Ostry wiraż

Dawid Tokarz
opublikowano: 23-06-2006, 00:00

Służewiec wart jest ponad miliard euro — i to dlatego od lat pozostaje pod lupą ABW. W najbliższym czasie śledczy będą mieli co robić.

Pierwsza niedziela lipca — Derby, jedna z najważniejszych gonitw w Polsce... Tak było na Służewcu co roku. Tym razem jest inaczej — koniec czerwca i bomba jeszcze ani razu nie poszła w górę. A od 1939 r. (poza latami wojny i okupacji) kolejne inauguracje wypadały najpóźniej na początku maja.

Na ratunek

Przed tygodniem ogłoszono: sezon zacznie się pod koniec sierpnia, a kasę na organizację gonitw wyłoży Totalizator Sportowy. Według oficjalnych informacji ma on zainwestować ponad 40 mln zł. Środowisko koniarzy (hodowcy, właściciele koni, trenerzy i jeźdźcy — łącznie kilkaset osób w Warszawie i znacznie więcej w całym kraju) oraz widzów-graczy odetchnęło z ulgą. Czy słusznie?

Zgodnie z doniesieniami Totalizator Sportowy ma odpowiadać za stworzenie systemu przyjmowania zakładów, a organizatorem wyścigów zostałaby jego spółka córka: Lottomerkury (LM). Obecnie świadczy ona usługi transportowe dla Totalizatora i wynajmuje mu blisko 100 samochodów służbowych. Wynajmuje też wyposażenie kręgielni innej spółce zależnej Totalizatora Toto Sport.

W przeciwieństwie do innych mediów, udało nam się dotrzeć do zapisów umowy wynegocjowanej przez Totalizatora z Polskim Klubem Wyścigów Konnych (PKWK, z ramienia skarbu państwa, posiada niezbywalne prawo własności terenów Służewca). To ciekawa lektura.

Lottomerkury ma wydzierżawić Służewiec na 30 lat — z opcją przedłużenia o następne 10. Przez ten czas winien prowadzić gonitwy i co miesiąc do kasy PKWK wpłacać 50 tys. zł czynszu plus VAT (kwota ta ma być każdego roku waloryzowana o inflację). W tym roku spółka córka Totalizatora zorganizowałaby co najmniej 40 dni wyścigowych i 350 gonitw, a od 2007 r. — po 80 dni i 640 gonitw rocznie.

Lottomerkury zobowiązała się też, że w 2006 r. na nagrody dla właścicieli koni przeznaczy 3 mln zł, a od 2007 r. — po 5 mln zł. Pula wzrośnie, jeśli roczne wpływy z hazardu przekroczą 50 mln zł (o 5 proc. od nadwyżki). A jeśli przekroczy 100 mln zł, to dołożą jeszcze 2 proc. od nadwyżki. Dodatkowo na nagrody trafiałaby suma wpływów za zapisy koni (kilkaset tysięcy złotych rocznie). PKWK z kolei zobowiązał się, by od 2007 r., dla uatrakcyjnienia gonitw, startowało w nich co najmniej po dziewięć koni (dotychczas — siedem).

Taki szczegół

Nie pierwszy raz Totalizator ma uratować Służewiec. Podobnie było w 2000 r. Obecna umowa jest bardzo podobna do tej, jaką sześć lat temu podpisały — należąca wówczas do Totalizatora — spółka Służewiec Tory Wyścigów Konnych (STWK) oraz Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa (AWRSP była wtedy właścicielem Służewca). Koński biznes znów więc poprowadzi spółka zależna Totalizator. Powód? W przeciwieństwie do niego, zarówno STWK wtedy, jak i LM teraz mogą odliczać VAT.

Poza poziomem deklarowanych inwestycji (teraz — ponad 40 mln zł, wtedy — 20 mln zł), różnic w obu umowach jest niewiele. Jedna z nich pozwala PKWK na bezpłatne korzystanie z pierwszego piętra budynku biurowego na Służewcu, z placu parkingowego na 15 miejsc i z… pomieszczenia loży prezesa na pierwszym piętrze trybuny głównej.

Druga różnica jest znacznie poważniejsza. W 2000 r. STWK mógł poddzierżawiać tereny Służewca, ale jedynie spółkom z grupy Totalizatora Sportowego. Zapisy nowej umowy pozwalają Lottomerkuremu na wydzierżawianie obszaru Służewca także podmiotom zewnętrznym. To zaś może oznaczać groźbę utraty kontroli nad obiektem przez skarb państwa! Zgodnie z umową i Totalizator, i jego poddzierżawcy mogą inwestować na Służewcu nawet bez zgody PKWK (klub musi być jedynie poinformowany). Inny zapis mówi zaś, że PKWK — po upływie okresu dzierżawy — musi albo zgodzić się na jej przedłużenie, albo zapłacić tyle, ile dzierżawcy wydali na inwestycje.

— Powstanie nawet niewielkie centrum rozrywki czy apartamentowiec — i już klubu nie stać na zwrot wydatków. To wygląda jak furtka do przekrętu! Znów prokuratura będzie miała czym się zajmować — przekonuje osoba towarzysząca negocjacjom.

Śledztwa

Dlaczego znów? Tor służewiecki pod lupą prokuratury był już dwukrotnie. Pierwsze śledztwo dotyczyło wydarzeń z lat 2000-01, kiedy Totalizator po raz pierwszy zaangażował się w koński hazard. Na początku 2000 r. kierowany przez kojarzonego z lewicą Sławomira Sykuckiego Totalizator za symboliczną złotówkę przejął od AWRSP 100 proc. udziałów w STWK (spółka organizująca wyścigi). I w kwietniu 2000 r. bomba znów poszła w górę.

Już w maju jednak Sejm, nowelizując ustawę hazardową, wpisał do niej słynną „czwórkę” (art. 4 ust. 4). Przepis ten zakazał Totalizatorowi innej działalności niż prowadzenie gier liczbowych i loterii. Jednocześnie władzę w totku — z nadania prawicowego rządu — przejął lekarz-menedżer Władysław Jamroży. Nie był on zainteresowany prowadzeniem końskiego biznesu, był za to zainteresowany terenami Służewca.

Kiedy w listopadzie 2000 r. nowelizacja ustawy weszła w życie, Jamroży złożył AWRSP propozycję kupna części Służewca (chodziło o ponad 8 ha nieobjętych ochroną konserwatora zabytków). Nic z tego nie wyszło, bo znów zmieniło się prawo. Posłowie uchwalili specjalną ustawę o wyścigach konnych, a ta przeniosła niezbywalne prawo własności Służewca z AWRSP na nowo powołany PKWK (dzięki tej instytucji minister rolnictwa nadzoruje i kontroluje wyścigi).

Władysław Jamroży postanowił zatrzymać strumień pieniędzy płynących do STWK (tylko w sezonie 2000-01 było to około 15 mln zł), co skończyło się wnioskiem o upadłość spółki. W marcu Jamrożego na stanowisku szefa Totalizatora zastąpił Wacław Bilnicki, a tego z kolei, w grudniu 2001 r. — już z lewicowego nadania — Mirosław Roguski. Ten ostatni chciał pozbyć się Służewca i w czerwcu 2002 r., — ponownie za 1 zł — odsprzedał 100 proc. udziałów w STWK skarbowi państwa.

Ale jednak bilans nie wyszedł na zero. Przez niecałe 2,5 roku Totalizator bezpowrotnie wpompował w Służewiec ponad 30 mln zł! Przeciwnicy Roguskiego zarzucają mu, że wycofał się ze Służewca, mimo że był już gotowy projekt zmiany ustawy hazardowej, gdzie proponowano wykreślenie „czwórki”, co znów pozwoliłoby TS prowadzić Służewiec (ostatecznie nowela weszła w życie w czerwcu 2003 r.).

Roguski chciał zaś, by za pieniądze utopione w STWK rozliczyć poprzedników. Śledztwo po kilku latach umorzono. Prokuratorzy uznali, że Sykucki miał zgodę Ministerstwo Finansów na zaangażowanie kapitałowe w STWK, a do niepowodzenia inwestycji przyczyniły się zmiany we władzach Totalizatora, nowelizacja ustawy hazardowej oraz błędy popełnione na początku lat 90. przy zakładaniu STWK (spółka miała za mały majątek).

Oddanie STWK skarbowi państwa nie poprawiło kondycji firmy. Spółka popadała w coraz większe długi, co skończyło się w marcu 2004 r. upadłością. Sąd dopuścił przy tym możliwość zawarcia układu, do czego doszło w październiku 2004 r.

Tymczasem na Służewcu pojawiła się amerykańska firma Scientific Games, która zbudowała tam system informatyczny do przyjmowania zakładów i pożyczała STWK pieniądze m.in. na spłatę wierzycieli. Nic za darmo! W zamian Amerykanie chcieli przejąć dwie trzecie udziałów w STWK (przez konwersję wierzytelności i podwyższenie kapitału o 1,5 mln zł gotówką) i wiele wskazywało, że im się uda. Tyle że 22 grudnia 2005 r. Ministerstwo Finansów odmówiło zgody na zmiany własnościowe w STWK. Efekt? Wycofanie się Amerykanów i ogłoszenie, w lutym 2006 r., upadłości likwidacyjnej STWK (niespłacone długi to 17 mln zł).

Powodem odmowy resortu finansów była niejawna opinia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), która oddanie kontroli nad STWK oceniła negatywnie —z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Oczywiście nie chodziło o samą STWK, ale o 138 ha ziemi na Służewcu.

W grudniu 2005 r. mocno zaawansowane było już drugie śledztwo w sprawie Służewca. Trwa do dzisiaj. Prokuratura bada, czy po przejęciu przez skarb państwa STWK zarząd spółki nie działał na jej szkodę. Sprawdzana jest hipoteza, że władze STWK doprowadziły ją do bankructwa — po to by — boczną drogą — umożliwić prywatyzację Służewca.

— Opinia biegłego księgowego pozwala na przedstawienie w tej sprawie zarzutów nie tylko władzom STWK, ale i wysokim urzędnikom resortu skarbu — za brak właściwego nadzoru. I tak właśnie powinno się wkrótce stać — przekonuje osoba zbliżona do śledztwa.

Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, nie chce potwierdzić tych informacji.

— Biegły rzeczywiście przygotował opinię. Ale po jej analizie potrzebne było zabezpieczenie kolejnych dokumentów, co zrobiliśmy. Teraz wystąpimy do biegłego z pytaniami dodatkowymi. Na dziś w sprawie nie ma podejrzanych —ucina.

Warto jednak przypomnieć, że już sąd, ogłaszając upadłość STWK, postanowił jego władzom w całości odebrać zarządzanie majątkiem firmy. A i do nadzoru resortu skarbu nad spółką rzeczywiście można mieć zarzuty. Wystarczy przypomnieć odpowiedzi urzędników na sejmowe interpelacje (posłowie często indagowali o losy Służewca). I tak: 24 lutego 2004 r. szef resortu skarbu Zbigniew Kaniewski stwierdził, że „dopiero przejęcie udziałów spółki przez skarb państwa od Totalizatora Sportowego w czerwcu 2002 r. dało podstawy do zaangażowania zarządu w rozwój spółki w obu obszarach jej działalności (organizowanie gonitw oraz zakładów hazardowych — przyp. aut.)”. Tymczasem już miesiąc wcześniej PKWK wypowiedział STWK umowę dzierżawy Służewca, a sąd ogłosił upadłość samego STWK już w marcu 2004 r. 19 sierpnia 2005 r. Stanisław Speczik, wiceminister skarbu, twierdził, że „STWK w chwili obecnej jest na najlepszej drodze do rozpoczęcia normalnego funkcjonowania”. A było to przecież, gdy spółka miała olbrzymie problemy ze spłacaniem wierzycieli, a jej majątkiem zarządzał nadzorca sądowy!

Do najbliższego poniedziałku Totalizator ma przedstawić w Ministerstwie Skarbu Państwa i Ministerstwie Finansów (muszą zgodzić się na podpisanie umowy PKWK z Lottomerkurym) biznesplan całego przedsięwzięcia, przygotowywanego przez zewnętrzną firmę. Wcześniej przedstawiane analizy były bowiem niezadowalające i kuriozalne (w jednej z nich wyliczono np. że koszt biegu jednego konia w jednej gonitwie wyniesie 100,06 zł!).

Pesymizm — optymizm

Z nieoficjalnych informacji wynika, że sceptycznie do pomysłu zaangażowania Totalizatora w Służewiec nastawione jest Ministerstwo Finansów. Skłania się do tego, by podpisać umowę na rok i dać sobie czas na opracowanie wieloletniej strategii. ale na to nie chcą zgodzić się władze Totalizatora. Wszystkie wyliczenia bowiem wykazują, że w pierwszym roku, przy nakładach na poziomie 10-13 mln zł, koński biznes przyniesie między 4 a 9 mln zł strat. Tym bardziej że — zdaniem ekspertów budowlanych — istnieje zagrożenie, iż trybuny obiektu na Służewcu nie zostaną dopuszczone do użytku i sezon 2006 będzie prowadzony jedynie z wykorzystaniem miasteczka namiotowego.

A czasu coraz mniej. Już wiadomo, że nie ma szans na zapisane w umowie 40 dni wyścigowych. Od podpisania umowy potrzeba trzech tygodni na przygotowanie gonitw. I co najmniej dwóch miesięcy na opracowanie systemu przyjmowania zakładów hazardowych, co w 2006 r. może w ogóle się nie udać — a wtedy bylibyśmy jedynym państwem, poza islamskimi, gdzie wyścigom nie towarzyszy totalizator!

— Procedury muszą trwać, bo — zgodnie z umową — na same nagrody przez 40 lat umowy wydamy około 300 mln zł. Umowa będzie podpisana i sezon ruszy pod koniec sierpnia — uspokaja Waldemar Milewicz, członek zarządu Totalizatora.

Zapewnia, że już po pięciu latach obroty końskiego totalizatora przekroczą 150 mln zł (byłby to rekord).

— Na razie najważniejsze jest uruchomienie wyścigów. Szczegółowe koncepcje zagospodarowania terenu opracuje pracownia architektoniczna, którą wybierzemy w drodze przetargu. Wtedy będzie można więcej powiedzieć — ucina.

Zamęt

Nikt jeszcze ze strony Lottomerkurego nawet nie parafował umowy z PKWK. Według nieoficjalnych informacji dotychczasowy prezes spółki Grzegorz Olszewski nie chciał tego zrobić. To dlatego w środę został odwołany, a zastąpił go Jerzy Zieliński — w latach 1989-2000 prezes byłej centrali handlu zagranicznego Metalexport, potem m.in. członek zarządu warszawskiego STOEN (i jeden, i drugi nie chcieli rozmawiać z „PB”).

Umowę z PKWK będzie zapewne podpisywał już Zieliński. Nie wiadomo jednak, czy będzie miał do tego prawo. Zamieszanie we władzach Totalizatora, o którym pisaliśmy w „PB” (przypomnijmy: sąd rejestrowy nie uznaje obecnego zarządu i rady nadzorczej hazardowej spółki), może przekładać się też na Lottomerkurego. Jej prezesa zmienia bowiem zarząd Totalizator. A tego przecież, według sądu, nie ma. Dlatego powołanie nowego szefa Lottomerkurego może być podważane, podobnie jak podejmowane przez niego decyzje. Kontrowersje się mnożą, a konie wciąż czekają w stajniach…

Końska dawka zamieszania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu