Świat zmaga się z największymi w historii zakłóceniami dostaw ropy naftowej. Tak sytuację ocenia Międzynarodowa Agencja Energii (MAE), wskazując na bezprecedensową skalę i zakres blokady szlaków z rejonu Bliskiego Wschodu. Cena ropy wzrosła już o 60 proc., gaz i surowce ropopochodne drożeją podobnie, a koszty frachtu idą w górę razem z nimi. Pytanie, które zadają sobie ekonomiści i bankierzy centralni, brzmi: jak długo to potrwa i czy wróci wysoka inflacja?
Uwolnienie rekordowych rezerw ropy
Scenariusz bazowy zakłada, że konflikt zakończy się w ciągu 30–40 dni. MAE uwolniła już 400 milionów baryłek rezerw strategicznych, a przy spadku dostaw o 8 milionów baryłek dziennie daje to jakieś 50 dni buforu. Jeśli szlaki zostaną odblokowane w tym czasie, impuls inflacyjny będzie przejściowy – ropa i gaz mogą podbić inflację o 1–1,5 punktu procentowego, ale efekty szybko wygasną. Jeśli nie – zaczną się poważniejsze kłopoty, bo zniszczenia infrastruktury oznaczają miesiące odbudowy zdolności produkcyjnych, nie tylko w ropie, ale i w hutnictwie aluminium czy innych energochłonnych branżach.
Groźniejszy od samych cen surowców może okazać się mechanizm „mgły inflacyjnej", o którym pisze ekonomistka Isabella Weber. Firmy o silnej pozycji rynkowej traktują wzrost cen energii jako sygnał do podnoszenia własnych marż. Konsument przestaje się orientować, co drożeje i dlaczego, co daje przedsiębiorcom pole do podwyżek niezwiązanych z kosztami. W Polsce ten efekt jest jednak ograniczony: w przeciwieństwie do boomu popandemicznego ludzie nie dysponują nadwyżkami z transferów rządowych, ich akceptacja dla drożyzny jest więc mniejsza. Rada Polityki Pieniężnej (RPP) stoi mimo to przed trudnym dylematem: podnosić stopy procentowe i uderzać w zadłużonych konsumentów, czy przeczekać wstrząs i ryzykować utrwalenie inflacji? Na razie Rada nie myśli o zaostrzeniu polityki – ale rynek już wycenia jedną podwyżkę.
Awantura i SAFE, a NBP wchodzi w nie swoje buty
Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą unijny program SAFE – europejski instrument finansowania zbrojeń poprzez pożyczkę z Komisji Europejskiej. Emocje sięgnęły zenitu, padały oskarżenia o zdradę narodową, choć w praktyce była to ustawa techniczna. Wprowadzała jedynie instrument w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) do obsługi kredytu – nie wyrażała zgody na sam kredyt. SAFE był zresztą polskim pomysłem, a Polska zaciągałą podobne pożyczki w Korei, USA czy na rynkach euroobligacji bez żadnych procedur ratyfikacyjnych.
Awantura ma jednak wymiar polityczny głębszy niż przepisy techniczne. Po stronie prawicowej opozycji żywa jest trauma związana z blokowaniem środków Krajowego Planu Odbudowy (KPO) i uznaniowością Komisji Europejskiej w tej sprawie – stąd alergiczna reakcja na jakąkolwiek warunkowość finansowania z Brukseli. Po stronie rządowej determinacja, by sięgnąć po pieniądze z SAFE też jest duża i rząd ma już plan B. Natomiast rynki finansowe na weto niemal nie zareagowały, co sygnalizuje, że inwestorzy nie traktują go jako zagrożenia dla stabilności makroekonomicznej.
W tle toczy się osobna historia z Narodowym Bankiem Polskim (NBP) i jego prezesem Adamem Glapińskim w roli głównej. Prezes zaproponował sprzedaż rezerw złota, co wygenerowałoby zysk rzędu 180 miliardów złotych, z których finansowane miałyby być zbrojenia. Ale przedstawił swoją propozycję już po tym, jak rząd odrzucił prezydencki projekt powołania nowego funduszu, do którego miałby trafić ten zysk. Prezes przedstawiał plan, ale dało się wyczuć ulgę, że nie będzie go musiał realizować. Natomiast sam fakt, że szef NBP i bank centralny próbują dyktować rządowi na co ma przeznaczać zysk NBP to już wyjście poza mandat banku centralnego i ustawienie się po jednej ze stron ostrego sporu. W takiej sytuacji część społeczeństwa może się antagonizować wobec NBP, co utrudni bankowi choćby zarządzanie oczekiwaniami inflacyjnymi.
Jeszcze nigdy polski bank tyle nie zarobił
W plusach i minusach tygodnia mówimy o rekordowym zysku PKO BP. W 2025 roku bank zarobił na czysto prawie 11 miliardów złotych, przy rentowności kapitału na poziomie 19,5 proc.
To był najlepszy rok w historii polskiego sektora bankowego. Bez wątpienia miał się on znakomicie – pytanie, czy długo utrzyma tę formę i jak się to przełoży na akcję kredytową. Raczej należy oczekiwać, że wraz z rosnącym zyskiem rekordowe będą też dywidendy. W przypadku PKO BP bezpośrednio skorzysta na tym Skarb Państwa jako główny akcjonariusz.
Na tle euforii bankowej niepokojąco wyglądają dane z rynku pracy. GUS opublikował dane o popycie na pracę za IV kwartał: liczba wolnych miejsc pracy spadła o ponad 9 proc. kwartał do kwartału i o ponad 5 tysięcy rok do roku – wakatów jest dziś około 86 tysięcy. Rynek pracownika powoli odchodzi w przeszłość. Jeszcze wyraźniejszy sygnał płynie z raportu o inflacji NBP: wskaźnik „niepełnego wykorzystania zasobów pracy" – obejmujący nie tylko bezrobotnych, ale też osoby pracujące w niepełnym wymiarze i biernych zawodowo, którzy przestali szukać zatrudnienia – rośnie szybciej niż samo bezrobocie. Statystyki wyglądają jeszcze spokojnie, ale na powierzchnią widać pierwsze rysy.
Jest jednak jeden plus o charakterze strukturalnym. Polski przemysł high-tech rośnie szybciej niż u sąsiadów. Od 2021 roku produkcja towarów zaawansowanych technologicznie – urządzeń farmaceutycznych, aparatury elektrodiagnostycznej – wzrosła w Polsce o 14 proc. podczas gdy w Niemczech i Czechach o 10 proc., a na Węgrzech zaledwie o 6 proc. Polska przestaje być tylko tanią montownią i wspina się w łańcuchu wartości dodanej.
Ile trzeba czekać na dostawę broni
Od tego tygodnia mamy w PB Bilans nową rubrykę: komentarz tygodnia. Wybieramy w nim najciekawsze, naszym zdaniem, komentarze widzów i słuchaczy i rozbieramy je na czynniki pierwsze.
Tym razem zwróciliśmy uwagę na dwa wątki. Pierwszy dotyczy czasu oczekiwania na dostawy uzbrojenia, który – jak twierdzi jeden z komentujących – trwa dziś 5 do 6 lat.
I rzeczywiście, dwa duże konflikty zbrojne, w które bezpośrednio lub pośrednio zaangażowani są najwięksi producenci broni, już powodują efekt coraz dłuższej kolejki. Przykład to problemy Szwajcarii, która czeka na systemy Patriot i myśliwce F-35 ze Stanów Zjednoczonych – i czekać będzie jeszcze długo. Kolejka wydłużyła się o kilka lat, więc Szwajcarzy zmuszeni są szukać alternatywnych dostawców. To stawia pod znakiem zapytania harmonogramy modernizacji armii nie tylko w Polsce. Pieniądze na zbrojenia można znaleźć – przez kredyt, budżet czy fundusze unijne. Trudniej znaleźć sam sprzęt. Stąd argument, który w debacie o SAFE często umyka: nawet gdyby Polska miała dziś pełne finansowanie, zakupy i tak by się opóźniły. To wzmacnia tezę o kluczowym znaczeniu budowania własnego przemysłu obronnego.
Inny słuchacz pytał - i to jest drugi wątek - czy zamiast zaciągać dług na zbrojenia nie lepiej ciąć wydatki socjalne – na przykład świadczenie 800 plus. Odpowiedź jest prosta: kredyt pozwala rozciągnąć koszty inwestycji w czasie, który musiałby inaczej obciążyć konsumpcję. Drastyczne cięcia w mocno spolaryzowanym społeczeństwie to raczej teoria. Padło też pytanie o kurs złotego i rentowność obligacji – ta ostatnia rośnie, co zmusiło ministra finansów do odwołania jednej aukcji zamiany. Na szczęście budżet dysponuje buforem wolnych środków, który przed zapadnięciem obligacji wynosił 160 miliardów złotych.
