Parabanki łowią nieświadomych

Jacek Iskra
opublikowano: 20-04-2012, 00:00

Spadające ceny akcji i mizerne oprocentowanie lokat bankowych to woda na młyn parabanków. Nieświadomych ryzyka klientów łatwo skusić obietnicą wysokich zysków

W internecie, prasie i na ulicznych billboardach aż roi się od reklam firm oferujących nawet kilkanaście procent zysku w skali roku. Nazwy produktów są różne: od kontraktów lokacyjnych po lokaty inwestycyjne. „Oferujemy więcej niż najlepsza bankowa lokata” — można przeczytać na stronach internetowych, takich firm jak Finroyal, DobraLokata czy Amber Gold. Ofensywa marketingowa jest o tyle ułatwiona, że — jak pisaliśmy wczoraj w „Pulsie Biznesu” — przeciętna, realna rentowność tradycyjnych lokat bankowych była w ostatnich dwunastu miesiącach ujemna. W tym roku powinno być z tym trochę lepiej, choć i tak najbardziej atrakcyjne lokaty oferują 6-7 proc. rocznie. Parabankowi konkurencji kuszą zyskami nawet ponaddwukrotnie wyższymi. Różnica jest więc spora, ale cena również wysoka.

Bez twardej gwarancji

W reklamach parabanków pojawiają się zapewnienia o gwarancji zysku i zwrotu zainwestowanego kapitału. To albo nie do końca prawda (np. wspomniany Amber Gold za wcześniejsze zerwanie lokaty nalicza klientom 19,5-procentową karę), albo całkowita nieprawda. Firmy te nie mają licencji od nadzorującej rynek finansowy w Polsce Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) i nie uczestniczą w obowiązkowym dla banków systemie gwarantowania depozytów, prowadzonym przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny (BFG). Gwarantuje on, że w razie niewypłacalności któregoś z banków fundusz wypłaci każdemu klientowi zdeponowane przez niego oszczędności do równowartości 100 tys. EUR (420 tys. zł). Podobnie działają spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe ze swoim systemem ubezpieczeń wzajemnych. Natomiast klienci firm działającychbez obowiązkowej licencji na wykonywanie czynności bankowych na terenie Polski na takie wypłaty liczyć już nie mogą. Inna sprawa, że żaden z tych podmiotów nawet nie ubiegła się o wspomnianą licencję.

Działalność tego typu firm jest mniej przejrzysta niż banków, których większość notowana jest na giełdzie, co wiąże się z koniecznością regularnego przedstawiania informacji o sytuacji finansowej. Podlegają one też wymogom kapitałowym, które są buforem bezpieczeństwa i gwarantują stabilność podmiotu. Z parabankami jest inaczej. KNF nie może też monitorować ich kondycji finansowej, ani ich kontrolować. Komisja nie ma możliwości żądania wyjaśnień w trybie nadzorczym czy zastosowania środków zaradczych w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości lub narażenia zgromadzonych pieniędzy na nadmierne ryzyko.

16 proc. na złocie

Jak to więc możliwe, że parabanki oferują na lokatach nawet po kilkanaście procent w skali roku? Amber Gold, kóty chwali się, że „gwarantuje” zysk na poziomie 16,5 proc., deklaruje, że powierzone pieniądze inwestuje w metale szlachetne: złoto i platynę. Z kolei DobraLokata przekonuje, że powierzone jej kwoty inwestuje na rynku nieruchomości za pomocą powiązanej z nią firmy deweloperskiej BudNest. Ta ostatnia chwali się, że po 6 latach działalności po stronie zakończonych inwestycji ma… trzy domy na wrocławskim osiedlu Psary. Mimo spadających cen nieruchomości nie przeszkadza to Dobrej- Lokacie oferować klientom 15 proc. w skali roku.

— Nie ma wysokich zysków bez ryzyka. Trzeba zachować zdrowy rozsądek. Jeśli ktoś oferuje kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt procent gwarantowanego zysku rocznie, czyli dużo więcej niż oprocentowanie lokat bankowych czy obligacji skarbowych, to powinien być to sygnał ostrzegawczy dla potencjalnych klientów — podkreśla Marcin Pachucki, dyrektor departamentu postępowań KNF.

Na czarnej liście

Zarówno DobraLokata, Finroyal, jak i Amber Gold zostały wpisane przez KNF na listę ostrzeżeń publicznych jako podmioty oferujące czynności bankowe bez wymaganych zezwoleń. Nie przeszkadza im to jednak w kontynuowaniu działalności. I sądząc po rozmachu — mają się całkiem dobrze. Amber Gold chwali się, że ma już ponad 60 placówek w całym kraju. Ostatnio firma zajęła się nawet przewozami lotniczymi. Parabank z Wybrzeża kupił linie lotniczą OLT Express, która oferuje rejsy już do kilku miast Polski.

16,5 proc. Tyle na lokacie w złoto oferuje jeden z parabanków...

6,5 proc. ...a tyle na najlepszych lokatach rocznych oferują banki.

KNF radzi i ostrzega:

Przed wpłaceniem pieniędzy należy sprawdzić, czy ma się do czynienia z licencjonowanym bankiem lub firmą inwestycyjną. Lista podmiotów z licencją KNF jest dostępna na www.knf.gov.pl.

Czynności bankowe (np. gromadzenie pieniędzy w celu udzielania kredytów, pożyczek lub obciążania ich ryzykiem w inny sposób) mogą być wykonywane tylko przez bank posiadający zezwolenie KNF. Działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy oraz udzielaniu pożyczek i kredytów prowadzą też legalnie spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOK), działające na podstawie odrębnej ustawy.

Zgodnie z prawem, prowadzenie bez licencji działalności maklerskiej lub bankowej, w tym polegającej na przyjmowaniu depozytów, jest przestępstwem.

Nie powinno się korzystać z usług finansowych, których się nie rozumie. Jeśli oferujący usługę nie potrafi lub nie chce w przystępny sposób wyjaśnić, jak wygeneruje obiecywane kilkunastoprocentowe zyski, to rozsądnie jest z takiej oferty zrezygnować.

Przed podpisaniem umowy powinno się ją przeczytać. Nie ma obowiązku podpisywania umowy „od ręki” — można zabrać projekt umowy do domu i zastanowić się, np. skonsultować się z kimś, kto ma większą wiedzę o finansach.

Przemawiająca do wyobraźni reklama, agresywne techniki sprzedażowe czy ponaglanie do podjęcia decyzji nie powinny mieć istotnego znaczenia przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych — najważniejsze są fakty, a nie marketing.

Źródło: KNF

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Iskra

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu