W Polsce przedsiębiorców może kontrolować kilkadziesiąt rozmaitych organów, służb i inspekcji. Firma doradczo-audytorska Grant Thornton (GT) sprawdziła, które z nich najbardziej doskwierają firmom. Okazuje się, że w różnych aspektach liderem jest Państwowa Inspekcja Pracy (PIP), która zdetronizowała ZUS, czyli wieloletniego lidera.
Największy strach budzi fiskus
Z raportu wynika, że w ubiegłym roku firmy najczęściej miały kontrole PIP (tak podało 38 proc. ankietowanych). Za inspekcją pracy uplasował się sanepid, który wskazało 25 proc. respondentów.
Co istotne, to właśnie sanepid w przekonaniu przedsiębiorców najbardziej zwiększył intensywność kontroli w porównaniu z 2024 r. (wzrost wskazań o 4 pkt proc.). Widoczna zmiana nastąpiła w percepcji kontroli ZUS, który był uważany za organ najbardziej uprzykrzający życie firmom. W 2025 r. znalazł się on dopiero na czwartej pozycji z 20 proc. wskazań ankietowanych firm. Zakład zaliczył najbardziej spektakularny spadek intensywności kontroli przedsiębiorców (o 13 pkt proc. w porównaniu z 2024 r.), czyli stał się bardziej przyjazny, także w aspekcie niewielkiej uciążliwości.
- Choć dane wskazują na ograniczenie liczby kontroli ZUS, to nasze doświadczenie pokazuje, że organ ten jest jednym z najbardziej wymagających. Wynika to głównie z różnic w interpretacjach oraz podejściu poszczególnych oddziałów i inspektorów – zaznacza Magdalena Marcinowska, partner w GT.
Z raportu wynika, że firmy nie skarżą się na kontrolowanie ich przez kilka organów. 68 proc. pytanych podało, że miało kontrole tylko jednej instytucji. Dwie kontrole spadły na 17 proc. ankietowanych. Czterech kontroli doświadczył tylko 1 proc.
Jeśli chodzi o uciążliwość inspekcji, czyli skalę destabilizowania pracy firm, to niekwestionowanym liderem jest skarbówka, na którą wskazało 31 proc. ankietowanych. Organy skarbowe jednak znacznie poprawiły swój wizerunek w oczach biznesu, bo na ich uciążliwość wskazało w tamtym roku aż o 13 proc. mniej firm niż jeszcze w 2024 r.
Na drugiej pozycji uciążliwości znalazła się PIP (26 proc.), chociaż także jej problematyczność zmniejszyła się o 6 pkt proc. Na trzecim miejscu znalazł się sanepid (14 proc., wzrost aż o 11 pkt proc.).
Reforma PIP niestraszna
Autorzy badania postanowili sprawdzić również, jak przedsiębiorcy traktują szykowaną przez rząd tzw. reformę PIP, czyli umożliwienie inspektorom pracy władczego (wbrew woli stron) przekształcania umów cywilnoprawnych (B2B, zlecenia, o dzieło) w umowy o pracę. Ustawa w tej sprawie czeka na podpis prezydenta.
34 proc. ankietowanych podało, że w ich firmach są zatrudnione osoby na B2B. Ich odsetek oscyluje w granicach 60 proc. wszystkich zatrudnionych. Jednak aż 58 proc. respondentów odpowiedziało, że ich firmy nie zatrudniają na B2B.
Co ciekawe, przedsiębiorcy nie są przerażeni wizją prawa pozwalającego PIP na siłowe zamienianie im umów B2B na etaty. Prawie 60 proc. pytanych stwierdziło, że nie planuje ograniczenia skali zatrudnienia na B2B, zaś niemal 32 proc. ma takie zamiary. 38 proc. ankietowanych przedsiębiorców mających pracowników na B2B popiera zwiększenie uprawnień PIP. Zdecydowanie przeciwko jest 21 proc.
- Większość firm nie planuje rezygnacji z kontraktów B2B. Taką możliwość rozważają tylko ci z niewielką liczbą takich umów – stwierdza Łukasz Boszko, doradca podatkowy w GT.
