Na GPW powróciła apatia

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-06-03 09:14

Po dwóch wzrostowych miesiącach na Wall Street kolejny zaczął się tak, jak gdyby inwestorzy nie wierzyli, że może im się udać hat-trick. Można tak przypuszczać sądząc po nerwowości ich reakcji na niezbyt w gruncie rzeczy dramatyczne wieści z sektora finansowego.

Atmosferę popsuł rano brytyjski bank hipoteczny Bradford & Bingley, ale problemy tamtejszego sektora nieruchomości nie mogły być przecież zaskoczeniem. W Wielkiej Brytanii wzrost cen nieruchomości był jeszcze bardziej szalony niż w USA, więc można oczekiwać jeszcze wielu podobnych przykrych niespodzianek. Później rozeszły się wieści o zmianach w zarządach banków Wachovia i Wahington Mutual, które o dziwo miały sporą siłę psychologicznego rażenia. Do tego wszystkiego swoje trzy grosze dołożył sekretarz skarbu USA Henry Paulson, który zawyrokował, że do końca kryzysu kredytowego upłynie jeszcze wiele miesięcy.

Połączenie tych niezbyt poruszających z osobna informacji padło na wyraźnie podatny grunt i silnie zmobilizowało stronę podażową. Wyprzedaż skupiła się oczywiście na sektorze finansowym, ale traciły też będące w ubiegłym miesiącu pupilami inwestorów akcje spółek technologicznych. Gdy agencja S&P obniżyła w trakcie sesji rating kredytowy kilku banków inwestycyjnych, zrobiło się gorąco, ale na szczęście bez dłuższych konsekwencji – do końca sesji ta część strat została odrobiona.
Wczoraj amerykańscy inwestorzy zignorowali korzystne dla cen akcji elementy rynkowej układanki - lepsze od oczekiwań dane makro i stabilizację ceny ropy poniżej 130 USD za baryłkę. Indeks ISM sektora wytwórczego pozytywnie zaskoczył, podobnie jak poziom wydatków na inwestycje budowlane. Mimo prób podniesienia notowań ropy ta sztuka się nie udała. Podana po sesji informacja Thornburg Mortgage, spółki udzielającej kredytów hipotecznych, o odroczeniu terminu publikacji raportu, nie wywarła jednak negatywnego wpływu na notowania kontraktów indeksowych, co mogło właśnie świadczyć o pewnej stabilizacji nastrojów.

Na GPW obroty okazały się wczoraj równie marne jak w ubiegły świąteczny w USA poniedziałek. Wróciła niestety apatia i tylko dzięki niej przecena w Warszawie była wczoraj symboliczna. Cały czas Wig20 porusza się w okolicy poziomu 2900 pkt. i jeśli z zagranicy nie powieją dzisiaj wyraźnie chłodniejsze wiatry, ma szansę w tym rejonie pozostać. Technicznie wczorajsze zamknięcie nieco poniżej tego wsparcia nie miało większego znaczenia, biorąc pod uwagę styl spadku, jego wielkość oraz obroty. Trwa chaotyczna wędrówka indeksu. Gorzej wygląda sytuacja na rynku średniaków – mWig40 jest już bardzo blisko styczniowego minimum. Przebicie tego dna byłoby złym sygnałem, ale z drugiej strony być może na tym poziomie pojawi się bardziej aktywny popyt, który korzystnie wpłynie na obraz całego rynku.

Rynki Azji nie oparły się przecenie, a umocniły ją przypuszczenia zawarte w artykule w dzisiejszym Wall Street Journal dotyczące wyników banku inwestycyjnego Lehman Bros. Autor tekstu sugeruje, że bank ogłosi większą niż spodziewana kwartalną stratę. Dotąd analitycy szacowali ją na 300 mln. USD. Ma on również planować wartą 3-4 mld. USD emisję akcji celem podreperowania kapitału. Znowu zatem informacje z sektora finansowego kształtują nastroje, choć na razie reakcja nie jest szczególnie negatywna – kontrakty na indeks DJI sugerują jego spadek o ok. 30 pkt., a Dax traci na otwarciu 0,5 proc. O godz. 10 napłyną dane makro z Eurolandu dotyczące wskaźnik cen producentów i drugiego przybliżenia PKB za I kw.