We wrześniu tego roku Catalyst będzie obchodzić trzecie urodziny. Giełdowa platforma obligacji w ostatnich miesiącach nabrała przyśpieszenia. Coraz więcej firm, szukając zewnętrznego finansowania i widząc, jakie kłopoty sprawia zdobycie pieniędzy na rynku akcji, decyduje się na wypuszczenie papierów dłużnych.
Nie najlepiej jest jednak z reprezentacją obligacji samorządowych. W tej chwili w tabeli notowań Catalyst można znaleźć zaledwie jedenaście miast, z największych — tylko Warszawę.
Czas to zmienić i poszerzyć tak skromne grono — do takiego wniosku doszli przedstawiciele Giełdy Papierów Wartościowych (GPW) oraz Banku Pekao, który organizuje i obejmuje emisje obligacji wielkich miast.
— Kto, jeśli nie państwo? — z takim retorycznym pytaniem do skarbników miast zrzeszonych w Unii Metropolii Polskich zwróciła się Agnieszka Pietkun z departamentu instytucji finansowych i sektora publicznego Pekao.
Są dwie główne przesłanki, które — zdaniem bankowców — powinny zmotywować samorządy do wejścia na giełdowy rynek obligacji. Po pierwsze, skala potrzeb inwestycyjnych polskich miast i możliwości ich zaspokojenia.
Z najnowszego raportu PwC wynika, że gdyby 12 dużych polskich miast chciało dogonić zachodnich kolegów, powinno wydać do 2035 r. zawrotną sumę 1100 mld zł. To czterokrotność ubiegłorocznych inwestycji w polskiej gospodarce!
— Potrzeby inwestycyjne polskich miast są ogromne i coraz trudniej będzie sięgać o najprostsze sposoby finansowania. Dominujące znaczenie będą mieć partnerstwo publiczno-prywatne i rynki kapitałowe. Jeśli PPP ma być wliczane do samorządowego poziomu długu, a przecież jest skomplikowanym procesem, to chyba lepiej wybrać obligacje — komentuje Danuta Kamińska, skarbnik Katowic.
Drugą przesłanką do wejścia na rynek Catalyst powinno być otwarcie na nowe źródła finansowania, inne niż bankowe. Tym bardziej że te ostatnie — tak popularne dotąd — stopniowo zaczną wysychać.
I nie dlatego, że instytucje finansowe mają taki kaprys. Zdaniem bankowców, to prawne regulacje sprawią, że o finansowanie w długim terminie będzie trudno. Jeśli komuś uda się je uzyskać, trzeba będzie za nie dużo więcej zapłacić niż dzisiaj.
— I samorządy, i firmy będą musiały iść w stronę rynku kapitałowego. Nie ma innej opcji. Banki mają tak wiele wymogów płynnościowych, że będą coraz trudniejszym partnerem do rozmów o długim finansowaniu — mówi Agnieszka Pietkun.
Rafał Petsch, dyrektor zarządzający departamentu instytucji finansowych i sektora publicznego Pekao, dodaje, że liczba banków zaangażowanych w finansowanie samorządów zaczyna się zmniejszać.
— Skarbnicy widzą też, że ceny rosną i nie zapowiada się, by marże zaczęły spadać. Banki będą raczej żądać coraz wyższych stawek, bo zmuszają nas do tego regulacje. Tymczasem wejście na Catalyst oznacza szansę na obniżenie kosztów finansowania. To tutaj można dotrzeć do podmiotów, które są zasobne w gotówkę — do funduszy inwestycyjnych oraz emerytalnych — podpowiada Rafał Petsch.
Dwa razy -30 proc.
Wyobraźnię skarbników mogą pobudzić losy emisji obligacji wypuszczonych przez Giełdę Papierów Wartościowych (GPW).
— Gdybyśmy nie dotarli do funduszy emerytalnych, to marże byłyby zdecydowanie wyższe. Mogliśmy płacić 140-170 pkt bazowych ponad półroczny WIBOR, a dzięki poszerzeniu grupy inwestorówudało nam się uzyskać 117 pkt bazowych — mówi Robert Kwiatkowski, dyrektor działu rozwoju rynków GPW.
Żeby zachęcić samorządowców do uplasowania obligacji na Catalyst, GPW zdecydowała się na wprowadzenie… happy hours.
— Koszt obsługi obligacji na Catalyst w porównaniu z innymi rynkami jest bardzo konkurencyjny. A mimo to obniżamy opłaty, by jeszcze bardziej zachęcić samorządowców. Od 1 kwietnia do 30 czerwca wprowadziliśmy 30-procentową obniżkę opłat od emitentów obligacji samorządowych. Jednocześnie Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych także o 30 proc. obniża opłatę rejestracyjną — mówi Robert Kwiatkowski.
Nie tylko banki
Czy samorządowcy dali się przekonać? W długim terminie nie mają wątpliwości, że rynek kapitałowy będzie potrzebny gminom, powiatom czy województwom (patrz sonda na str. III). Pytanie, czy skorzystają z promocji. Tym bardziej że w obecnej sytuacji finansowej skarbnicy muszą się liczyć z każdym złotym.
— Dla mnie jest to jednak dodatkowy koszt. I jak mam do jego poniesienia przekonać radnych? Byłoby lepiej, gdybyśmy mogli bezkosztowo ulokować obligacje — z korzyścią dla inwestorów, samorządu i banków. I takie w miarę bezkosztowe rozwiązanie powinniśmy znaleźć — apelowała Teresa Blacharska, skarbnik Gdańska.
— Musimy się spotkać w pół drogi. Proszę pamiętać, że jesteśmy giełdową spółką akcyjną, która ma ponad 350 tys. akcjonariuszy. 30-procentowa obniżka wprowadzona przez nas to duży ukłon — uważa Robert Kwiatkowski.
Wątpliwości skarbników próbował rozwiać Maciej Tarnawski, dyrektor biura rynków kapitałowych Pekao.
— Zdaję sobie sprawę, że mówimy o przyszłych i niepewnych korzyściach. Ale weźmy przykład Warszawy. Miasto zaryzykowało i zainwestowało pieniądze w debiut na Catalyst. Samorząd odniósł sukces i buduje na rynku pozycję, którą będzie mógł w środowisku inwestorów dyskontować w przyszłości. Dlatego gorąco namawiam samorządowców — budujcie finansową przyszłość miast już teraz.
Rynek finansowy zmienia się w szybkim tempie. Banków ubywa (bo łączą się lub wycofują z finansowania sektora) i mają nowe, inne priorytety. Jeśli instytucja finansowa nie będzie mieć długoterminowego finansowania, nie będzie się angażować w długoterminowe projekty. Dlatego uważam, że w przyszłości kluczowe będzie korzystanie z niebankowych pieniędzy — podsumowuje Maciej Tarnawski.