w urzędzie, nie ma przypadku w tym, że kilku powiązanych ze sobą graczy na cel wzięło właśnie spółki z portfela płockiego inwestora. W historii polskiego rynku kapitałowego udowodnione przypadki manipulacji kursem można policzyć na palcach jednej ręki. Dotyczyły zresztą transakcji o niewielkiej wartości i wpływie na portfele inwestorów.

— Tak dużej sprawy o podejrzenie manipulacją, jak tej z Atlantisem i Elkopem, jeszcze na GPW nie było — mówi „PB” źródło w KNF.

Łukasz Dajnowicz z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego wyjaśnia, że urzędnicy śledzą każde znaczące ruchy cen, ponadprzeciętne obroty czy inne nietypowe wydarzenia i sprawdzają, kto kupował i kto sprzedawał akcje. Badane są też powiązania między aktywnymi graczami. Łukasz Dajnowicz nie chce ujawniać szczegółów tego, jak powiązano inwestorów, którzy wymieniali ze sobą akcje Elkopu Energy i Atlantisu (jak mówi — by nie ułatwić zadania tym, którzy chcieliby umknąć uwadze nadzorcy), ale przypomina, że w internecie nikt nie może się czuć anonimowy.

Małe spółki, duże zmiany

O tym, że wokół Mariusza Patrowicza jest grupa inwestorów, która korzysta z wiedzy o jego zamiarach inwestycyjnych (np. kupuje akcje przed ujawnieniem się biznesmena w akcjonariacie, a następnie po mocnym wzroście notowań wyprzedaje papiery i zgarnia pokaźne zyski), fora inwestycyjne huczały od dawna, ale do tej pory niczego nikomu nie udowodniono. Zastanawiające przykłady można mnożyć. W lipcu 2009 r. kurs Chemoservisu- Dwory w 3 tygodnie urósł o 1000 proc., w tym o kilkadziesiąt, jeszcze zanim w akcjonariacie pojawiła się spółka kontrolowana przez biznesmena z Płocka. Po wspięciu się na szczyt kurs spadł o kilkadziesiąt procent.

W styczniu 2010 r. notowania akcji Ampli, niewielkiej sieci elektrohurtowni, poszybowały w kilka dni prawie o 100 proc. przy obrotach, których ani wcześniej, ani później na tej spółce nie notowano. Wystarczyły spekulacje, że Mariusz Patrowicz interesuje się spółką. Inwestor przyznał, że ma niewielki pakiet, ale stało się to już po tym, jak notowania spadły o połowę.

W marcu tego roku kurs Resbudu w 3 tygodnie podbito z 7 do 70 zł. I tu w akcjonariacie pojawił się Mariusz Patrowicz, euforia szybko minęła — dziś akcje kosztują mniej niż w punkcie wyjścia. Podobny scenariusz co jakiś czas przerabiano na innych spółkach, na niektórych więcej niż raz — w listopadzie kurs Atlantisu podgrzano o 170 proc. Mariusz Patrowicz przyznaje, że gorący kapitał lubi jego firmy, ale podkreśla, że na mniejszych spółkach duże zmiany kursu nie są niczym wyjątkowym. Notowania Alterco urosły niedawno o 450 proc., by później spaść o połowę. Z tą firmą Patrowicz nie miał nic wspólnego.

Po nitce do kłębka

Dlaczego właśnie teraz komisja zadziałała tak zdecydowanie i w szczegółach podała, jak cenę akcji Elkopu Energy i Atlantisu „ustawiała” grupa kilku inwestorów? Według naszych nieoficjalnych informacji, do tej pory grupa nie działała z dużym rozmachem i dopiero teraz skala operacji zrobiła się bardzo duża. Jak obliczyła KNF, kiedy od 17 września do 11 października rosły notowania Atlantisu, dwie trzecie zleceń kupna (licząc po wolumenie) pochodziło od ośmiu inwestorów, powiązanych ze sobą. Co trzecia akcja, która zmieniła właściciela, przeszła z kieszeni do kieszeni — nie wychodziła poza grupę. To wash trade. Inny angielski termin — „pump and dump” (czyli napompuj i wysyp) — określa natomiast to, co stało się później: napompowane akcje zaczęto wyprzedawać i tu znów nadzwyczajną aktywnością wykazała się wspomniana grupa.

— Takie zachowanie grupy inwestorów wskazuje, że jej zamiarem była maksymalizacja obrotów, pobudzenie rynkowego popytu i zawyżenie kursu akcji, a następnie skorzystanie z tych manipulacyjnych działań — mówi Łukasz Dajnowicz.

Mówiąc w uproszczeniu: chodziło o to, by do gry wciągnąć jak największą liczbę inwestorów, a później upchnąć im akcje po jak najwyższej cenie. Ilu z kupujących było nieświadomych, że stąpają po bardzo cienkim lodzie? Spekulacyjny charakter notowań spółek Patrowicza nie jest niczym nowym, a komisja kilka lat temu w niecodziennym komunikacie ostrzegała nawet inwestorów, by nie grali „pod nazwiska”. Nie jest tajemnicą, że impulsem do tego były duże wahania notowań spółek z portfela Mariusza Patrowicza. Łukasz Dajnowicz przekonuje, że wniosek komisji o zawieszenie notowań Atlantisu i Elkopu ma pomóc w ochronie interesu inwestorów, którzy podejmowali ryzyko zależne nie tylko od czynników rynkowych, ale także od zachowania grupy osób, wobec których istnieje podejrzenie manipulacji.

— Chcieliśmy pokazać inwestorom, na czym polega taki mechanizm — mówi Łukasz Dajnowicz. Mariusz Patrowicz nie zgadza się z wnioskiem komisji o zawieszenie notowań Atlantisu. Przypomina, że już nie raz KNF wszczynała postępowanie przeciwko niemu lub spółkom, które kontroluje, ale niemal zawsze kończyło się to umorzeniem wniosku przez prokuraturę.

— W komunikacie KNF dotyczącym Atlantisu jest dużo ogólników, insynuacji i mało konkretów — mówi inwestor. Jego zdaniem, zastosowano odpowiedzialność zbiorową.

— Zawieszenie notowań uderza w zdecydowaną większość inwestorów. Nie tak powinno to wyglądać, bo w ten sposób można zniszczyć rynek kapitałowy — mówi Mariusz Patrowicz.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Mariusz Patrowicz pod ostrzałem KNF