Moralny egzekutor

Agata Ałykow
opublikowano: 18-10-2006, 00:00

Obrót długami zamiast polityki — taki skok zrobił Marek Wojnarowski. I nie żałuje. Obsługuje największe jednostki służby zdrowia i planuje ekspansję na Wschód.

Zaczął w latach 80. od ajencyjnego sklepiku z owocami i warzywami.

— Zakończyłem po trzech latach z długami. Cztery lata ciężko pracowałem, żeby utrzymać rodzinę i spłacić zobowiązania. Udało się i nawet odłożyłem trochę pieniędzy, które przeznaczyłem oczywiście na rozpoczęcie nowej działalności gospodarczej. Był rok 1991 i wraz z kolegą uruchomiłem restaurację — opowiada Marek Wojnarowski.

Potem sam miał dwie własne knajpy. Ale uległ magii polityki i zawiesił prowadzenie działalności gospodarczej. Zasiadał w lubińskim samorządzie. W zarządzie powiatu zajmował się m.in. służbą zdrowia i jej problemami z bilansowaniem wydatków.

— Przez dwa lata poznawałem od podszewki genezę tych problemów. Nie przypuszczałem, że ta wiedza przyda mi się do prowadzenia firmy — wspomina.

Gdy w kolejnych wyborach jego ugrupowanie nie odniosło sukcesu, postanowił po raz trzeci wrócić na rynek.

Ryzykowny eksperyment

Na pomysł uruchomienia firmy specjalizującej się w ściąganiu zobowiązań wpadł starszy syn Wojnarowskiego — z wykształcenia magister ekonomii.

— Nie byłem przekonany. Windykator jawił mi się tak jak większości osób — człowiek bez skrupułów. Nie widziałem siebie w tej roli, długo zwlekałem z decyzją. Poznawałem zasady funkcjonowania takiej działalności, rozmawiałem z prawnikami i z finansistami —mówi Marek Wojnarowski.

Ostatecznie firma Progres rozpoczęła działalność. Ojciec i syn zdecydowali jednak, że nie będą się zajmowali ściąganiem długów od osób fizycznych, które nie prowadzą działalności gospodarczej. Taki klient jest trudny, a praca z nim ryzykowna i niezgodna z ich zasadami. Przez rok rozkręcali firmę. Miesiącami byli w podróży, pędząc z jednego końca Polski na drugi. Zajęli się zobowiązaniami jednostek służby zdrowia. W rozmowach z dyrektorami szpitali i przychodni syn prezentował się jako nieugięty specjalista od rachunków, ojciec jako przyjacielski zdroworozsądkowiec. Dłużnikom proponowali opusty, a nawet zamrażali odsetki od zaległości.

— Nigdy nie musiałem występować do komornika po tytuły egzekucyjne. Miałem przy tym prawie stuprocentową skuteczność działania — twierdzi.

Kiedy weszła w życie ustawa o restrukturyzacji zadłużenia służby zdrowia, Wojnarowski podjął decyzję o poszerzeniu działalności o spółki prawa handlowego.

— Wpadliśmy też na pomysł pieczęci prewencyjnej. Widnieje na fakturach i umowach naszych klientów. To sygnał, że w razie kłopotów z zapłatą nasza firma natychmiast przystąpi do wyegzekwowania należności. Pomysł dopinguje opieszałych do płacenia —opowiada Wojnarowski.

Rodzina i przyjaciele

Ojciec i syn mają po pięćdziesiąt procent udziałów w Progresie, ale studia niebawem skończy młodszy syn Wojnarowskiego.

— Firma od początku miała charakter rodzinny. Zatrudniam też osoby, które mają odpowiednie kwalifikacje, doświadczenie w zarządzaniu, a także umiejętności i wiedzę w zakresie administracji samorządowej. I które zdobyły moje zaufanie — to ważne kryterium w tej branży — twierdzi Marek Wojnarowski.

Negocjowanie z dłużnikami to bardzo męczące zajęcie. Wiele osób po paru latach wypala się emocjonalnie i zmienia branżę. Obecnie firma zatrudnia 18 osób. To prawnicy, ekonomiści, politolodzy. Motywacją do pracy jest system atrakcyjnych premii. Są wysokie, ponieważ Progres zajmuje się tylko długami powyżej 10 tys. złotych.

— Najwyższe zlecenie opiewało na trzy miliony złotych. Dotyczyło dwóch dużych szpitali z Warszawy — mówi Marek Wojnarowski.

Potrzeba zmian

Właściciele Progresu inwestują nie tylko w ludzi, ale także w firmową infrastrukturę. Dorobili się własnej kamienicy. Za wysokiej klasy system informatyczny otrzymali branżowy certyfikat jakości. Są członkiem Polskiego Związku Windykacji, należą do Związku Pracodawców KGHM Polska Miedź SA.

— W planach mam przekształcenie firmy w spółkę akcyjną — zapowiada Marek Wojnarowski.

Wojnarowscy wciąż rozwijają działalność. Szykują się właśnie do podpisania umów z kontrahentami z Rosji i Estonii.

— Okazali się łatwowierni w kontaktach z partnerami z Polski. Podejmiemy działania, aby pomóc im odzyskać należne kilkanaście milionów złotych — mówi Wojnarowski.

Z takim kontraktem Progres może być łakomym kąskiem dla większego gracza branżowego. Marek Wojnarowski nie kryje, że poszukuje partnera w interesach. Jego zdaniem, to wymóg rozwijającego się rynku wierzytelności i windykacji oraz otwarcia na Unię Europejską.

— Obserwacja zmian i dostosowanie się do nich to podstawa sukcesu w interesach — podkreśla.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Ałykow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu