Czytasz dzięki

Nauczyliśmy się robić gry

opublikowano: 07-06-2020, 22:00

Grzegorz Miechowski, prezes 11 bit studios, opowiada o tworzeniu gier i przyczynach polskiego sukcesu w branży

„PB”: Grał pan w gry, zanim zajął się tym biznesem? Grzegorz Miechowski:

Zacząłem grać jeszcze w liceum. To były czasy ZX Spectrum i Commodore’a. Akurat z Commodore’em miałem mało do czynienia, ale z ZX Spectrum całkiem sporo. Komputer kosztował wtedy majątek, ale w liceum były ZX Spectrum i miałem możliwość wypożyczenia jednego na weekend za dobre wyniki w nauce. Pożyczałem go nie po to, żeby uczyć się programowania, tylko oczywiście po to, żeby grać. co przerodziło się w „This War of Mine”.

Czyli gra o wojnie z perspektywy cywila. Skąd ten pomysł?

To efekt rzeczy, które mnie interesują prywatnie i o których dużo czytam. Zawsze interesowały mnie sprawy polityczne — kiedyś czytałem materiały o wojnie w Jugosławii, które mnie bardzo dotknęły. Gdy my w Polsce staraliśmy się bogacić, tam trwała wojna, dlatego rzuciłem pomysł, by takie doświadczenie przedstawić graczom.

Jakie to były gry?

Chyba „GP Sport”. W co ja jeszcze tam grałem? Już nie pamiętam tytułów, ale taki pierwszy tytuł, który dobrze pamiętam, był pecetowy. Jak już dostałem się na studia, to były jeszcze pecety klasy AT z czarno-białymi monitorami, a grą było „SimCity”, od której naprawdę nie mogłem się oderwać.

„SimCity” robi takie rzeczy z człowiekiem… Kiedy pomyślał pan o tym, żeby zająć się tworzeniem gier?

Właściwie niewiele później. Na pierwszym roku grałem w „SimCity”, a na drugim czy trzecim pojawił się pomysł, żeby zrobić grę. Pierwszą rzeczą, na której próbowałem zarobić pieniądze ze znajomymi ze studiów, było handlowanie sprzętem komputerowym. Za zarobionych parę groszy postanowiliśmy zrobić grę i to była „Tajemnica statuetki”.

Jak wtedy tworzyło się grę?

Przy tej grze zbyt wiele się nie napracowałem. Głównie handlowałem sprzętem, a zyski szły na tworzenie. Pomagałem tylko trochę przy grafice i zdjęciach. Napracowałem się natomiast przy następnej grze — „TeenAgent”, do której zrobiłem wszystkie animacje postaci.

Potem był m.in. „Gorki” i inne gry, współpraca z CD Projektem, wreszcie narodziło się 11 bit studios. Jak do tego doszło?

CD Projekt był pewnym epizodem po drodze. Pierwszą spółką, zbudowaną z ludźmi, z którymi już nie pracuję, było Metropolis. Zostało ono kupione przez CD Projekt. 11 bit powstało dlatego, że rodziła się dystrybucja cyfrowa gier i bardzo chcieliśmy ten moment wykorzystać. W CD Projekcie uwaga była skupiona na innych celach i nie bardzo dało się to zrobić, postanowiliśmy więc odejść i budować sprzedaż cyfrową gier.

Pierwszą grą było „Anomaly”. Pan wtedy udzielał się przy produkcji czy już tylko w zarządzaniu?

Już tylko w zarządzaniu, niestety.

Ale potem był wasz pierwszy duży hit — „This War of Mine” i tam miał pan już pewien udział w tworzeniu…

Zawsze mieliśmy wewnętrzne ciało opiniujące pomysły na gry, taki green light committee. Kiedy siedzieliśmy nad nowym pomysłem po „Anomaly”, wpadłem na pomysł, by zrobić coś,

Jak teraz wygląda praca nad grami i jak się różni od lat 90.?

Różni się bardzo. Najważniejsza zmiana jest taka, że po prostu nauczyliśmy się robić gry. W latach 90. był zapał, ale z wiedzą było słabo. Uczyliśmy się, uczyliśmy się i całkiem sporo zespołów, w tym my, się nauczyło, ma teraz jakiś warsztat. Teraz, robiąc „Frostpunka”, wiedzieliśmy już, jak chcemy zrobić tę grę. Kiedyś to było wielkie chałupnictwo.

Z Polski wyrosło kilku dużych deweloperów. Z czego to wynika, że gry stały się polską specjalizacją?

Słyszałem to pytanie wiele razy i trudno na nie odpowiedzieć. Słyszę tylko jakieś tezy. Jedną z ciekawszych jest taka, że jeszcze za komuny Polska była krajem, który miał w ramach RWPG rozwijać się informatycznie — vide komputer Odra itp. W związku z tym w latach 90. nasze szkoły były już dobrze przygotowane do kształcenia programistów i informatyków. Może to o to chodzi. Nie mam pojęcia.

Czyli mieliśmy dobre politechniki, więc teraz mamy miliarderów w branży gier?

Może tak być. To jest jednak tylko i wyłącznie teza. Gdyby to była prawda, mielibyśmy też potężne spółki IT, a w tym segmencie może nie jest źle, ale...

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. Gra o duże pieniądze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Marcel Zatoński

Polecane