Mistrzowie własnego podwórka, czyli jak Polska pokazała się w Davos

opublikowano: 20-01-2023, 13:10
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Jak wypadła kolejna odsłona Polskiego Domu. Kto z kim i o czym rozmawiał i jak Polska zaprezentowała się na najbardziej znanym forum ekonomicznym na świecie.

W ubiegłym tygodniu zakończyło się 53. Światowe Forum Ekonomiczne w Davos, najstarsze i najbardziej znane wydarzenie, na które przyjeżdżają tuzy globalnego biznesu i kluczowi politycy. Tak jak w ostatnich latach polskie państwowe spółki finansowały i zorganizowały Polish House, w tym roku zaangażowało się ich osiem — PZU, PKO BP, Pekao, BGK, GPW, PGE, KGHM i PFR. Na ich zaproszenie lub w ramach delegacji rządowej do Davos przyjechali przedstawiciele władz, grupa polskich menedżerów i przedsiębiorców oraz kilkudziesięciu dziennikarzy. W prorządowych mediach dominował oczywiście przekaz polskiego sukcesu, okraszany kadrami polskich menedżerów występujących na tle Polskiego Domu. Oto kilka spostrzeżeń spoza oficjalnej kamery — kto z kim rozmawiał i jak wypadła w tym roku polska reprezentacja.

Zacznę od logistyki. Davos to niewielka i niespecjalnie urokliwa miejscowość w szwajcarskich Alpach. Forum odbywa się tam od 52 lat. Wbrew pozorom wcale nie jest to największe wydarzenie biznesowe na świecie — bierze w nim udział około 2 tys. osób, czyli mniej niż w niektórych polskich kongresach. Jednak tu ważna jest nie liczba, lecz kaliber gości — to szefowie lub właściciele największych globalnych firm oraz kluczowi politycy. Choć warto odnotować, że na forum nie przyjechali prezydenci USA i Francji ani premier Wielkiej Brytanii, a od lat wyśmiewa je także choćby Elon Musk.

Drugie zaskoczenie to jakość organizacji imprezy — patrząc na korki, centrum kongresowe i bazę logistyczną, miałem nieodparte wrażenie, że na forum czas stanął w miejscu. Porównując je do nowoczesnych wydarzeń biznesowych: Impactu w Poznaniu, Slusha w Helsinkach czy web Summitu w Lizbonie, to World Economic Forum w Davos trąci myszką. Ktoś może jednak powiedzieć, że ważniejsze jest to, kto z kim rozmawia niż w jakich warunkach...

Trzecia nieoczywista rzecz — całe wydarzenie ma dwa kręgi. Pierwszy, centralny, to centrum kongresowe, w którym podczas paneli i spotkań w cztery oczy rozmawiają najpotężniejsi na globie. Tu, a nawet do strefy kilkaset metrów wokół, wstęp mają naprawdę nieliczni. Warunek kluczowy — trzeba wydać bardzo dużo pieniędzy, ale niewystarczający — organizator nie przyznaje członkostwa każdemu. Drugi skoncentrowany jest przy Promenadzie, centralnej ulicy Davos. Restauracje, sklepy i inne punkty usługowe na tydzień znikają, a w ich miejsce pojawiają się domy, czyli przestrzenie zagospodarowane przez firmy, kraje i organizacje, w których odbywają się panele, prezentacje i spotkania.

I właśnie w tym drugim kręgu powstał Polish House, w bardzo dobrej lokalizacji. To, co się rzuca w oczy, to fakt, że podobne domy rzadko kiedy mają wymiar narodowy (oprócz Polski domy miały Ukraina, Grecja, Indie — nawet kilka, bo miały je poszczególne stany, Indonezja, Arabia Saudyjska, wspólny miały kraje afrykańskie), częściej „stawiają” je korporacje. Warto odnotować poprawę kwestii logistycznych, w tym roku Polish House był lepiej przygotowany i przyjemniej się w nim spędzało czas, choć kwestia niedostosowania lokalu do wszystkich funkcji z oczywistych powodów się nie zmieniła, ale takie są uroki Davos.

