Odłożone oszczędności mogą być jak popytowa bomba

opublikowano: 17-01-2021, 20:00

Gdy znikną restrykcje i zapanuje większa przewidywalność, oszczędności gospodarstw domowych mogą zalać gospodarkę i doprowadzić do potężnego wzrostu popytu.

Pod płaszczem frustracji i znużenia, które dotykało ludzi w ostatnich miesiącach, zbiera się fala, która może stanowić ogromny i pozytywny impuls gospodarczy, gdy tylko epidemia zostanie opanowana. Chodzi o rosnące w szybkim tempie oszczędności gospodarstw domowych, które w wielu krajach są znacznie wyższe od normy. Gdy tylko znikną restrykcje i zapanuje większa przewidywalność, te oszczędności, zakumulowane w formie aktywów pieniężnych, mogą zalać gospodarkę i doprowadzić do potężnego wzrostu popytu. Oby tak się stało.

W Polsce oszczędności gospodarstw domowych w ostatnich czterech kwartałach (od 4. kw. 2019 do 3. kw. 2020 r.) sięgnęły 135 mld zł, czyli 9,3 proc. w relacji do dochodów do dyspozycji z tego okresu. Rok wcześniej było to tylko 34 mld zł. Wzrost jest potężny. Wynikał on z nałożenia się na siebie dwóch zjawisk – strach przed bezrobociem sprawił, że ludzie budowali poduszki bezpieczeństwa finansowego, a jednocześnie wysoki wzrost dochodów sprawił, że było z czego oszczędzać.

Bardzo podobne zjawisko widoczne jest w Stanach Zjednoczonych i wielu ekonomistów wiąże z nim nadzieje na szybkie ożywienie gospodarcze tuż po opanowaniu epidemii. W USA wielkość oszczędności w relacji do dochodów jest jeszcze znacznie większa niż w Polsce – sięgnęła w ostatnich czterech kwartałach ok. 15 proc. dochodów do dyspozycji. Co więcej, te oszczędności jeszcze wzrosną, ponieważ rząd Joe Bidena zasili konta Amerykanów potężnymi transferami (każdy dostanie 2000 USD), które w pierwszym okresie niemal na pewno zostaną częściowo zaoszczędzone. Ekonomista Jason Furman, były doradca Baracka Obamy, uważa, że wielkość transferów jest tak duża, że popyt po epidemii może przekroczyć możliwości produkcyjne amerykańskiej gospodarki (czytaj: będzie więcej inflacji przejściowo). Podobną opinię wyrażał niedawno noblista Paul Krugman.

Oszczędności to ta część dochodu, która nie jest przeznaczana na konsumpcję. Odkładane są w formie aktywów finansowych – pieniędzy, obligacji, akcji itp. Wzrost oszczędności gospodarstw domowych był możliwych dzięki bezprecedensowej skali deficytów budżetowych. Transfery fiskalne uzupełniały z nadwyżką spadek dochodów pochodzących z wytwarzania towarów i usług. Dlatego mimo spadającego PKB wartość oszczędności rosła.

Niestety nie każdy to widzi z indywidualnej perspektywy – osoby, które straciły pracę, lub właściciele małych restauracji czy hoteli raczej nie należą do grupy z rosnącymi oszczędnościami. Ale wielu pracowników, którzy utrzymali pracę, dostrzega zapewne, że odkładało większą część dochodu niż wcześniej. Zresztą, warto pamiętać, że zjawiska makroekonomiczne często nie są dobrze widoczne z perspektywy jednostki.

Jeżeli aktywa finansowe odłożone w czasie kryzysu będą spieniężane i przeznaczane na konsumpcję, wówczas popyt wzrośnie bardzo mocno i prawdopodobnie PKB szybko wróci na ścieżkę sprzed epidemii. Wprawdzie rok temu można mieć było duże obawy, czy trwały wzrost skłonności do oszczędzania nie doprowadzi do trwałego spadku wydatków i dochodów. Ale wysoka skłonność rządów do wspierania gospodarki transferami fiskalnymi sprawiła, że te obawy są dziś mniejsze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane