Obligacje detaliczne pozostaną niszą

opublikowano: 04-01-2018, 22:00

Rynek publicznych emisji obligacji korporacyjnych dla inwestorów indywidualnych jeszcze się nie rozwinął, a już zaczyna się zawężać

W 2017 r. z intencją pożyczenia pieniędzy od osób fizycznych przeprowadzono 49 publicznych emisji obligacji. O ten sposób finansowania zabiegało 28 mniejszych lub większych firm. Rok wcześniej 18 firm przeprowadziło 42 emisje. Jeśli jednak z przeprowadzonych z myślą o inwestorach indywidualnych, publicznych ofert papierów dłużnych wyodrębnić oparte na prospekcie emisyjnym zatwierdzonym przez KNF, sytuacja nie wygląda już tak dobrze. Liczba spółek bazujących na prospekcie, a więc względnie stabilnych, wzrosła z ośmiu do jedenastu. Trudno to uznać za istotne zwiększenie możliwości dywersyfikacji portfela. Tym bardziej że na rynek weszło zaledwie dwóch emitentów, którzy nie przeprowadzali wcześniej publicznych emisji obligacji detalicznych — MCI. PrivateVentures FIZ oraz Kredyt Inkaso. To dokładnie tyle samo co w 2016 r., kiedy debiutowały Bank Pocztowy i Alior Bank.

Więcej i mniej

Zresztą w ciągu niemal dekady, jaka minęła od pierwszej skrojonej pod inwestorów indywidualnych oferty obligacji korporacyjnych, na takie emisje nie zdecydowało się nawet 20 spółek. Złudzenie rozwoju rynku to w dużej mierze konsekwencja wzrostu liczby ofert w wyniku ponawiania stosunkowo małych emisji przez tych samych emitentów. W 2017 r. wartość 100 mln zł lub więcej miało tylko 5 ofert publicznych przygotowanych do dystrybucji detalicznej.

Mniej niż w 2013 r., kiedy to obligacje z prospektem emisyjnym sprzedawało pięciu emitentów. Trzech z nich rzuciło na rynek transze długu o wartości 100 mln zł lub więcej. W 2017 r. również były to trzy spółki. A przecież na rynek z prospektem wyszło już nie pięć, ale 11. Mnożenie emisji rozwinął zwłaszcza Getin Noble Bank.

Jego obligacje trafiły w zasadzie do stałej sprzedaży. Jako że były to papiery podporządkowane, z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że to on w październiku 2017 r. sprowokował KNF do wprowadzenia ograniczeń w oferowaniu takich instrumentów osobom fizycznym. Podporządkowanie znaczy bowiem tyle, że w przypadku niewypłacalności emitenta ich posiadacze są spłacani nie jak inni wierzyciele, ale jak akcjonariusze.

Można więc założyć, że nie dostaną nic. Obawiając się, że inwestorzy indywidualni nie dostrzegają tego ryzyka, KNF rekomendowała, by nominał jednej obligacji podporządkowanej emitowanej przez banki wynosił 400 tys. zł. To z grubsza dwa razy więcej, niż wynosi próg wejścia do niepublicznego funduszu inwestycyjnego zamkniętego, przy czym jeden certyfikat funduszu może mieć znacznie niższy nominał. Zapis musi opiewać na około 200 tys. zł.

Nawet biorąc pod uwagę, że w emisjach papierów dłużnych brali dotychczas udział ludzie ewidentnie zamożni, dla wielu taki nominał staje się zaporowy. I wcale nie dlatego, że nie są w stanie wysupłać 400 tys. zł. W emisjach PKN Orlen z 2017 r. średni zapis przekraczał 360 tys. zł, podczas gdy nominał jednej obligacji wynosił tylko 100 zł. Przy 400 tys. zł wartości nominalnej jednej obligacji zupełnie innego znaczenia nabierają standardowe zapisy prospektów emisyjnych o redukcji zapisów — zaokrąglaniu liczby przydzielanych papierów w dół do pierwszej liczby całkowitej i przydzielaniu nierozdysponowanych w ten sposób obligacji tym, którzy złożyli największe zapisy lub w drodze losowania.

Właśnie takie regulacje sprawiły, że z kwitkiem odeszła ponad połowa z 273 inwestorów zainteresowanych 150 mln zł długu Alior Banku emitowanego miesiąc po rekomendacji KNF. Okazało się, że zapis na jedną obligację o wartości 400 tys. zł to za mało, by ją kupić. Smakiem musieli się obejść nawet niektórzy z tych, którzy złożyli zapis na dwie obligacje, czyli zdeponowali w biurze maklerskim 800 tys. zł. Z tej grupy po jednej obligacji dostali ci, którym poszczęściło się w losowaniu. Milionerom zainteresowanym obligacjami podporządkowanymi pozostaje rynek wtórny, ale również to źródło może wyschnąć. Getin Noble Bank już zapowiedział, że skoro nowe papiery podporządkowane mają mieć nominał 400 tys. zł, to będą wprowadzane do obrotu na tej części rynku giełdowego, która nie jest dostępna dla osób fizycznych.

Mały małemu nierówny

Poza emisjami opartymi na prospekcie na rynek trafiają jeszcze w trybie publicznym niewielkie oferty (do 2,5 mln EUR) przeprowadzane w uproszczonej procedurze memorandum informacyjnego. W 2017 r. to one w przeważającej mierze odpowiadały za wzrost grupy emitentów w stosunku do 2016 r. Liczba spółek zabiegających w tym trybie o względy inwestorów wzrosła z 10 do 17.

Ale nie jest to wielkim osiągnięciem, bo w 2015 r. takich spółek było 16. Na dodatek emitenci korzystający z memorandów to zazwyczaj spółki ewidentnie podwyższonego ryzyka, co nie skłania do pożyczania im pieniędzy. W 2017 r. oczekiwanego kapitału nie pozyskało z rynku dwie trzecie takich emitentów, mimo że zazwyczaj nie gardzą inwestorami gotowymi powierzyć im choćby 1 tys. zł. Wśród tych, którym się udało, było natomiast i2 Development, które wymagało zapisu na kwotę nie niższą niż 50 tys. zł. W latach 2015-16 najwyższy próg wejścia do emisji memorandowych wynosił 25 tys. zł. To, że w późniejszej ofercie innego emitenta, dom maklerski oferujący i2 Development powrócił do tej wartości, nie musi oznaczać, że próg wejścia w ofertach memorandowych nie będzie szedł w górę. Zwłaszcza jeśli emitent będzie względnie atrakcyjny.

— Za zmianą minimalnej wielkości zapisu oferowanych przez nas memorandowych emisji obligacji nie stały poważniejsze przyczyny. Próg wejścia ustalamy indywidualnie dla każdej oferty. Ze względu na koszty marketingu dla nas jako biura maklerskiego memorandowe emisje publiczne są nieco mniej dochodowe. Korzyść z ich realizacji to budowa marki i pozyskania nowych klientów, mogących potencjalnie w przyszłości uczestniczyć również w ofertach prywatnych. Ze względu na specyfikę ofert prywatnych nie skupiamy się na obsłudze inwestorów, którzy są gotowi wyłożyć pojedyncze tysiące złotych — tłumaczy Rafał Kozioł z Michael/Ström DM, który przeprowadzał udane oferty memorandowe z progiem wejścia 50 i 25 tys. zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Obligacje detaliczne pozostaną niszą