Obrazy światłem malowane

Adam Sofuł
opublikowano: 2009-01-09 00:00

Pstryk. I mamy wspaniałe rodzinne zdjęcie, które możemy obejrzeć na ekraniku cyfrówki. Czary.

Pstryk. I mamy wspaniałe rodzinne zdjęcie, które możemy obejrzeć na ekraniku cyfrówki. Czary.

Nie zawsze było tak prosto.

W styczniu 1839 r. sekretarz francuskiej Akademii Nauk Dominice Francois Jean Arago, znakomity fizyk, postanowił przekonać kolegów akademików do zalet wynalazku, który przedstawił mu Louis Daguerre (na zdjęciu u góry). Obrazy malowane światłem, utrwalenie rzeczywistości — brzmiało fantastycznie.

Wynalazek dla ludu

Akademicy doszli do wniosku, że możliwość utrwalania obrazów powinien mieć każdy, dlatego zaprezentowaną przez Daguerra technikę — nazwaną od razu dagerotypią — nie chroniono patentami. Daguerre dostał od Akademii dożywotnią rentę roczną 6 tys. franków, a syn i spadkobierca jego zmarłego sześć lat wcześniej wspólnika Josepha Nicephore Nipece’a 4 tys. franków.

Gdy w sierpniu 1839 r. Akademia zaprezentowała wynalazek szerokiej publiczności, wybuchła euforia. We wspomnieniach z tamtego okresu czytamy: "Po kilku dniach można było zobaczyć na wszystkich placach Paryża, przed kościołami i pałacami, pudełka na trzech nogach, które nagle wszędzie wyrosły. Każdy polerował swoją srebrną płytkę, nawet handlarze warzyw poświęcali środki finansowe na ołtarzu postępu".

Warto dodać, że producentem owych trójnogich skrzynek, czyli pierwszych aparatów fotograficznych, był szwagier Daguerre’a, ceniony paryski introligator Alphonse Giroux. Zaczęło się wielkie pstrykanie.

Pomału do celu

Osiemnasty wiek przyniósł znaczny postęp w badaniu substancji światłoczułych. W 1725 r. niemiecki profesor Johann Heinrich Schulze stwierdził, że pewne związki srebra reagują na światło. Nie znalazł jednak dla tego odkrycia praktycznego zastosowania. W 1802 r. Thomas Wedgwood (z rodziny słynnych producentów porcelany, o której w ostatnich dniach było głośno z powodu bankructwa) i chemik Humphry Davy kładli na światłoczułym podłożu listki i owady, uzyskując ich obraz, ale nie umieli go utrwalić.

Dopiero w 1826 r. emerytowany oficer armii francuskiej J. N. Niepce stworzył ob- raz, który dziś uznawany jest za najstarszą fotogra- fię. W swojej camera obscura (skrzynce z niewielkim otworkiem w przedniej ściance, w której na tylnej ścianie pojawia się wierny obraz obserwowanego przedmiotu) umieścił cynowo-ołowianą płytkę pokrytą reagującym na światło bitumeksem, czyli asfaltem syryjskim. Dzięki temu wiemy dziś, jaki miał widok z okna. Czas naświetlania wynosił aż osiem godzin, stąd pierwsze zdjęcie jest nieco zamazane. Niepce nazwał swą technikę heliografią — malowanie światłem słonecznym.

Dopiero współpraca z malarzem Louisem Daguerre popchnęła doświadczenia do przodu. Daguerre konty- nuował pracę zmarłego w 1833 r. Niepce’a i w 1837 r. miał gotową technologię. Miedzianą płytkę poddawano działaniu par jodu, a po naświetleniu (trwało niespełna pół godziny) wywoływano obraz parami rtęci i utrwalano w roztworze soli kuchennej.

Utrwalić chwilę

Poza długim czasem naświetlania ten sposób miał jeszcze jedną wadę — niemożliwe było robienie odbitek. Z tym szybko uporał się po drugiej stronie kanału La Manche William Henry Fox Talbot, który skrócił czas naświet- lania do góra pięciu minut, a zastosowana przezeń technika umożliwiała kopiowanie zdjęć.

Fotografia trafiła pod strzechy i z każdym kolejnym wynalazkiem stawała się coraz prostsza. A Niepce i Daguerre nie śnili nawet, że będzie można robić zdjęcia telefonem. Może dlatego, że wtedy na wynalezienie telefonu trzeba było jeszcze poczekać pół wieku.

Adam Sofuł

[email protected] % 022-333-98-03