Rosjanie znów użyli energetycznego straszaka. Wczoraj Moskwa ostrzegła Unię Europejską przed możliwą przerwą w dostawach ropy tłoczonej rurociągiem przez Ukrainę. Według Moskwy, przerwanie dostaw do Słowacji, Czech i Węgier jest możliwe z powodu sporu cenowego z Kijowem. Sytuacją tą zainteresowany jest Orlen, kontrolujący czeskie rafinerie Unipetrolu, które odbierają poprzez Ukrainę 4,2-4,6 mln ton rosyjskiej ropy rocznie (większość zużycia).
Orlen zapewnia, że jest przygotowany na czarny scenariusz.
— Jeśli rzeczywiście dostawy rurociągiem zostaną wstrzymane, wiemy, jak zareagować, bo dysponujemy alternatywną drogą dostaw via Ingolstadt oraz współpracujemy z CSSR (czeskim odpowiednikiem agencji rezerw materiałowych). Mamy wypracowane mechanizmy postępowania, które już kilkakrotnie sprawdziły się w podobnych sytuacjach. Nawet jeśli ziszczą się nieoficjalne zapowiedzi, jesteśmy w stanie zapewnić ciągłość dostaw surowca i produkcji naszym czeskim rafineriom — mówi Beata Karpińska, kierownik biura prasowego PKN Orlen.
Uspokajające sygnały napłynęły także z Ukrainy, która zapewniła, że nie będzie czynić przeszkód w tranzycie rosyjskiej ropy przez jej terytorium.
