MOJA RADA: NIE TŁUMIĆ GOSPODARKI

Marek Matusiak
opublikowano: 1998-10-27 00:00

MOJA RADA: NIE TŁUMIĆ GOSPODARKI

Jerzy Kropiwnicki mimo wcześniejszych zastrzeżeń ostatecznie przystał na propozycję obniżenia w 1999 roku tempa wzrostu gospodarczego do .5,1 proc

WSCHÓD CZY ZACHÓD: Rosyjski kryzys nie stanowi niebezpieczeństwa dla polskiej gospodarki. Może się natomiast okazać, że kryzys przyjdzie do nas od Zachodu — mówi Jerzy Kropiwnicki, szef RCSS.

Polska gospodarka zmierza we właściwym kierunku, na co wskazują nie tylko opinie światowych ekspertów, co wynika z obiektywnego porównywania uzyskiwanych przez nią efektów — twierdzi minister Jerzy Kropiwnicki, szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych. Dodaje też, że jej schładzanie nie jest ekonomicznie uzasadnione.

Jerzy Kropiwnicki uważa, że wbrew wcześniejszym przewidywaniom, możliwe jest uzyskanie w tym roku inflacji jednocyfrowej. Równocześnie jednak jest zdania, iż produkt krajowy brutto może w 1999 roku wzrosnąć o blisko 6 proc. — oczywiście jeśli „politykę schładzania” zastąpi się polityką pobudzania.

Atrakcyjna gospodarka

Polska może się okazać jedynym krajem w Europie Środkowo- -Wschodniej, który ma atrakcyjną ofertę dla inwestorów zagranicznych. Możliwe, że kłopoty sąsiadów będą dla nas źródłem dodatkowych profitów. Z badań i oświadczeń komisji gospodarczej ONZ czy Komisji Europejskiej wynika, że nie ma żadnych oznak przenoszenia kryzysu rosyjskiego na Polskę. Następnym pozytywnym sygnałem była słynna lista Clintona, na której znalazły się kraje zagrożone kryzysem podobnym do rosyjskiego czy azjatyckiego — Polski wśród nich nie było. Dobrze oceniono naszą gospodarkę także na forum Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. W raportach OECD, Polska, podobnie jak Czechy i Węgry, zaczęła być zaliczana do odrębnej kategorii gospodarczej. Nie jesteśmy już postrzegani jako emerging market, ale jako converging economy. Nie jako przydatek do gospodarki rosyjskiej, lecz odmienny, dość stabilny podmiot.

Rosyjski kryzys niegroźny

Handel z Rosją to zaledwie 8 proc. naszych obrotów ogółem. W dodatku, większość z nich jest sztywna. Prawie 85 proc. naszego importu stanowią ropa i gaz. Na światowych rynkach tych towarów sprzedawcy poszukują klientów, a nie odwrotnie. Można więc co najwyżej oczekiwać, iż Rosjanie będą nalegać, żebyśmy zwiększali zamówienia. Jeżeli chodzi o eksport, to dwie główne pozycje stanowią żywność i leki. W tych dziedzinach rynek rosyjski jest bardzo mocno uzależniony od importu. Nie mamy więc się czego obawiać. Wrażliwe na kłopoty sąsiada kategorie produktów to: odzież, meble, wyroby skórzane i detergenty. To oznacza, że wskutek kryzysu rosyjskiego i jego echa ukraińskiego mogą ucierpieć województwa Ściany Wschodniej oraz województwo radomskie i łódzkie, ze względu na koncentrację na tych terenach zagrożonych branż. Nie ma natomiast niebezpieczeństwa dla polskiej gospodarki jako całości.

Bardziej istotny natomiast jest dla nas los gospodarki brazylijskiej i postawa, jaką przyjmą wobec tamtejszego kryzysu rząd USA oraz banki amerykańskie. Jeśli Stany Zjednoczone dopuszczą do tego, że gospodarka Brazylii się posypie i w ruch pójdzie domino Ameryki Łacińskiej, może się okazać, że kryzys przyjdzie do nas od Zachodu.

Myślę, że uda się osiągnąć w tym roku założoną w budżecie jednocyfrową inflację. Prognozuję, że — liczona grudzień do grudnia — będzie na poziomie nieco poniżej 10 proc.

Stały wzrost

Tempo wzrostu gospodarczego zawsze zależy od dwóch czynników: od tego co dzieje się na zewnątrz i od polityki rządu. Pierwszy jest obecnie dość trudny do przewidzenia. Wszystko będzie się rozstrzygało w najbliższych tygodniach, przy czym najważniejsza będzie, jak już wspomniałem, postawa Stanów Zjednoczonych wobec Ameryki Łacińskiej. Jeśli w USA nie przeważy pogląd: niech sobie Ameryka Łacińska daje radę, a nie zanosi się na to, myślę że możemy sobie pozwolić na projektowanie przyszłorocznego tempa wzrostu około 6 proc.

Nie widzę powodu, aby ten wskaźnik redukować. Oznaczałoby to kontynuowanie polityki schładzania gospodarki. Jeśli nawet dojdzie do kryzysu w Brazylii, przeniesienie jego efektów na grunt polski nie powinno nastąpić przed upływem dwunastu miesięcy.

Nie wolno panikować

Ewentualna panika na giełdach, która mogłaby spowodować wycofanie się od nas kapitału zagranicznego, nie wywoła krachu. Ten kapitał nie przekracza 2 mld zł. Nasze rezerwy dewizowe zapewniają nam całkowite bezpieczeństwo. Bardziej obawiam się reakcji na kryzys inwestorów bezpośrednich niż portfelowych. Napływ do Polski kapitału krótkoterminowego, a właściwie środków pieniężnych, jest w ostatnich tygodniach zupełnie nieprawdopodobny. Za sierpień mamy dodatni bilans w obrotach bieżących, mimo że kryzys rosyjski był już w pełnym rozkwicie. Eksperci zachodzą w głowę, co się tak naprawdę stało. Najbardziej prawdopodobna jest hipoteza mówiąca, że uczestnicy gospodarki rosyjskiej, ukraińskiej i białoruskiej uciekają ze swoimi oszczędnościami w złote polskie.

Minister Jerzy Kropiwnicki był gościem Pulsu Dnia na kilka dni przed piątkowym (23 bm.) posiedzeniem Rady Ministrów.

Możesz zainteresować się również: