Ten park nie przypomina naszych, gdzie turyści tylko wchodzą i wychodzą. W Yellowstone prowadzi się programy edukacyjne, uprawia sporty, nocuje…
— Natura siedzi ci na głowie. To nie zwierzęta boją się ludzi, lecz ludzie muszą mieć się na baczności — przekonuje Katarzyna Jedlińska, specjalistka ds. PR i komunikacji wewnętrznej w firmie DRSA.
Dowód? Popołudniowy piknik nad rzeką, w niewielkim oddaleniu od jednej z asfaltowych dróg, którymi — w trosce o wygodę gości — dojedzie się do większości atrakcji parku.
— Zanim zdążyliśmy rozpakować kanapki, porwał je drapieżny ptak. Z jedzenia nici… Pozostało nam podziwianie orłów pikujących w toń, by wyłowić wijące się pstrągi — wspomina Katarzyna Jedlińska.
Nie drażnić bizona
Park Yellowstone pokrywa gęsty, iglasty las zdominowany przez sosny, świerki, daglezje. Na obrzeżach spotyka się łąki piołunowe, zaś najwyższe partie tutejszego pasma Gór Skalistych — Polakom przypomina ono Beskidy — pokrywa alpejska tundra. W leśnych ostępach kryje się bogata fauna — przede wszystkim bizony, których populacja sięga 4,5 tys. sztuk. Ostatnie wolne, dzikie stado w USA...
— Staliśmy na jednym z dziesiątek parkingów, gdy z lasu wyłoniła się spora grupka bizonów. Potężne, oblepione błotem i mchem zwierzęta przez godzinę obwąchiwały nasz samochód, skubały trawę spod kół... O ucieczce nie było mowy, strażnicy dali jasne instrukcje: nie drażnić bizonów! Pozornie leniwe, potrafią przemienić się w bestie szybkie jak błyskawica. A rozjuszone stado niszczy wszystko, co napotka. „Bizony atakują ludzi częściej niż niedźwiedzie. Regulamin parku stanowi, by nie podchodzić do nich bliżej niż na 25 jardów, a do niedźwiedzi nie bliżej niż na 100 jardów” — skomentował wydarzenie jeden ze strażników. Nasza przygoda nie zrobiła na nim wrażenia... — opowiada Katarzyna Jedlińska.
Bizonom towarzyszy ponad 250 niedźwiedzi grizzly i kilkaset niedźwiedzi czarnych. Niedawno do ekosystemu Yellowstone powróciły wilki.
— Po zmierzchu najłatwiej ocenić, kto tu rządzi. Wieczorem człowiek staje się potencjalną przekąską dla żerujących niedźwiedzi i wilków. By temu zapobiec, kempingi zaopatrzono w metalowe szafki do przechowywania żywności, a pojemniki na śmieci ustawiono daleko od domków. Mimo to drzwi, choć wzmocnione, i tak są zryte przez niedźwiedzie pazury. Spanie w namiotach lepiej zostawić sobie na Bieszczady. Chyba że ktoś lubi nocne dramaty... — śmieje się Katarzyna Jedlińska.
Antylopy widłorogie, kojoty, koziorożce, łosie, jelenie wapiti i mulaki to mniej groźni, acz równie znaczący mieszkańcy Yellowstone. Miłośników ptaków ucieszy zaś obecność pelikanów, łabędzi, orłów przednich i bielików, jastrzębi czy kruków.
Bulgoty i pomruki
Na Old Faithful można polegać. Zgodnie ze swą nazwą, gejzer Stary Wierny średnio co 80 minut wyrzuca słup wrzątku i pary. Efektowna fontanna strzela na wysokość 30-50 metrów, budząc aplauz widowni. Gejzer ma wiernych fanów, cały dzień przesiadujących na amfiteatralnie ustawionych ławeczkach. Jakość każdego wybuchu oceniają okrzykami i brawami. Zresztą wrzask Ooo! czy Uau! sam ciśnie się na usta, gdy człowiek uświadomi sobie, że podczas kilkuminutowego spektaklu z gejzeru tryska od 14 do 32 tys. litrów wody.
— Mieliśmy szczęście, znajdując miejsce na kempingu — Yellowstone to dla Amerykanów ulubione miejsce letniego wypoczynku. Rezerwacji dokonują nawet z półrocznym wyprzedzeniem! Przekrój tego społeczeństwa świetnie widać przy gejzerze Old Faithful. Na wybuch czekają rodziny z dziećmi, studenci, malowniczy traperzy, podstarzali harleyowcy… To zdyscyplinowana publiczność. Nikt nie wyrywa się do przodu, by podejść bliżej gejzeru. Czekają spokojnie — najpierw na syk oznajmiający zbieranie się pary, potem na okazały pióropusz wrzątku. Choć w miejscu dla widzów nie czuć gorącego podmuchu, niektórzy wolą skryć się w drewnianym, przeszklonym pawilonie, gdzie da się też coś zjeść — opowiada Marek Wiśniewski, fotograf.
W Yellowstone zliczono ponad 250 gejzerów — to więcej niż w Nowej Zelandii i na Islandii. Niektóre, jak Old Faithful, są przewidywalne — termin kolejnego wybuchu można sobie sprawdzić na tablicy. Gejzery — te działające i nie — ogląda się, idąc wzdłuż drewnianych kładek. Niewątpliwie Old Faithful jest najbardziej widowiskowy, a pozostałe zachwycają barwami i wodą tak krystaliczną, że można przez nią zajrzeć w głąb ziemi.
— To gotujące się, rdzawo-błękitne kałuże, w których odbija się niebo. Dymią, tryskając niewielkimi słupami wody. A błocko chlupie, parska i pomrukuje, wzdymając się w pękające bąble. Przez welony pary, prześwietlonej słońcem, przebija skalisty krajobraz parku… Bajkowy obrazek mąci tylko woń siarkowodoru. Wrażliwe nosy rezygnują nawet ze zwiedzania — opisuje Marek Wiśniewski.
Diabelskie zjawiska
W gorących źródłach na zboczach gór XIX-wieczni traperzy gotowali ryby, kąpali się, prali… Nie wszystkie odstraszają wrzątkiem — zimny nurt pobliskiej rzeczki miesza się z wodami termalnymi. Dziś korzystają z nich zwierzęta — ślady kopyt bizonów wskazują, gdzie olbrzymy szukają ciepła.
— To rejon niezwykle aktywny geologicznie. Nowe gejzery pojawiają się każdego dnia. Parkując samochód, nie wiesz, czy nie stanąłeś na formującym się gejzerze — dodaje Katarzyna Jedlińska.
W Yellowstone występuje ponad 10 tys. zjawisk termalnych, m.in. największe na świecie aktywne tarasy trawertynowe, skupione wokół źródeł Mammoth Hot Springs. Te efektowne formacje skalne przybrały kształty tarasów, basenów, kaskad. Mienią się barwami w zależności od temperatury wody — im wyższa, tym są jaśniejsze: brunatne, czerwone, zielone, śnieżnobiałe…
— Niezwykle piękny jest również kanion rzeki Yellowstone, zbudowany z przedziwnych, biało-żółto-pomarańczowych skał. Zachwyca także niemal 40 wodospadów. Niektóre na tyle bezpieczne, że można się pod nimi kąpać — niczym w reklamie. Woda jest zaskakująco ciepła. Bo choć roślinność i klimat są górskie, gorące podłoże robi swoje — dorzuca Katarzyna Jedlińska.
Pierwszy biały człowiek, który ujrzał cuda przyrody Yellowstone — traper John Colter — donosił w 1807 roku o „diabelskich zjawiskach”, nie znajdując lepszej nazwy dla gejzerów i gorących źródeł. Z początku go wyśmiano. Dopiero pod koniec XIX wieku — wobec napływu kolejnych świadectw — zorganizowano rządową ekspedycję. Jej efekt to podpisanie przez prezydenta Ulyssesa S. Granta aktu z 1872 roku, zakazującego zasiedlania, polowania, eksploatacji surowców mineralnych i drewna na obszarze Yellowstone. Objęto go ochroną prawną „ku pożytkowi i radości pokoleń”.
— Amerykanie są dumni ze swych parków narodowych. Jeden z przejawów tej dumy to wolontariat. Ludzie zbierają śmieci, czyszczą paleniska na kempingach, przygotowują miejsca noclegowe dla turystów. Dostają za to bonusy, np. bezpłatny nocleg, jednak nie z tego powodu pracują: 20 USD, a tyle kosztuje miejsce na kempingach Yellowstone, to dla nich niewielka kwota — komentuje Marek Wiśniewski.
Las bez misia Yogi
Większość ciekawostek Yellowstone zwiedzi się, jadąc tzw. wewnętrzną pętlą. Zajmuje to kilka dni — sama droga liczy ponad 150 kilometrów. Kto zostanie tydzień czy dwa, też nie będzie się nudził — w parku można pojeździć konno, wynająć łódkę w porcie nad jeziorem, wejść wysoko w górach na dzikie szlaki wędrowne… Pomyślano też o zabawach dla dzieci — mogą np. zdobyć sprawność „małego rangersa”. Za odpowiednią opłatą.
— Funkcjonariusze służby leśnej, rangersi — pomocni i uśmiechnięci — noszą mundury jak z kreskówki o misiu Yogi: z charakterystycznym, wojskowym kapeluszem. Ale misia się nie znajdzie — nawet w sklepie z pamiątkami… Przy wjeździe rangersi wręczają każdemu mapkę z zaznaczonymi atrakcjami turystycznymi, kempingami, sklepikami, knajpkami itd. Do tego dołączona jest codzienna gazetka z programem imprez, takich jak opowiadanie anegdot z dziejów parku — wspomina Marek Wiśniewski.
Wyjeżdżając z Yellowstone, warto zahaczyć o sąsiedni Grand Teton National Park.
— U podnóża strzelistych gór, przewyższających urodą Tatry, rozciąga się potężne jezioro pełne krystalicznej wody i… pijawek. Za to turystów jak na lekarstwo. Szczyty Teton, przekraczające 3 tys. metrów n.p.m., to świetna okazja do całodziennych wędrówek — radzi Katarzyna Jedlińska.
Kto planuje zwiedzić kilka rezerwatów przyrody, oszczędzi na biletach, kupując roczną kartę wstępu do wszystkich parków stanowych. Kosztuje ona 50 USD (150 zł).
