Na giełdowy debiut eCardu jest trochę za wcześnie

Przemek Barankiewicz
23-06-2006, 00:00

Na parkiet wybiera się eCard, spółka obsługująca transakcje bezgotówkowe w internecie. Wartość oferty wyniesie maksymalnie 24,5 mln zł, bo górny pułap ceny emisyjnej to 3,5 zł. Ostateczna cena, ustalona w trakcie budowy księgi popytu, będzie zapewne niższa. Zgodnie z deklaracjami, spółka liczy na zebranie z emisji 3 mln nowych papierów od 8 mln do 12 mln zł, co wychodzi 2-3 zł za akcję. To znaczny zastrzyk gotówki, bo od 2003 r. eCard na inwestycje przeznaczył zaledwie 1,5 mln zł.

Spółka zdobyła 90 proc. w rynku kartowych płatności internetowych, ale jej wyniki i brak konkurentów dowodzą, że to mało perspektywiczna nisza. Sytuację zmienić ma od 4 mln do 6 mln zł z emisji. Sfinansują one rozwój oferty produktowej eCard. Co najmniej 4 mln zł ma pójść na przejęcia podmiotów z branży. Spółka ma już dwa cele: producenta kart i część innej firmy, zajmującą się zarządzaniem siecią bankomatów. To projekty odważne, obarczone dużym ryzykiem, zwłaszcza jeśli uwzględnimy dotychczasowe dokonania firmy i jej wielkość.

Pierwszy kwartał roku potwierdził deficyt z działalności spółki, która już na poziomie operacyjnym straciła 0,8 mln zł. Jeszcze bardziej martwi spadająca z miesiąca na miesiąc wartość rozliczonych transakcji. Zgodnie z prognozami, cały rok przyniesie jeszcze straty, ale w kolejnym ma się pojawić pierwszy prawdziwy zysk (w 2005 r. eCard wypracował wprawdzie zyski, ale wynikały one z umorzenia zobowiązań spółki).

U podstaw prognozy leży m.in. pozyskanie kilku znaczących klientów, rozwój nowych usług i dalsza współpraca z platformą elektroniczną Xtrade, która w 2005 r. stanowiła 23 proc. przychodów spółki. O wpływie, jaki pojedynczy klienci wywierają na wyniki spółki, świadczy przypadek AirPolonii, której upadek w 2004 r. skutkował zawiązaniem 4 mln zł rezerw (gdy klient eCard jest niewypłacalny, posiadacz kart obciąża reklamacją spółkę) i spadkiem przychodów w 2005 r. W tym roku negatywny wpływ na obroty ma też przesunięcie przez PLL LOT rozliczania transakcji do zagranicznego centrum rozliczeniowego.

Nawet jeśli cena emisyjna wyniesie 2 zł, spółka zostanie w IPO wyceniona na 48 mln zł. Jak na podmiot, który od lat osiąga ujemne przepływy gotówkowe z działalności operacyjnej, to bardzo drogo. Inwestorów może przekonać jedynie zmiana strategii eCardu, potencjał ciągle leżący w rozwoju polskiego e-commerce i m-commerce oraz nowe władze. Capital Partners, największy udziałowiec spółki, pokazał bowiem na GPW, że daje zarobić akcjonariuszom. Na inwestycji w eCard także sporo zarobi, podobnie jak członkowie zarządu debiutanta. Prezes spółki jest jednocześnie wiceprezesem Capital Partners. Wiceprezes eCard jest szefem Permobile, drugiego z głównych akcjonariuszy. Jednocześnie sami — z pakietami po 4,9 proc. akcji przed emisją — są mocno zaangażowani w eCard. Papiery przejęli w ubiegłym roku, płacąc za nie średnio niespełna 0,25 zł. Stopa zwrotu całkiem przyzwoita, tym bardziej że — z wyjątkiem umorzenia 2,7 mln zł długu eCard przez Capital Partners — w ostatnich kwartałach w sytuacji rynkowej debiutanta niewiele się zmieniło. Na szczęście lock-up na akcje prezesa i wiceprezesa kończy się za dwa lata, a na papiery pozostałych akcjonariuszy — za rok.

Powiązania „na górze” to jednak nie największy element ryzyka towarzyszący inwestycji w eCard. Wyniki, skala działalności i strategia spółki sugerują raczej, że jej miejsce jest w portfelach funduszy venture capital/private equity, a nie na rynku publicznym. Na GPW takie podmioty jednak już wchodziły i to z całkiem niezłym rezultatem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemek Barankiewicz

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / Na giełdowy debiut eCardu jest trochę za wcześnie