Odpowiedzialne i zyskowne inwestowanie

Inwestorzy i emitenci z warszawskiej giełdy coraz bardziej poważnie muszą brać pod uwagę pozafinansowe efekty działalności biznesowej

Jeszcze do niedawna, gdy mówiło się o ESG (inwestowanie z uwzględnieniem czynników środowiskowych, społecznych i ładu korporacyjnego), polscy inwestorzy i specjaliści rynku kapitałowego nierzadko reagowali uśmiechem pobłażania, zauważał na konferencji ESG Warsaw Przemek Barankiewicz, wiceprezes CFA Society Poland. Te czasy mijają bezpowrotnie, bo filozofia ESG znalazła się w głównym nurcie finansów. Uwzględniania w decyzjach inwestycyjnych ich wpływu na klimat oraz dobrostan ludzi i zwierząt nie można już określić mianem przejściowej mody, której przykładem było wpisanie na czarną listę przez norweski fundusz majątkowy czterech polskich spółek: Bogdanki, JSW, PGE i Atala. To oznacza, że inwestorzy i menedżerowie będą musieli przejść przyspieszony kurs ESG.

— Na pierwszy rzut oka nie jest oczywiste, że na wyniki naszych inwestycji wpływ będzie miało to, że norweski fundusz, czy jakakolwiek inna globalna instytucja, wpisała spółkę na listę podmiotów, w które nie inwestuje ze względów etycznych. Jednak warto sobie zadać pytanie, kto będzie kupował te akcje i windował ich ceny, jeśli najwięksi inwestorzy ich kupno z góry wykluczają — zauważa Bartosz Pawłowski, dyrektor inwestycyjny w mBanku.

ESG się opłaca

Inwestorzy i menedżerowie, według których jedynym celem emitentów jest maksymalizowanie wyniku finansowego, mogą doświadczyć przykrej niespodzianki. Tylko w tym roku indeks akcji z rynków wschodzących MSCI zmodyfikowany według kryteriów ESG przyniósł stopę zwrotu o 2 pkt proc. wyższą od bazowej wersji wskaźnika.

To, że uwzględnienie kryteriów ESG wspiera — a nie obciąża — stopy zwrotu, potwierdza szereg badań. Ich wyniki interpretuje się w ten sposób, że prowadzenie biznesu w mało zrównoważony lub niezgodny ze standardami etycznymi sposób w końcu musi zemścić się na samym przedsiębiorcy. Przykładem mogą być branże szczególnie negatywnie wpływające na środowisko lub spółki łamiące prawa pracownicze — w dłuższym okresie ich działalność zapewne spotka się ze społeczną dezaprobatą, co będzie skutkowało presją na niekorzystne dla nich zmiany regulacyjne.

Na razie w etyczne inwestycje zaangażowały się m.in. NN IP TFI, Erste Bank i mBank, a GPW wprowadziła indeks WIG-ESG — stał się on podstawą dla prowadzonego przez NN IP funduszu biernie zarządzanego. O ile poważne myślenie o ESG na krajowym rynku to wciąż stosunkowa nowość, o tyle punkt wyjścia należy uznać za niezły. Globalne rankingi pokazują, że Polska mieści się w połowie stawki, jeśli chodzi o przestrzeganie przez spółki standardów ESG, i to nawet pomimo 76-procentowego, najwyższego w Unii Europejskiej udziału węgla w źródłach wytwarzania energii. Równie daleko nam pod tym względem do mogących stanowić wzór Szwajcarii czy Szwecji, jak i do lekceważących środowiskowe i społeczne skutki działalności gospodarczej Rosji, Chin czy RPA.

