Oto niuanse postępowania układowego GetBacku

opublikowano: 21-05-2018, 22:00

W oparciu o przepisy i dotychczasową praktykę, mechanizmy przyspieszonego postępowania układowego windykatora szkicuje Patryk Filipiak. W latach 2013-15 był jednym z członków zespołu legislacyjnego przygotowującego obecne prawo restrukturyzacyjne

Czy i co powinienem robić po otwarciu przyspieszonego postępowania układowego? Czy powinienem się gdzieś zgłosić? Czy potrzebuję świadectwa depozytowego? To pytania najczęściej docierające do naszej redakcji, jak i najczęściej stawiane na forach internetowych przez obligatariuszy GetBacku.

TO NIE JEST ROLA TEGO SĄDU: Jeżeli ktoś uważa, że został oszukany przy sprzedaży obligacji, to powinien zwrócić się do prokuratury, a nie zarzucać pismami sąd upadłościowy. Odpowiadanie na takie pisma przez sąd tylko wydłuża postępowanie układowe i zwiększa ryzyko upadłości, która będzie raczej gorsza dla obligatariuszy. Historycznie, poziom zaspokojenia wierzycieli w upadłości likwidacyjnej wynosił około 30 proc., czyli mniej niż obecnie proponuje GetBack — mówi dr Patryk Filipiak.
Zobacz więcej

TO NIE JEST ROLA TEGO SĄDU: Jeżeli ktoś uważa, że został oszukany przy sprzedaży obligacji, to powinien zwrócić się do prokuratury, a nie zarzucać pismami sąd upadłościowy. Odpowiadanie na takie pisma przez sąd tylko wydłuża postępowanie układowe i zwiększa ryzyko upadłości, która będzie raczej gorsza dla obligatariuszy. Historycznie, poziom zaspokojenia wierzycieli w upadłości likwidacyjnej wynosił około 30 proc., czyli mniej niż obecnie proponuje GetBack — mówi dr Patryk Filipiak. Fot. ARC

— Na tym etapie obligatariusze nie muszą się nigdzie zgłaszać, by ich roszczenia zostały uwzględnione w przyspieszonym postępowaniu układowym. Na spisie wierzytelności umieści ich nadzorca sądowy, ale nie z imienia i nazwiska, lecz jako serie obligacji — wyjaśnia dr Patryk Filipiak. Dopiero po zawarciu układu potrzebne będzie świadectwo depozytowe (dla papierów notowanych na GPW), sama obligacja jeśli ma formę dokumentu, lub zaświadczenie potwierdzające, że obligacje nie będą przedmiotem obrotu, wystawione przez podmiot upoważniony do prowadzenia ewidencji obligacji danej serii, jeśli nie jest nim KDPW, ale np. dom maklerski.

— Z właściwym dokumentem trzeba się będzie zgłosić do GetBacku, w celu zaspokojenia roszczeń wynikających z układu i posiadanych obligacji — mówi Patryk Filipiak. Dodaje przy tym, że obligatariusze, którzy chcą mieć wpływ na skład rady wierzycieli, muszą już teraz uzyskać dokumentpoświadczający, że mają papiery dłużne windykatora.

— To jedyny sposób, by zweryfikować, czy ktoś jest obligatariuszem, czy nie, a co za tym idzie — czy może mieć wpływ na skład rady wierzycieli. Ci, których rada nie interesuje i będą biernie czekać na koniec postępowania, nie będą pokrzywdzeni przez brak aktywności. Będą pokrzywdzeni przez układ, jak wszyscy pozostali — podsumowuje Patryk Filipiak.

Rada inna niż zwykle

O powołanie rady wierzycieli wniósł Kamil Hajduk, wyznaczony przez sąd kurator obligatariuszy. Chce, by cztery z pięciu miejsc w radzie przypadły nabywcom papierów dłużnych windykatora. W rozmowie z „PB” przyznał, że szuka w ten sposób jakiejś formy konsultowania swoich działań z nabywcami obligacji. Patryk Filipiak podkreśla jednak, że rada wierzycieli nie jest organem kuratora i konsultacje z przedstawicielami obligatariuszy w radzie miałyby raczej nieformalny charakter. Samą radę wierzycieli powołuje zresztą sędzia-komisarz.

Według Patryka Filipiaka, specyfika sprawy GetBacku może skutkować tym, że kryteria, jakimi będzie się kierował przy wyborze członków rady, będą inne od dotychczasowej praktyki. Zwyczajowo do rad wierzycieli trafiają przedstawiciele wierzycieli (może być grupa) reprezentujących co najmniej 20 proc. kwoty zobowiązań spółki. Z oczywistych względów nie da się tak obsadzić wszystkich miejsc, więc na ostatnie miejsce sądy potrafią dość przypadkowo dobrać drobnego wierzyciela, by i ta grupa była reprezentowana.

Tyle że w przypadku GetBacku może być zgoła odwrotnie. Obligatariusze spółki są bardzo rozproszeni. Do rady mogą więc trafić reprezentanci możliwie dużych grup obligatariuszy, które na czas się zorganizują. Według Patryka Filipiaka, swoistych prawyborów dokona kurator, któremu będzie zależało na tym, by przedstawiciele obligatariuszy, z którymi się konsultuje, reprezentowali możliwe dużą pulę długów GetBacku. Sąd tylko zatwierdzi ten wybór. Kurator czeka na głosy obligatariuszy do 5 czerwca 2018 r.

— Największą specyfiką tego postępowania jest sposób realizacji praw obligatariuszy, których reprezentuje kurator. Sąd będzie musiał rozpatrywać pewne kwestie pierwszy raz w historii — choćby to, kto będzie zgłaszał kandydatów do rady wierzycieli: kurator czy obligatariusze — podkreśla Patryk Filipiak.

Rada może sama składać propozycje układowe. Do jej kompetencji należy też kontrola nadzorcy sądowego, w tym zaopiniowanie planu restrukturyzacyjnego przygotowanego wspólnie przez nadzorcę i spółkę. Częścią planu jest pięcioletnia prognoza finansowa, mająca pozwolić na ocenę zdolności spółki do spłaty zobowiązań. Przygotowuje się ją w dwóch wersjach — pesymistycznej i optymistycznej. Dla obligatariuszy GetBacku to kolejny problem.

Muszą bowiem ocenić plan pod względem biznesowym, a na razie szukają pomocy w kancelariach prawnych.

— Jako prawnik nie przeczytam planu restrukturyzacyjnego w odpowiedni sposób. Obligatariusze potrzebują analityka finansowego, osoby, która zna się na biznesie. Cały plan restrukturyzacyjny to w zasadzie wniosek kredytowy, a jednocześnie spółka może chcieć przedstawić prognozy w wersji uzasadniającej propozycje gorsze, niż w rzeczywistości mogłaby złożyć — wyjaśnia Patryk Filipiak.

Odrębnym problemem jest zróżnicowanie stanowisk poszczególnych nabywców obligacji. Na łamach „PB” wskazywał na to Kamil Hajduk.

— Ludzie w podeszłym wieku wolą mniejsze pieniądze, ale jak najszybciej. Mówią wprost, że spłaty 65 proc. wartości nominalnej obligacji, ale za siedem lat, mogą po prostu nie dożyć — mówił kurator obligatriuszy.

Patryk Filipiak twierdzi jednak, że prawo nie pozwala na jakikolwiek zróżnicowanie obligatariuszy w oparciu o kryteria inne niż ekonomiczne, czyli np. wiek. W praktyce tego typu postępowań utarło się, że wierzycieli dzieli się np. na trzy grupy w oparciu o wielkość zobowiązań, jakie spółka wobec nich ma. Najmniejsi wierzyciele (którym jest winna np. 10 czy 50 tys. zł) otrzymują całą kwotę, więksi trochę mniej, a najwięksi są objęci największą redukcją zobowiązań. To pochodna sposobu głosowania nad układem.

— Za zawarciem układu muszą zagłosować wierzyciele mający dwie trzecie wartości zobowiązań spółki, ale równocześnie ponad połowa liczby wierzycieli — mówi Patryk Filipiak.

Bez związku z rzeczywistością

Patryk Filipiak zaznacza, że liczbę obligatariuszy ustala się przy tym dość sztucznie. Sumuje się wartość wierzytelności wszystkich innych wierzycieli, a następnie dzieli przez ich liczbę. Uzyskuje się w ten sposób średnią wartość zobowiązań spółki przypadającą na wierzyciela niebędącego obligatariuszem. Następnie wartość zobowiązań z tytułu emisji obligacji dzieli się przez tę średnią i uzyskuje liczbę obligatariuszy.

— Może być tak, że naprawdę obligatariuszy jest 2 tys., a z tej arytmetyki wyjdzie, że jest ich tysiąc — przyznaje Patryk Filipiak.

Uważa jednak, że dla sprawy GetBacku nie ma to żadnego znaczenia. Na papiery dłużne przypada bowiem ponad 80 proc. zobowiązań windykatora. Tylko ze względu na kwotę zobowiązań głosujący nad układem obligacjami mogą zablokować każdą decyzję. Nasz rozmówca zwraca jednak uwagę, że siła głosów nabywców obligacji zależy też od skali obrotu obligacjami po otwarciu postępowania układowego. Obligacja, która zmieniła lub zmieni właściciela po 9 maja, uszczupla sumę wierzytelności z obligacji, jak będzie brała udział w głosowaniu nad układem.

— Ustawodawca wprowadził taki przepis, by dłużnik nie nabywał swoich wierzytelności poniżej wartości nominalnej, by manipulować wynikami głosowania — tłumaczy Patryk Filipiak.

Sami obligatariusze nie będą głosować nad układem. Za wszystkich razem zrobi to Kamil Hajduk — kurator. Tak stanowi prawo.

On ma też dostęp do akt i możliwość zaskarżania orzeczeń. W innych sprawach sądy dopuszczały obligatariuszy do bezpośredniego udziału w postępowaniu, na wniosek samych zainteresowanych. Tyle że w przypadku GetBacku są ich tysiące i nawet dopuszczenie części z nich mogłoby sparaliżować postępowanie. Zresztą sam wniosek układowy GetBacku został opublikowany przez sąd w internecie „w związku z licznymi zapytaniami” i „w celu umożliwienia sądowi pracy nad aktami sprawy”. A już po otwarciu postępowania sąd wstrzymał możliwość fizycznego przeglądania akt, skarżąc się jednocześnie na „techniczne i proceduralne problemy o nieprzewidywalnej i nieujawnionej dotąd skali w którymkolwiek z dotychczas przeprowadzanych postępowań restrukturyzacyjnych”.

— Już z pierwszych czynności sądu upadłościowego we Wrocławiu wynika, że liczy się dla niego sprawność postępowania. Będzie tamował indywidualne szarże obligatariuszy. Trzeba przyznać, że taka też była intencja ustawodawcy, który wprowadził do systemu instytucję kuratora. To kurator jest tubą i rzecznikiem obligatariuszy — mówi Patryk Filipiak.

Według Patryka Filipiaka, w przypadku GetBacku kurator będzie też głównym negocjatorem, który usiądzie naprzeciwko władz spółki, by uzgodnić warunki spłaty jej zobowiązań.

— Sędzia-komisarz ani nadzorca sądowy nie będą negocjować propozycji układowych — podkreśla Patryk Filipiak.

Obligatariusze, którzy nie chcą czekać na układ, mogą sprzedać obligacje, jeśli znajdą na nie chętnych. W formie umów cywilno-prawnych obrót obligacjami wciąż jest bowiem możliwy. Odrębną kwestią jest to, że na takiej transakcji mogą wyjść zarówno lepiej, jak i gorzej, niż czekając na koniec postępowania układowego.

— Można sobie wyobrazić, że ten, kto chce pieniądze odzyskać szybciej, ale jest skłonny zaakceptować większą stratę, niż proponuje spółka, sprzeda obligacje komuś, kto będzie gotów poczekać, by od spółki dostać więcej. W praktyce cena obligacji w takiej transakcji musi jednak uwzględniać ryzyko upadłości GetBacku. Mam wrażenie, że to wszystkim umyka, ale GetBack nie został jeszcze uratowany. Zostanie uratowany nie kiedy zawrze układ, ale jeśli go wykona. Jeśli tego nie zrobi, cofniemy się do stanu sprzed 9 maja 2018 r. — podkreśla Patryk Filipak.

Propozycja spółki

Ze złożonego 2 maja 2018 r. wniosku o przyspieszone postępowanie układowe wynika, że na obligacje przypada 82 proc. ogółu długów GetBacku i 85 proc. tych, które mają być objęte układem. W liczbach bezwzględnych chodzi o 2,3 mld zł. Większość obligacji była niezabezpieczona i one są przedmiotem postępowania układowego. Właściciele zabezpieczonych mogą po prostu prowadzić egzekucję z zabezpieczeń, nie przejmując się tym, że otwarcie postępowania układowego co do zasady wstrzymuje takie działania. W ramach propozycji układowych GetBack zaliczył nabywców niezabezpieczonych obligacji i podmioty, które udzieliły mu innych niezabezpieczonych pożyczek, do pierwszej grupy wierzycieli.

Oczekuje od nich, że zapomną o jakichkolwiek zaległych i przyszłych odsetkach. Do końca 2025 r. jest zaś gotów oddać gotówką 65,36 proc. wartości nominalnej swoich sprzedanych zobowiązań, niezależnie od tego, na kiedy miał je spłacić zgodnie z umową (ostatnie serie wyemitowanych obligacji zapadają w 2022 r.). Do końca 2020 r. wierzyciele mieliby przy tym dostać 55,8 proc. ze zredukowanych kwot, czyli nieco ponad 36 proc. nominału wykupionych obligacji lub udzielonych GetBackowi niezabezpieczonych kredytów. Do końca 2021 r. dostaliby 75,28 proc. tego, co spółka jest gotowa oddać w gotówce, czyli 49 proc. nominalnego długu. Brakujące 34,64 proc. wartości nominalnej niezabezpieczonych obligacji i kredytów — czyli 711,1 mln zł — windykator chce zamienić na akcje. W wyniku tej operacji ich liczba wzrosłaby o 82 proc. w stosunku do stanu sprzed ostatniego NWZ, które zdecydowało o zwiększeniu liczby akcji o 70 proc. Długi chce konwertować na kapitał udziałowy po cenie 8,63 zł za akcję.

Kim jest Patryk Filipiak

Patryk Filipiak jest doktorem nauk prawnych, adiunktem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 2013-15 był członkiem kilkuosobowego zespołu powołanego przez ministra sprawiedliwości w celu przygotowania nowego prawa upadłościowego i restrukturyzacyjnego. Praktykę adwokacką prowadzi w ramach kancelarii Filipiak Babicz. Ma licencję doradcy restrukturyzacyjnego.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Oto niuanse postępowania układowego GetBacku