Nie kupuję waszego ekosceptycyzmu

Polska walczy o swobodę powtarzania błędów popełnionych kiedyś przez kraje zachodniej Europy — mówi Rebecca Harms.

ROZMOWA Z... REBECCĄ HARMS, NIEMIECKĄ POLITYK I EURODEPUTOWANĄ, WSPÓŁPRZEWODNICZĄCĄ GRUPY ZIELONYCH/WOLNE PRZYMIERZE EUROPEJSKIE W PARLAMENCIE EUROPEJSKIM

LUDZIE NIE SĄ OBOJĘTNI: W grupie zielonych europarlamentarzystów, którym współprzewodzi Rebecca Harms, Polaków jeszcze nie ma. Ale to nie znaczy, że ekologia jest Polakom obojętna — przekonuje polityk. [FOT. ARC]
Zobacz więcej

LUDZIE NIE SĄ OBOJĘTNI: W grupie zielonych europarlamentarzystów, którym współprzewodzi Rebecca Harms, Polaków jeszcze nie ma. Ale to nie znaczy, że ekologia jest Polakom obojętna — przekonuje polityk. [FOT. ARC]

„PB”: Czy wiąże pani jakieś nadzieje z warszawską konferencją klimatyczną COP19?

Rebecca Harms: Obawiam się niestety, że będzie to konferencja straconych szans. Pamiętam konferencję COP14, która odbyła się w 2008 r. w Poznaniu, i czuję, że w tym czasie Polska stała się jeszcze mniej ambitna, jeśli chodzi o politykę klimatyczną. Dlatego i moje oczekiwania nie są ambitne. Chciałabym jedynie, aby postulaty wynikające z celów europejskiej polityki klimatycznej zostały w Polsce zrozumiane.

Może to dlatego, że żywe jest w Polsce przekonanie, że np. globalne ocieplenie to mit. Promieniuje to również na inne idee ekologiczne.

Nie kupuję tej powszechnej u was opinii, że Polacy są tradycyjnie niechętni zielonym ideom. Lubicie mówić, że to takie polskie. Słyszę to nawet od polskich organizacji ekologicznych. Tymczasem spotykam się choćby z Polakami, którzy protestują przeciwko poszukiwaniom gazu z łupków w obawie przed ich wpływem na jakość wody i gleby. To pokazuje, że nie jesteście obojętni. Widać to również w waszym niechętnym nastawieniu do żywności genetycznie modyfikowanej. Zapewniam was, że tak samo niechętnie i podejrzliwie zareagują np. mieszkańcy Gdańska, kiedy zapadnie decyzja o budowie elektrowni atomowej w ich sąsiedztwie.

Niemcy wygaszają elektrownie atomowe, a Polska rusza z realizacją własnego programu w tym zakresie. Kto tu ma rację?

Mam wrażenie, że Polska walczy o swobodę powtarzania błędów popełnionych kiedyś przez kraje zachodniej Europy. Chcecie atomu, chcecie starego miksu energetycznego, a z prawdziwymi, głębokimi innowacjami energetycznymi chcecie zwlekać tak długo, jak tylko się da. Poza tym weźmy pod uwagę pieniądze. Ogłoszone ostatnio parametry przyszłej elektrowni atomowej Hinkley Point w Wielkiej Brytanii czynią z niej najdroższe takie przedsięwzięcie w Europie. Projekt otrzymał gwarantowane ceny energii, subsydia, tanie kredyty państwowe. Niesamowite. Gdyby o podobne warunki prosił np. sektor wiatrowy, nigdy by ich nie dostał. Poza tym pamiętajmy, że jeśli zdecydujecie się na elektrownię atomową, będzie to oznaczało konieczność zaplanowania gospodarki jej odpadami. My w Niemczech od 40 lat rozmawiamy o rozwiązaniach dla odpadów radioaktywnych, i do dziś ich nie wypracowaliśmy. Zainwestowaliśmy w to miliardy, i nic.

Tradycyjnie ekosceptyczny jest polski przemysł, zależny od węgla, od regulacji dotyczących emisji dwutlenku węgla, skarżący się na wpływy rynkowe wspomaganych przez państwo odnawialnych źródeł energii. Jakie korzyści miałby dostrzec w ambitnej polityce klimatycznej?

Problemem jest to, że w Polsce wymagania klimatyczne są postrzegane wyłącznie jako bariera dla rozwoju gospodarczego. Tymczasem nikt nie pyta, dlaczegopolska gospodarka, która dziś nie realizuje jeszcze ambitnych celów związanych z klimatem, i tak nie radzi sobie dobrze. Gdzie jest w niej miejsce dla innowacyjnych projektów? Z prawdziwym wzrostem, a nie bańkami spekulacyjnymi, mamy dziś do czynienia głównie w „zielonych” obszarach, czyli w odnawialnych źródłach energii i w technologiach zwiększających efektywność wykorzystania surowców. Jest mnóstwo liczb, które mogą przekonać przemysł do polityki klimatycznej, ale można też spojrzeć na Niemcy. Nasza gospodarka i przemysł są konkurencyjne w skali świata, a ceny energii są w zasadzie niezmienne od 5-6 lat, co oznacza, że przemiany energetyczne i wprowadzenie systemu handlu emisjami praktycznie nie przełożyły się na ceny prądu ani na obniżenie konkurencyjności gospodarki. Niektórzy mówią, że ceny energii w Niemczech zabijają konkurencyjność. To kłamstwo. Oczywiście, zmieniamy teraz prawo energetyczne, również w obszarze OZE, ale to oznacza dostosowanie go do nowych realiów, a nie powrót do węgla.

Są dane pokazujące, że w ostatnich latach, w warunkach wzrostu gospodarczego, udało się Polsce ograniczyć emisje dwutlenku węgla. Czy nie jest to sensowny argument przeciwko planowanemu przez UE zaostrzeniu kursu w tym obszarze?

Pytanie, czy te osiągnięcia w redukcji emisji są wystarczające, by zatrzymać efekty globalnego ocieplenia. Zdaniem naukowców, robimy w tej kwestii o wiele za mało. A koszt zaniechań może się okazać potężny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / Nie kupuję waszego ekosceptycyzmu