Wśród 100 spółek z całego świata wyróżnionych przez firmę badawczą Refinitiv jako najbardziej niedyskryminujące i różnorodne znalazło się CCC. Według Sustainalytics, które dostarcza ratingów używanych przy budowaniu indeksu WIG-ESG, na polskim rynku kryteria ESG najlepiej wypełniają przedstawiciele branż odzieżowej, gamingowej oraz wiele spośród instytucji finansowych. Wśród negatywnych przykładów przeważają przedstawiciele sektora chemicznego, wydobywczego czy energetycznego. Tymczasem MSCI szczególnie doceniło polskie banki. Rating „A” przyznało Bankowi Pekao, Santanderowi Bank Polska, Bankowi Millennium i mBankowi — wszystkie te instytucje znalazły się w górnej połowie tabeli 217 banków uwzględnionych w globalnym indeksie MSCI All Country World. mBank otrzymał wyróżnienie m.in. za ponadprzeciętny na tle świata ład korporacyjny, a Millennium i Pekao za rozwój kapitału ludzkiego. Spośród największych banków najsłabiej wypadł PKO BP, który skrytykowano za wspieranie projektów niekorzystnych dla środowiska i — podobnie jak Santander Bank Polska — za brak zaangażowania w poprawę warunków finansowania projektów grup klientów mających do niego ograniczony dostęp.

Wyzwanie przed energetyką

Myliłby się tymczasem ten, kto sądzi, że etyczne inwestowanie wymaga wyrzucenia z portfela przedstawicieli „brudnych” branż. Zaliczane do 20 proc. spółek, które ze zrównoważonym rozwojem są najbardziej na bakier, PGE czy Enea mają wprawdzie w WIG-ESG wyraźnie mniejszy udział niż w WIG, jednak nie grozi im usunięcie z niego. Dla opartej na węglu polskiej energetyki dokonujące się przewartościowanie nie musi być zagrożeniem, ale wskazaniem kierunków transformacji, zaznaczają przedstawiciele branży zarządzania aktywami, którzy uczestniczyli w ESG Warsaw. Według nich na obecnym etapie trzeba edukować menedżerów spółek o czynnikach ryzyka związanych z niespełnianiem norm ESG oraz nagradzać emitentów, które podejmują działania we właściwym kierunku. Podmioty, które jako pierwsze na polskim rynku zaangażowały się w ideę ESG, zgodnie deklarują otwarte podejście do spółek z „brudnych” branż, a zamykanie inwestycji traktują jako ostateczność.

— W ESG nie chodzi o perfekcjonizm. Przeważamy lub niedoważamy spółki, opierając się na ich bieżących działaniach. Nasza globalna strategia ESG ma ocenę 6,9 w skali do 10, co jest wynikiem o jedną trzecią lepszym od strategii tradycyjnej, jednak wciąż dalekim od ideału. Każdy złoty w aktywach ESG oznacza o 30 proc. niższe emisje CO2 w porównaniu z tradycyjnymi strategiami, a to już jest wymierne osiągnięcie — deklaruje Bartosz Pawłowski z mBanku. Wśród spółek z sektorów opartych na węglu przedstawiciele towarzystw inwestycyjnych obecnych na ESG Warsaw docenili JSW, która podejmuje szereg inicjatyw łagodzących wpływ własnej działalności na środowisko.

Dominująca w JSW produkcja węgla metalurgicznego jest według filozofii ESG uzasadniona, w przeciwieństwiedo wydobycia surowca dla energetyki. Według MSCI spółka wyróżnia się na tle innych przedstawicieli branży na świecie szczególną dbałością o wpływ na przylegające grunty i lokalny ekosystem. Pozytywne opinie zbiera także Energa — jest liderem w zwiększaniu udziału energii ze źródeł odnawialnych, m.in. dzięki temu, że szczególną uwagę na potrzeby jej producentów zwraca przy rozbudowie sieci przesyłowej.

Tymczasem duże pole do poprawy wydaje się mieć PGE, która ze względu na opieranie się na węglu nie tylko znalazła się na czarnej liście Norwegów oraz wśród jednej piątej spółek z najniższą wagą w WIG-ESG. Otrzymała też od MSCI niechlubny rating „B”, który plasuje ją wśród 20 proc. najsłabiej ocenianych przedstawicieli branży na świecie. Znacznie gorzej od światowej średniej oceniono PGE w sferze emisji CO 2, ale także ładu korporacyjnego i zrównoważonego korzystania z zasobów wodnych.

„Realizacja planowanych przez nas inwestycji doprowadzi do spadku emisji CO 2” — deklaruje PGE w październikowej prezentacji dla inwestorów, zapowiadając, że w 2025 r. produkcja jednej MWh elektryczności będzie związana z emisją 0,78 t CO 2

w porównaniu z 0,88 t w 2018 r. i 0,98 t w 2013 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu