Klasa polityczna i firmy zarządzające — to główni beneficjenci programu powszechnej prywatyzacji.
„Puls Biznesu”: Czy narodowe fundusze inwestycyjne spełniły swoją rolę?
Andrzej Sadowski: Spełniły tylko w jednym aspekcie, jeśli chodzi o przeniesienie własności w okolice klasy politycznej. Nie udało się natomiast zrealizować ani jednego celu, który był podnoszony jako argument przy tworzeniu PPP. Nie doszło do uwłaszczenia społeczeństwa.
Kto w takim razie odniósł największe korzyści z PPP?
Firmy zarządzające i część klasy politycznej zaangażowanej w to przedsięwzięcie.
A spółki włączone do programu?
Przygotowujemy raport na ten temat i obraz, jaki się wyłania, jest negatywny. Kilka spółek dobrze sobie poradziło, ale giną one w morzu tych, którym udział w programie tylko zaszkodził.
Jakie najpoważniejsze błędy popełniono przy tworzeniu PPP?
Jeżeli naprawdę chciano uwłaszczyć społeczeństwo, to najprościej byłoby przekazać na własność coś realnego, np. mieszkania. To byłaby nieprawdopodobna zmiana cywilizacyjna, która umocniłaby rynek i demokrację.
Czy dalsze funkcjonowanie NFI ma więc jakiś sens, czy też fundusze powinny zostać zlikwidowane?
Jeśli dalsze funkcjonowanie NFI nie będzie rodzić skutków finansowych dla podatników, to co nas to obchodzi? Fundusze mogą sobie egzystować na zasadach rynkowych. Jeśli nie będzie dotacji budżetowych dla tego sektora, a fundusze same sobie poradzą, to ich dalsze funkcjonowanie jest dla gospodarki neutralne.