Z rozmachem:
Z rozmachem:
Dom Polski w Davos zorganizowany był w bardzo dobrej lokalizacji, a rozmachem przebiły go jedynie Indie.
materiały prasowe

Słabsza niż przed rokiem była agenda — zabrakło postaci rangi ekonomicznego noblisty. Na scenie występowali głównie przedstawiciele państwowych spółek, które sponsorowały Polish House, politycy oraz zaproszeni przedstawiciele prywatnego biznesu. Tematy i treść paneli były raczej sztampowe. W Polskim Domu pojawiło się kilkoro szefów globalnych firm oraz liczniejsza niż przed rokiem grupa znanych polskich przedsiębiorców, m.in. Rafał Brzoska, Sebastian Kulczyk, Zygmunt Solorz, Wojciech Kostrzewa czy Wiktor Schmidt, oraz menedżerów: Dominika Bettman z Microsoftu, Krzysztof Krawczyk z CVC czy Rafał Kozłowski z Asseco. Nieśmiało zaglądał inicjator stworzenia w 2019 r. Polskiego Domu — Michał Krupiński. Polscy przedsiębiorcy nie uczestniczą w głównym forum. Większość nie widzi potrzeby, a nielicznych naprawdę zainteresowanych odstrasza cena — by uczestniczyć w forum, trzeba płacić składkę. Jej wysokość jest uznaniowa (można się domyślać, że organizator ocenia potencjalną głębokość kieszeni), wynosi od kilkudziesięciu tysięcy do nawet 350-400 tys. franków szwajcarskich rocznie, czyli od kilkuset tysięcy do blisko 2 mln zł.

Grzechem pierworodnym Polskiego Domu jest jego wsobność. Spotykają się w nim głównie Polacy z Polakami. Znów nie udało się przyciągnąć zagranicznych mediów, choć tak po prawdzie nikt specjalnie tego nie próbował, bo menedżerom państwowych spółek bardziej zależy na przekazie do kraju niż do świata. Na międzynarodowym polu najaktywniejszy był Rafał Brzoska, prezes InPostu, który udzielił kilku wywiadów zagranicznym mediom, Pawła Gruzę natomiast spotkałem w strefie „Wall Street Journal”.

Tradycyjnie jak ryba w wodzie czuł się w Davos premier Mateusz Morawiecki. Będąc w alpejskim kurorcie nieco ponad dobę, odbył 14 spotkań, m.in. z Michaelem Dellem, założycielem Della, czy Lakshmim N. Mittalem, szefem ArcelorMittal, prezesami Intela, Nokii, Coca-Coli, Equinora, Astry Zeneki, z premierami Belgii i Finlandii, merem Kijowa Witalijem Kliczką oraz politykami kilku innych krajów. Miał także wystąpienie w polskim i ukraińskim domu, uczestniczył też w dwóch panelach. Trudno zrozumieć, dlaczego państwowi menedżerowie — mając takiego „otwierającego drzwi” — nie wykorzystują okazji do spotkań z najmożniejszymi.

Aktywny na głównym forum, choć bardziej w tematach politycznych, był prezydent Andrzej Duda, w Polskim Domu miał także spotkanie w cztery oczy m.in. z Rafałem Brzoską.

Jacek Sasin natomiast, wicepremier i minister aktywów państwowych, z rzadka opuszczał Polski Dom. Oprócz przemawiania do prezesów państwowych spółek miał m.in. spotkanie na szczycie z ministrem handlu Korei i przedstawicielami koreańskiej firmy, która ma budować elektrownię atomową. Na to spotkanie specjalnie przyleciał także Zygmunt Solorz kontrolujący ZE PAK.

Prezesów państwowych firm odwiedziło w Polskim Domu kilku potencjalnych dostawców technologii, ale były to spotkania kurtuazyjne, a nie zaawansowane negocjacje.

Najbardziej międzynarodowo w Polskim Domu robiło się podczas wieczornych koktajli — wówczas na luźne networkingowe rozmowy zaglądali uczestnicy drugiego kręgu forum, a środowa impreza z muzyką na żywo ma już status najlepszej na Promenadzie.

We własnym gronie:
We własnym gronie:
To zdjęcie dobrze oddaje klimat panujący przez większość dnia w Polskim Domu. Przemawiającego po polsku Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych, słuchają głównie... menedżerowie państwowych firm.

Podsumowując — Polski Dom i reprezentacja polskiego biznesu wypadli w tym roku bardziej okazale niż w latach poprzednich. Nieco bardziej zaangażował się prywatny biznes. Trudno jednak nie mieć wrażenia, że to sukces na własnym podwórku, na głównym forum polski biznes nie odegrał żadnej roli. Choć nie wiem, czy to błąd — biorąc pod uwagę jakość wydarzenia, koszt jest monstrualny. Tylko że wówczas można postawić pytanie, czy warto wydawać niemałe pieniądze na Polski Dom dla Polaków w Szwajcarii. Tym bardziej, że przechadzając się po Promenadzie, miałem nieodparte wrażenie, że spotyka się tu stary dobry biznes, by raczej zakonserwować swoją pozycję, niż wywrócić stolik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane