Od stresu do sukcesu

opublikowano: 03-03-2019, 22:00

Dziecko potrzebuje miłości, ale też frustracji i ograniczeń. Dzięki zbilansowanej diecie emocjonalnej przeżyje cud przemiany żarłocznej gąsienicy w pięknego motyla

Dyscyplina zamiast uczuć, ślepe posłuszeństwo i kary fizyczne — dorastanie w dawnych czasach nie było bajką. Po stuleciach twardej ojcowskiej ręki wahadło wychyliło się jednak w drugą stronę — dzieci stają się tyranami rodziców, nianiek i nauczycieli. Dla świętego spokoju pozwalamy im na wszystko i spełniamy każde życzenie, zanim zdążą je wypowiedzieć. A im chętniej uszczęśliwiamy maluchy łakociami, zabawkami i innymi przyjemnościami, tym bardziej są roszczeniowe i gniewne.

Do czego to doprowadzi? Didier Pleux, francuski psycholog i terapeuta, szacuje, że 40 lat temu rozpieszczone dzieci stanowiły 2 proc. jego pacjentów. Prawie wszystkie narzekały na nieśmiałość i brak pewności siebie. Teraz jest odwrotnie: 90 proc. przewijających się przez jego gabinet młodych osób wykazuje nietolerancję dla autorytetu — nie lubią, gdy dorośli im coś każą, chcą być traktowani ulgowo, bezstresowo, po koleżeńsku. Specjalista dostrzega walory rodzicielskiego skracania dystansu i partnerstwa. Uważa, że po wiekach wychowawczej surowości to zbawienny trend pod warunkiem, że nie urasta do nadmiernych rozmiarów i nie wyklucza wymagań. „Jednostka potrzebuje miłości, aby się rozwijać. Ale również frustracji, realnej oceny samej siebie (nie jestem cudownej urody) i innych (oni nie są »rzeczami« mającymi służyć mojej przyjemności), jak też realnej oceny życiowych perypetii i ograniczeń” — napisał dr Pleux w „Le Nouvel Observateur”. Krótko: jeśli Jasiowi oszczędzimy krytyki, oczekiwań i stresu, Jan będzie miał w życiu ciężej. Zaszkodzi mu także natychmiastowe spełnianie jego zachcianek. Nigdy dość powtarzania, że nie należy zbytnio folgować ani sobie, ani innym, a tym bardziej dzieciom. Nadmierne ułatwienia przeszkadzają w osiągnięciu dojrzałości, ale też zabijają zwykłą radość. Bez względu na wiek najbardziej doceniamy rzeczy, które zdobywamy pomimo trudności.

Wjazd wyciągiem krzesełkowym na górę nawet w połowie tak nie cieszy, jak wdrapanie się samemu na szczyt, zwłaszcza w ulewnym deszczu. Pajda świeżego chleba ze smalcem najlepiej smakuje, gdy po kilku godzinach wędrówki zmordowani docieramy do schroniska. „Chociaż wielu ludzi idealizuje beztroskie życie, ci, którzy faktycznie mają mniej stresów, są zarazem mniej szczęśliwi albo mają słabsze zdrowie w porównaniu z tymi, których doświadczył los” — przekonuje na podstawie swoich badań psycholog Kelly McGonigal w książce „Siła stresu”. „Tak naprawdę osoby, które nie doznały żadnej traumy w przeszłości, pozostają wyraźnie mniej zadowolone z życia, niż te, które doświadczyły średniej liczby traumatycznych wydarzeń”.

Nadmierny apetyt na to, co lekkie, łatwe i przyjemne, jest normalnym etapem rozwoju małego człowieka. Nie znaczy to jednak, że dorośli mają bezmyślnie zaspokajać jego pragnienia i chętki. Przypomina o tym tytułowa bohaterka dziecięcej książeczki „Bardzo głodna gąsienica”, która przemierza świat w poszukiwaniu smakołyków. Zjada wszystko, co napotka na swojej drodze — zarówno listki i owoce, jak też lody, ciastka i kiszone ogórki. Łakomstwo przypłaca paskudnym bólem brzucha. Przesłanie książki Erica Carle’a jest proste: dzieci są jak wiecznie głodne gąsienice, przepastne buzie, które ciągle musimy karmić. Potrzebują jednak zbilansowanej diety: dobroci i stanowczości, realizmu i fantazji, przyjemności i wymagań. Z czasem nauczą się odróżniać zdrowe jedzenie od tego, które im szkodzi. Rozłożą skrzydła. Staną się pięknymi motylami, zdolnymi do samodzielnego lotu i niezwykłych czynów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy