Niedrogie przejęcie dużego brokera

12-06-2012, 00:00

Kozienice za 2 mln zł oddają kontrolę nad bardzo rentowną spółką wartą minimum 20-30 mln zł

Energo-Inwest-Broker (EIB) to szósty pod względem wielkości broker ubezpieczeniowy w Polsce. Obsługuje głównie spółki energetyczne, samorządy i szpitale. Specjalizacja energetyczna nie dziwi, bo EIB w 1994 r. zakładały firmy z tej branży, a w 2010 r. wciąż były akcjonariuszami: Grupa PGE miała 55,6 proc. akcji, reszta należała do Dalkii, Cergii i Elektrowni Kozienice (EK). Dziś jest inaczej. Zmiany zaczęły się w 2010 r., gdy PGE zdecydowała o skupieniu się na produkcji energii i chciała wyjść m.in. z EIB.

„Parkiet”, po rozmowie z szefem Polskiej Izby Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, szacował wartość spółki na 50-75 mln zł, a pakietu PGE na aż 28 mln zł. O tym, że firma warta jest „co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych”, przekonywał też Rafał Kaszubowski, prezes EIB. Dziś z innymi członkami władz toruńskiej spółki i przy pomocy Elektrowni Kozienice przejmuje kontrolę nad nią za… 2 mln zł.

Państwowe kokosy

PGE zależało na wyjściu z EIB jeszcze w 2010 r. i to się udało: pakiet giganta wykupił w celu umorzenia EIB. PGE z transakcji otrzymała jednak nie 28 mln zł, ale… cztery razy mniej. Kwota wynika z wyceny zewnętrznego audytora, więc nie powinna budzić kontrowersji, gdyby nie jedno „ale”. Brokerów wycenia się na podstawie obecnych i przyszłych przychodów z tzw. kurtażu (prowizji od ubezpieczenia). A prognozy przedstawiał zarząd EIB, który kilka miesięcy później założył spółkę do przejęcia EIB i któremu w naturalny sposóbzależało, by zapłacić za to jak najmniej. Rafał Kaszubowski zapewnia, że prognozy przychodów, przedstawione na potrzeby wyceny, były rzetelne. Po PGE decyzję o wyjściu z EIB podjęła Dalkia. Za swój pakiet otrzymała 3 mln zł. EIB stać było na wykup akcji PGE i Dalkii, bo od kilku lat, głównie dzięki gigantycznym zleceniom od kontrolowanych przez skarb państwa PGE i EK, osiąga nie tylko stabilne przychody (między 25,1 mln zł a 28,3 mln zł), ale też imponujące zyski (od 5,3 do 5,8 mln zł).

Transakcja za 2 mln zł

Po tych zmianach większościowym akcjonariuszem EIB mogła zostać EK, ale nie została. W sierpniu 2011 r. zgodziła się, by 31 proc. akcji spółki (a po umorzeniu Dalkii nawet 48,5 proc.) przejęła Fiducia, firma założona w lutym 2011 r. przez część pracowników, a kontrolowana przez zarząd i prokurentów EIB. Fiducia za akcje EIB zapłaciła EK 2,05 mln zł. Rafał Kaszubowski mówi, że to cena nieznacznie niższa niż ta z wyceny E&Y i odzwierciedla fakt, że akcje Fiducii dają na walnym dwa głosy, a nie trzy. Tyle że równocześnie Fiducii przyznano pierwszeństwo w nabyciu pozostałych akcji. Jak to wszystko tłumaczy EK? — Emisja dla Fiducii istotnie wzmocniła kapitałowo EIB oraz przyczyniła się do stabilizacji załogi i zwiększenia zaangażowania menedżerów. A w tego typu firmach ludzie to najważniejsze aktywa. W konsekwencji polepszyły się perspektywy EIB, a wartość spółki wzrosła — przekonuje Ewa Dobrzańska-Trela, kierownik wydziału PR w EK.

Wycena na 33-42 mln zł

W tym samym czasie zainteresowanie przejęciem EIB wyraziło konsorcjum dwóch innych brokerów: największego w Polsce Gras Savoye i także specjalizującego się w branży energetycznej FST Management. Propozycja, złożona m.in. EK, szacowała wartość EIB na od 33 do 42 mln zł. Elektrownia z grupy Enea nie była nią jednak zainteresowana. Jak dziś tłumaczy — uznała ją za „niewiarygodną” i za próbę przejęcia mającą cechy wrogiego (takiej argumentacji używa też Rafał Kaszubowski, szef EIB — czytaj obok). Zupełnie inaczej ofertę oceniła toruńska Cergia z grupy EDF, inny akcjonariusz EIB. Chciała z niej skorzystać, ale rada nadzorcza EIB (głosami EK i Fiducii) w połowie kwietnia 2012 r. nie zgodziła się i znów wskazała jako kupującego Fiducię.

Lukratywne zlecenie

Po tej transakcji Fiducia będzie kontrolować już 68 proc. akcji EIB. Wystarczyło więc wyłożyć 2 mln zł, by w rok uzyskać większość w firmie, której tylko toruńska nieruchomość jest warta znacznie więcej. To wszystko nie byłoby możliwe bez przychylności EK i prowokuje do pytań. Dlaczego EK w przeciwieństwie do Cergii nie chciała sprzedać akcji w EIB po rynkowej cenie?

— Z tzw. in-house brokera korzysta wiele firm, choćby Lufthansa. Takie rozwiązanie z jednej strony daje bezpieczeństwo i usługi najwyższej jakości, z drugiej udział w zyskach. Do dziś z EIB zainkasowaliśmy ponad 2 mln zł, a mamy perspektywy jeszcze większych dywidend w przyszłości — tłumaczy Ewa Dobrzańska-Trela. Tyle że Lufthansa, jak i inne spółki mające in-house brokerów są jedynymi ich właścicielami albo przynajmniej mają nad nimi kontrolę. A EIB kontrolowany jest nie przez EK, ale Fiducię.

— Dzięki wprowadzeniu Fiducii do akcjonariatu EIB ma mocno zmotywowany zarząd i załogę. A statut spółki daje EK prawo do przedstawicieli w radzie nadzorczej spółki i zdolność blokowania drugiego akcjonariusza — mówi Ewa Dobrzańska- Trela.

Tymczasem wartość EIB wciąż rośnie. Rafał Kaszubowski w rozmowie z „PB” pochwalił się, że broker właśnie zdobył kontrakt na obsługę brokerską budowy nowego bloku w EK.

OKIEM PREZESA

Chcieli nas zamordować

RAFAŁ KASZUBOWSKI

prezes EIB

Już od 2010 r. konkurenci zaczęli rozpo- wszechniać informacje o rzekomych problemach EIB, próbowali przejmować naszych kluczowych pracowników i przeprowadzali inne akcje, godzące w dobre imię i wiarygodność spółki. Musieliśmy na to zareagować i stąd pomysł akcjonariatu pracowniczego i powołania spółki Fiducia. Cel był prosty: jeszcze mocniejsze związanie pracowników z EIB. W branży brokerskiej bowiem kluczową wartością każdej firmy są ludzie. Niewiążące propozycje — bo prawdziwa oferta nigdy na stole się nie pojawiła — składane akcjonariuszom EIB przez Gras Savoye i FST Management traktowaliśmy jako element gry mającej na celu wyparcie nas z rynku. Propozycje te miały bowiem wszelkie znamiona próby wrogiego przejęcia i „zamordowania” spółki w celu przejęcia klientów. Na to nie mogliśmy się zgodzić. Wszędzie na świecie fuzje w biznesie brokerskim wyglądają tak, że inwestor najpierw zwraca się do władz spółki i kładzie na stół ofertę programu lojalnościowego dla pracowników. W tym przypadku nic takiego się nie wydarzyło. Dlatego rozumiem też postawę akcjonariuszy firmy, której potencjał rozwoju był duży, co udowodniliśmy w ostatnich latach. Świadczymy profesjonalne usługi, gwarantując też sowite dywidendy akcjonariuszom.

OKIEM KONKURENTA

To był czysty biznes

PRZEMYSŁAW TERPIŃSKI

prezes FST Management

Energo-Inwest-Broker był atrakcyjnym celem inwestycyjnym. Kiedy pojawiły się więc sygnały mówiące o chęci sprzedaży akcji tej spółki przez część akcjonariuszy, zdecydowaliśmy się na złożenie wstępnej oferty. Trafiła nie do zarządu, ale do właścicieli spółki, bo naszym zdaniem był to odpowiedni adresat. Tej propozycji w żadnym wypadku nie traktowaliśmy jako próby wrogiego przejęcia, pozostawiając szczegóły dotyczące wzajemnych relacji, które w naturalny sposób wystąpiłyby po konsolidacji działalności obu firm, do odrębnych uzgodnień. Zauważyliśmy po prostu możliwości synergii i chcieliśmy je wykorzystać. Nie udało się, bo akcjonariusze nie byli zainteresowani ofertą. Dlaczego? Nie wiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Niedrogie przejęcie dużego brokera