Nadzór ze wszczepioną odpornością na naciski

opublikowano: 20-02-2014, 00:00

Polityka nadzorcza i polityka to dwie różne sprawy — tak wiceszef KNF uprzedza zakusy zwolenników udomowienia banków.

Wygląda na to, że BNP Paribas będzie musiał uzbroić się w cierpliwość i zaczekać przynajmniej do sierpnia na zgodę na przejęcie BGŻ, odkupionego od holenderskiej grupy Rabobank. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) nie ma zamiaru podejmować żadnych decyzji do czasu zakończenia przez EBC przeglądu aktywów największych europejskich banków. Potem zaplanowane jest kolejne ćwiczenie — stress testy.

— Europejskie badanie ma szczególną wagę w odniesieniu do tak istotnych instytucji działających na rynku polskim jak giełdowe banki. Dotyczy to również tych, które chcą wejść na rynek lub zwiększyć zaangażowanie — mówi Wojciech Kwaśniak, wiceprzewodniczący KNF.

Wyniki przeglądu aktywów mają być znane w sierpniu. Testowanie wytrzymałości bankowych bilansów zaplanowanejest na przełom sierpnia i września.

— Do oceny potrzebujemy co najmniej informacji o wynikach przeglądu aktywów — uważa Wojciech Kwaśniak. Wciąż nie wiadomo, co stanie się z Rabobank Polska, który do końca czerwca tego roku ma połączyć się z BGŻ. Formalnie proces konsolidacji trwa. Holendrzy sprzedali BGŻ Francuzom bez Rabobank Polska i wystąpili do KNF o wstrzymanie połączenia. Wojciech Kwaśniak mówi, że cała transakcja jest „przedmiotem postępowania i wyjaśniania w wielu aspektach” — zarówno jeśli chodzi o spełnienie zobowiązań inwestycyjnych Rabobanku podjętych w momencie zakupu BGŻ, jak też zamiaru kupna banku przez Francuzów i wpływu przejęcia na poziom koncentracji w Polsce.

Liczy się sprawność

W przetargu na BGŻ brał również udział PZU, który odpadł na ostatniej prostej, pomimo znaczącego podwyższenia oferty. Na rynku pojawiły się opinie, że gdyby regulator rynku wsparł ją, być może końcowe rozstrzygnięciebyłoby inne. Brak odpowiedniego zaangażowania wytykano również poprzedniemu szefowi nadzoru w czasie sprzedaży BZ WBK, o który zabiegał PKO BP, lecz przegrał z hiszpańskim Santanderem.

— Oprócz chęci musi być jeszcze sprawność w realizacji zamierzeń. To już zależy od instytucji realizujących strategie, a nie od nadzoru. Dla nas istotne jest to, żeby nie zamienić inwestora lepszego na gorszego — niezależnie, czy pochodzi on z kraju, czy z zagranicy — bo z tego w przyszłości nie wyniknie nic dobrego ani dla tego banku, ani dla całego rynku — mówi Wojciech Kwaśniak. Podkreśla, że nadzór nie preferuje w sposób nieuprawniony żadnych inwestorów.

— W przeszłości był jeden nadzorca, który ingerował w sposób nieuprawniony w procesy rynkowe, który został następnie skazany w trybie karnym na karę pozbawienia wolności, grzywnę i zakaz wykonywania zawodu. To powinno dać do myślenia tym, którzy oczekują zaangażowania nadzoru w kwestie związanez preferowaniem tego lub innego inwestora — ucina Wojciech Kwaśniak.

Chodzi o Antonio Fazio, byłego prezes Banku Centralnego Włoch, który w 2011 r. został skazany na cztery lata więzienia i 1,5 mln EUR grzywny za sabotowanie przejęcia Banca Antonveneta przez ABN AMRO w 2005 r.

Bez polityki

Wiceszef nadzoru odpowiada zwolennikom udomowienia polskich banków, że sektor w niemal 40 proc. jest kontrolowany przez rodzimy kapitał i, biorąc pod uwagę pochodzenie pozostałych inwestorów, bardzo dobrze zdywersyfikowany.

— Mamy obowiązek oceny inwestora z punktu widzenia wpływu na ostrożne i stabilne funkcjonowanie pojedynczych instytucji oraz wpływu na stabilność całego systemu bankowego i poziom ryzyka systemowego. Nie jesteśmy uprawnieni do ocen z punktu widzenia przesłanek natury politycznej — zastrzega wiceprzewodniczący KNF.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Nadzór ze wszczepioną odpornością na naciski