Miliarder podejrzewa manipulację na GPW

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 02-07-2008, 00:00

O 657 mln zł spadła wczoraj kapitalizacja trzech spółek ze stajni miliardera. To nie koniec przeceny — sugerują analitycy.

Leszek Czarnecki rozważa złożenie doniesienia do nadzoru finansowego

O 657 mln zł spadła wczoraj kapitalizacja trzech spółek ze stajni miliardera. To nie koniec przeceny — sugerują analitycy.

Informacja o współpracy ze służbami PRL Leszka Czarneckiego, głównego udziałowca Getin Holdingu, LC Corp i Noble Banku poraziła giełdowych inwestorów. Tylko wczoraj Getin stracił na wartości prawie 420 mln zł, Noble Bank blisko 140 mln zł, a LC Corp 98 mln zł.

— Nasi inwestorzy nie lubią donosicieli i dlatego w ich oczach spółki kojarzone z wrocławskim biznesmenem mogą sporo stracić. Kiedy na rynku szaleje bessa, każda negatywna informacja może działać ze zdwojoną siłą — przyznaje Mirosław Saj, analityk DnB Nord.

Zmanipulowany Getin?

Szczególnie niepokoić może przecena pierwszej spółki, która trwa już od dłuższego czasu, a ostatnio przybrała na sile. Tylko w tydzień na papierach spółki z WIG20 można było stracić blisko 20 proc. (wczoraj 6,5 proc.). To naprawdę rzadkość, by w ciągu kilku sesji tak wyraźnie topniała wartość blue chipa. Pojawiły się nawet podejrzenia o spekulacje.

— Spadek wyceny Getin Holding jest wręcz absurdalny, biorąc pod uwagę stan biznesu i wyniki, które ogłosimy. Rozważamy zawiadomienie Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) o podejrzeniu manipulacji kursem spółki — mówił wczoraj Leszek Czarnecki.

Również wśród analityków słychać głosy, że tak silna korekta jest trudna do wytłumaczenia.

— Kto kieruje się zdrowym rozsądkiem, powinien teraz kupować akcje Getinu. Nie ma fundamentalnych przesłanek do takiej przeceny — przyznaje analityk pragnący zachować anonimowość.

Problem jednak w tym, że notowania spółki nie reagują na pozytywne informacje. Nie tak dawno rynek obiegła informacja, że Getin przystąpi do skupowania własnych akcji. Na razie inwestorzy ignorują tę zapowiedź. Notowania zamiast odbijać — zmierzają do dwuletniego minimum.

Z naszych informacji wynika, że komisja na razie nie bada ewentualnych manipulacji.

— W ostatnim okresie nie wpłynęło do nas żadne zawiadomienie o manipulacji kursem Getinu. Jeżeli jednak takie zostanie złożone, to KNF rozpatrzy je według ustalonych procedur — komentuje Izabela Świderek-Kowalczyk z KNF.

Dostało się wszystkim

Ale wczoraj rynek nie oszczędził także pozostałych spółek z grupy Leszka Czarneckiego. Po południu, kiedy już było wiadomo o agenturalnej przeszłości biznesmena, akcje Noble Banku traciły ponad 9 proc., a prawie 10 proc. papiery LC Corp. Ostatecznie zakończyło się na spadku o 8,1 i 9,1 proc.

— Spółki Czarneckiego już od dłuższego czasu znajdują się w defensywie. Chyba po prostu były za wysoko wycenione — ocenia Mirosław Saj.

Czy przeszłość Czarneckiego odciśnie większe piętno na notowaniach jego spółek?

— Na naszym rynku jeszcze nie było takiego przypadku, by duży inwestor przyznał się do współpracy. Z punktu widzenia fundamentalnego taka informacja nie ma znaczenia. Jedna działa na psychikę i może odbijać się czkawką kilka sesji, a może nawet przez kilka tygodni — uważa Mirosław Saj.

