Niekonstytucyjna selektywność

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-07-21 20:00

Jeśli Prawo i Sprawiedliwość nadal dysponuje w Sejmie wystarczającą większością – wszystkie dotychczasowe głosowania w obecnej kadencji to potwierdzały – to błyskawicznie forsowana ustawa o dodatku węglowym zostanie w piątek uchwalona.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Oczywiście odrzucone zostaną poprawki opozycyjne, zmierzające do rozszerzenia listy paliw, których wykorzystywanie przez gospodarstwo domowe uprawniałoby do uzyskania drożyźnianego zasiłku w wysokości 3 tys. zł. Według obecnych cen, taka kwota pozwoli na zakup najwyżej jednej tony węgla, ale wkrótce może wystarczać na… najwyżej kilkaset kilogramów. Podczas bardzo krytycznej debaty sejmowej w czwartek opozycja wnioskowała, by nadzwyczajny dodatek obejmował nie tylko węgiel kamienny oraz brykiety lub pelet zawierające co najmniej 85 proc. węgla, lecz również pelet produkowany z biomasy oraz olej opałowy. Palenie drewnem czy wręcz zbieranym w lesie chrustem zostało i w ustawie, i we wnioskach mniejszości pominięte…

Przepychana sejmowym rozpaczliwcem ustawa potwierdza strach władców przed społecznymi i wyborczymi konsekwencjami braku węgla. Ma zastąpić fatalną ustawę z 23 czerwca 2022 r. „o szczególnych rozwiązaniach służących ochronie odbiorców niektórych paliw stałych w związku z sytuacją na rynku tych paliw”. Po ogłoszeniu 13 lipca wejdzie ona w życie dopiero 28 lipca, ale już w okresie vacatio legis rynek ją zdyskwalifikował i praktycznie wyrzucił do kosza. Teoretycznie zaadresowana została do przedsiębiorców sprzedających gospodarstwom domowym niektóre polskie paliwa stałe – węgiel kamienny, brykiety lub pelet węglowy. Warunkiem przyznania budżetowej rekompensaty ma być sprzedaż tych paliw (do trzech ton) po cenie brutto najwyżej 996,60 zł za tonę. Przedsiębiorcom absolutnie nie opłaca się jednak przystąpienie do systemu, ponieważ musieliby dopłacać do sprzedawania po limitowanych cenach i dopiero później mogliby ubiegać się o hipotetyczną i bardzo wątpliwą rekompensatę.

Wymyślone pod ciśnieniem czasu najnowsze rozwiązanie jest bardzo niesprawiedliwe społecznie. Budżetowe wsparcie do kosztów ogrzewania mają otrzymać jedynie gospodarstwa domowe używające węgla, czyli najbardziej zanieczyszczające powietrze. Wszyscy inni Polacy ogrzewający domy i mieszkania indywidualnie gazem, energią elektryczną, peletem drzewnym czy olejem opałowym nie otrzymają ani grosza. Rządowy mechanizm nie przewiduje również żadnego zrekompensowania skokowego wzrostu rachunków dla gospodarstw podłączonych do miejskich sieci ciepłowniczych.

Ustawa krzywdzi wszystkich naiwnych, którzy w ostatnich latach zainwestowali w źródła ciepła niepowodujące zwiększania smogu. Według danych GUS, które potwierdza także rząd, przynajmniej dwie trzecie polskich gospodarstw domowych znajdzie się poza nawiasem najnowszego systemu budżetowego wsparcia. Taka selektywność oczywiście jest niekonstytucyjna, ale obecnie w Polsce nie istnieje organ, który obiektywnie i uczciwie mógłby to rozpoznać i orzec. Notabene ustawa nie przewiduje żadnego kryterium dochodowego, wypłata dodatku skonstruowana została podobnie do świadczenia Rodzina 500+ – posiadanie dziecka jedynie zastąpione zostało posiadaniem węglowego kopciucha. Władcy zamierzają dodrukować na przedwyborcze węglowe rozdawnictwo około 11,5 mld zł, których nie ma w tegorocznym budżecie. Od beneficjentów nie będzie wymagane żadne udokumentowanie, że 3 tys. zł wydano rzeczywiście na zakup opału, a nie np. przepito – naturalnie w celu przeciwdziałania marznięciu…

Dodatek ustawowo zawężony to niegodziwość PiS wobec wszystkich Polaków, którzy zainwestowali w przestawienie swoich domów i mieszkań na indywidualne źródła ogrzewania nie aż tak szkodliwe dla środowiska, jak węgiel.
fot. AdobeStock