Naukowcy zadowoleni ze zmian w Pzp

DI, PAP
29-03-2014, 09:26

Zakup specjalistycznego obiektywu czy odczynnika do badań wymagał dotąd rozpisywania przetargu i trwał miesiące - nowelizacja Prawa zamówień publicznych znacznie to uprości - oceniają naukowcy. Niektórzy zwracają jednak uwagę, że zmiana pomoże głównie małym uczelniom i instytucjom.

Nowelizacja ustawy Prawa zamówień publicznych - która w tym tygodniu została podpisana przez prezydenta - sprawia, że instytuty naukowe (np. PAN) i uczelnie wyższe oraz instytuty badawcze będą teraz mogły organizować przetargi dopiero dla zakupów odpowiednio do ok. 130 tys. i do ok. 200 tys., zaś wszystkie podmioty - powyżej 30 tys. euro.

Dotychczas przetargi rozpisywano na wszystkie zakupy warte więcej niż 14 tys. euro. Wprowadzono również m.in. możliwość zamówienia z wolnej ręki sprzętu wytwarzanego przez jednego producenta.

Przetargi na unikalny produkt rozpisywali dotychczas choćby naukowcy z Politechniki Warszawskiej (PW), współpracujący z producentem baterii do telefonów. Inżynierowie z PW opracowali do tych baterii nowe elektrolity, które działały dużo lepiej z pewnym konkretnym dodatkiem.

"W ramach umowy przedlicencyjnej współpracująca z nami firma zażyczyła sobie do testów 5 kg. wzbogaconego elektrolitu. Potrzebny do niego dodatek kosztował ok. 15 tys. euro, więc zakup wymagał rozpisania przetargu" - wspomina prorektor ds. studenckich, prof. Władysław Wieczorek. "Straciłem trzy miesiące żeby udowodnić, że tę substancję produkuje tylko jedna firma. Żeby ją kupić bezprzetargowo i sprowadzić z USA, musiałem długo walczyć z urzędnikami" - dodaje.

Podobne sytuacje, gdy naukowcy pracują nad nowym rozwiązaniem i próbują je sprzedać, "a współpracujące z nimi firmy potrzebują go +na już+" – to na uczelniach codzienność - zaznacza prorektor politechniki. "Stosowanie Pzp do każdego zakupu bardzo opóźniało prace i miało zły wpływ na postrzeganie uczelni jako partnera. Traciliśmy na wizerunku, okazywaliśmy się niepoważnym kontrahentem" - oceniał prof. Wieczorek.

Trudne doświadczenia miała też - w związku z zakupem obiektywu do specjalistycznego mikroskopu - prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk z Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

"Po dość długiej procedurze przetargowej kupiliśmy bardzo nowoczesny, specjalistyczny, laserowy mikroskop konfokalny firmy Leica. Kosztował 2,5 mln zł, bardzo długo staraliśmy się o pieniądze na niego. Teraz jest nam potrzebny nowy obiektyw. Możemy go kupić, właśnie mamy pieniądze. Na zakup musimy jednak ogłaszać przetarg, co jest bezsensem, bo przecież chodzi o konkretny obiektyw, do konkretnego mikroskopu, konkretnej firmy" - podkreśla.

"Poczekam jeszcze dwa tygodnie" – powiedziała profesor słysząc, że prezydent już podpisał ustawę. Bo - jak mówi - "rozpisywanie tego przetargu przypomina sytuację, w której ktoś chce kupić do Mercedesa część od Skody". "W dodatku działanie według dotychczasowych zasad oznaczałoby, że zakup przeciągnie się nawet kilka miesięcy i będzie generował mnóstwo papierkowej roboty; całkowicie niepotrzebnej, bo przecież i tak musimy kupić jeden, określony obiektyw" - zaznaczyła.

Zdaniem prof. Jacka Radwana z Uniwersytetu Jagiellońskiego podniesienie progów dla zamówień na potrzeby działalności naukowej to krok w dobrym kierunku, ale nie rewolucja. Jak przypomina, instytucje publiczne muszą łączyć zakupy przedmiotów o podobnym przeznaczeniu, np. komputerów dla różnych wydziałów.

"Konieczność komasacji zamówień sprawia jednak, że zamiast rozproszonych zakupów do kilku tysięcy złotych znów mamy do czynienia z pojedynczymi umowami na setki tysięcy albo wręcz miliony. Dlatego w przypadku dużych uczelni nowelizacja Pzp niewiele zmieni. Wydawane tam sumy, choćby na zakup sprzętu komputerowego czy biletów lotniczych, nadal będą łatwo przekraczać podwyższone progi. A naukowcy dalej będą czekać po pół roku na komputery" - powiedział prof. Radwan.

Może się jednak zdarzyć, że niektóre zamówienia - niezbyt powszechne na uczelni, spadną poniżej progu i łatwiej je będzie realizować - dodał. Przykładem są prowadzone w jego Zespole Ekologii Molekularnej i Behawioralnej na UJ badania, które często wymagają tzw. sekwencjonowania wysokoprzepustowego (chodzi o usługę odczytywania kolejności par nukleotydowych w cząsteczce DNA - PAP).

"Zwykle dopóki nie przekroczyliśmy progu nakazującego przeprowadzenie przetargu, po prostu prosiliśmy o ofertę kilka firm, i wybieraliśmy najkorzystniejszą. Zwykle najtańszą. Później wysyłaliśmy im materiał, a po wykonaniu, płaciliśmy za usługę" - opowiada profesor.

W ramach jednego z projektów prof. Radwan musiał jednak rozpisać przetarg na sekwencjonowanie. Pojedynczy eksperyment kosztował od ok. 30 tys. zł w laboratorium w USA - do 60 tys. w firmach europejskich. "Niestety nie mogłem skorzystać z usług laboratorium amerykańskiego, z którego tanich i solidnych usług korzystaliśmy wcześniej. Prawnicy tamtejszego uniwersytetu nie zgodzili się na start w przetargu, który wymaga podpisywania umów odwołujących się do polskiego prawodawstwa. Za wykonanie kilku eksperymentów (w Europie - PAP) musieliśmy więc płacić o jakieś 30 proc. drożej" - wspomina prof. Radwan.

Podniesienie progu przetargowego sprawia, że tego typu pojedyncze usługi nie będą wymagały przetargów. "Ale realizowanie dużego projektu na dużych uczelniach lub sytuacja, w której takiej samej usługi potrzebuje jednocześnie kilka grup badawczych sprawi, że kwota wzrośnie i znów potrzebny będzie przetarg" - zauważył prof.Radwan.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Naukowcy zadowoleni ze zmian w Pzp