Jest też bardziej optymistyczny scenariusz.

— Sądzę, że rynek szybko się z tego otrząśnie i będziemy mieli do czynienia raczej z epizodem niż z długofalową przeceną o podłożu politycznym — uspokaja Wojciech Szymon Kowalski, analityk Biura Analiz i Koniunktur WS Kowalski.

Więksi optymiści zastanawiają się, czy to nie właściwy moment do kupowania. Jednak bardziej wstrzemięźliwi radzą poczekać.

— Być może jeszcze na tanie zakupy jest trochę za wcześnie — ocenia Wojciech Szymon Kowalski.

Jego wizerunek mocno nie ucierpi

Nie wydaje mi się, by informacje o współpracy Leszka Czarneckiego ze Służbą Bezpieczeństwa miały zasadniczy wpływ na jego wizerunek. Nie wykonuje on zawodu zaufania publicznego. Właściciel nawet dużych pakietów akcji spółek giełdowych nie jest osobą, od której oczekuje się podwyższonych standardów moralnych.

Na razie Leszek Czarnecki zrobił wszystko, co należy robić w takich sytuacjach. Wydał oświadczenie, w którym przedstawił swoją wersję zdarzeń i powołał się na osoby, które mogą ją potwierdzić. Trudno oczekiwać czegoś więcej.

Mamy do czynienia z informacjami opartymi na sprawozdaniach esbeków, a nie donosach samego biznesmena. Sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby pojawiły się jakieś napisane przez niego dokumenty, lub takie, które podpisał. Gdyby o kimś opowiadał w trakcie kontaktów z SB, na pewno powinien te osoby przeprosić — zarówno publicznie, jak i prywatnie. Nie wiem, czy poprawiłoby to jego wizerunek, ale na pewno zmniejszyłoby straty w reputacji.

Rafał Szymczak

dyrektor agencji Profile

Ofiara kryzysu zaufania

Ryszard Krauze był nazywany przez finansistów cesarzem. Do czasu jednego komunikatu prokuratury.

Inwestorzy, którzy lokują pieniądze w akcje spółek znanych biznesmenów, muszą liczyć się z możliwością strat wywołanych medialnymi doniesieniami o kontrowersjach zupełnie niezwiązanych z biznesem. Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów była sprawa Ryszarda Krauzego, jednego z najbogatszych Polaków. W sierpniu 2007 r. prokuratura poinformowała, że chce zatrzymać biznesmena i postawić mu zarzuty w związku z przeciekiem, który uniemożliwił Centralnemu Biuru Antykorupcyjnemu (CBA) zatrzymanie Andrzeja Leppera (tzw. afera gruntowa). Biznesmen zatrzymania uniknął, ale znacząco potaniały akcje spółek, w których miał udziały lub które kontrolowały podmioty z nim powiązane (m.in. Prokom, Petrolinvest, Bioton, Polnord, Asseco, ABG). Najmocniej pikował paliwowy Petrolinvest, który zaraz po informacji o możliwym zatrzymaniu taniał nawet blisko 30 proc. (ostatecznie o 20 proc.) Analitycy obliczali, że sam Ryszard Krauze w ciągu jednego dnia stracił ponad 0,5 mld zł. Znacznie więcej biznesmen stracił jednak wizerunkowo. W konsekwencji niecały miesiąc po informacji o możliwym aresztowaniu Krauzego zdecydował się sprzedać biznes informatyczny, który stanowił podstawę jego działalności. Biznesmenowi znacznie trudniej było też przeprowadzać kolejne interesy z udziałem sektora finansowego, a wszystkie kolejne transakcje były przyjmowane przez rynek z nieufnością. Ogłoszenie w kwietniu 2008 r. zamiaru fuzji Polnordu i Pol-Aquy spowodowało przecenę walorów obu spółek, które po miesiącu zrezygnowały z transakcji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu