Odpowiedź na list

Radosław Omachel
opublikowano: 2003-03-21 00:00

Panie sędzio!

W liście do redakcji („PB” nr 1297) zarzucił mi Pan, że w moim reportażu „Dziwne przypadki sędziego Czajki” („PB” nr 1292) znalazły się nieprawdziwe dotyczące Pana informacje. Nie podzielam — z wyjątkiem jednej daty — pańskiego przekonania. Mógł Pan mieć zresztą większy wpływ na treść mojej publikacji, ale — mimo wielokrotnych prób i nawet jednej obietnicy — nie zechciał Pan ze mną porozmawiać.

1. Zarzuca Pan, że w naszym dzienniku znalazły się Pana zdjęcia — mimo że nie wyraził Pan na to zgody, co jakoby jest naruszeniem prawa prasowego. Taka opinia bardzo dziwi u doświadczonego prawnika — widać trudno być sędzią we własnej sprawie. Takie zezwolenie nie jest bowiem wymagane w przypadku osoby publicznej. Rozumiem, że uważa Pan, iż nią nie jest, będąc m.in. sędzią, szefem Zrzeszenia Prawników Polskich i kanclerzem Europejskiej Wyższej Szkoły Prawa i Administracji. Przypominam też, że zdjęcia nie przedstawiały Pana w sytuacji z życia prywatnego.

2. Napisał Pan także, że nieprawdą jest, iż celowo przedłużał Pan postępowanie dyscyplinarne, gdyż stawiał się Pan „na każde wezwanie rzecznika dyscyplinarnego (...) udzielając pełnych wyjaśnień”. Ale nie ustosunkował się Pan do zarzutu, postawionego przez zastępcę rzecznika dyscyplinarnego w sądzie rejonowym, mimo że miał na to dwa tygodnie. Był to bezpośredni powód, dla którego sprawa przekazana przez sąd okręgowy do sądu apelacyjnego ponownie trafiła do nadawcy, co zdecydowanie wydłużyło procedurę. Taką informację przekazała nam sędzia Irena Kudiura, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie, i potwierdziła sędzia Barbara Trębska, rzecznik Sądu Apelacyjnego. Mamy rozumieć, że — według sędziego Czajki — skłamały...

3. W artykule nie określiłem wieku samochodu, którym Pan jeździ. Podałem tylko markę i cenę nowego modelu, co nie daje podstawy do korygowania tej informacji.

4. Płatność za segment, który Pan nabył, wyniosła ponad 357 tys. zł. W swoim liście pisze Pan, że kupno możliwe było dzięki sprzedaży mieszkania, pomocy ojca, oszczędnościom i pożyczkom. Przypomnijmy jednak, że w tekście pisaliśmy jedynie o niestandardowej historii płatności — o tym, że wiele pieniędzy na zapłatę za dom przelała spółka Centrum Informacji Prawno-Finansowej, której współwłaścicielem jest Zrzeszenie Prawników Polskich, oraz samo ZPP, którego jest Pan prezesem. Po nas wątpliwości te podzieliły „Nie” i „Życie Warszawy”, które opublikowało kserokopię polecenia przelewu 135 tys. zł z CIPF do Towarzystwa Budowlano-Mieszkaniowego Batory. A nie była to jedyna taka płatność — z tego samego źródła wpłynęło 30 tys. złotych. I kolejne 30 tys. zł ze Zrzeszenia Prawników Polskich — i na tym przelewie także tylko Pan się podpisał... O owej niebanalnej formie płatności nic Pan w swoim piśmie nie wspomniał. Szkoda.

Przypomnijmy i to, że napisaliśmy też „możliwe, że chodziło o przelew bardzo, bardzo wysokich honorariów, ale... Pan sędzia nie dał nam szansy o to zapytać”.

5. Sędzia Dariusz Czajka jest oczywiście prezesem ZPP od września 2002 roku a nie — jak napisałem — 2000 roku. Za pomyłkę przepraszam.

Oczekiwałem, że w swoim ewentualnym piśmie do redakcji przynajmniej ex post, merytorycznie rozjaśni Pan poważne i wciąż mnożące się wątpliwości, otaczające Pana poczynania — głównie jako sędziego sądu upadłościowego. Ale — jak się okazało — czekałem na próżno.

Możesz zainteresować się również: