Pasjonująca dystrybucja

Partnerem publikacji jest Domowe Sanatorium
opublikowano: 15-03-2022, 17:05

Domowe Sanatorium. Nazwa ta nie kryje za sobą kolejnej placówki leczniczej, lecz firmę, która postawiła sobie za zadanie umożliwienie czerpania korzyści z zabiegów sanatoryjnych w zaciszu domowym.

W filmie „Wróg publiczny” z 1998 r. główny bohater, prawnik grany przez Willa Smitha, zostaje okradziony, a jego dom zdemolowany. Bardziej jednak niż zniszczenie markowych garniturów czy kradzież drogiego zegarka rozwścieczyło go zniknięcie blendera. Codziennie przygotowywał sobie naturalne smakołyki do picia. Miał nawyk, miał swój ulubiony sprzęt…

Okazuje się, że ten motyw, powstały w głowie scenarzystów, ma swoje realne odzwierciedlenie w rzeczywistości i nadaje seksapilu z pozoru prostej opowieści o dystrybucji wyciskarek do soków i innych sprzętów służących trosce o zdrowie.

Kiedyś szukaliśmy kontaktów, produktów. Teraz częściej dostawcy zgłaszają się do nas… Musimy jednak dbać o jakość i w zasadzie koncentrujemy się na 3 obecnych markach: Kuvings, Blendtec, Lotusgrill – wyjaśnia Jarosław Zimnoch. Na zdjęciu z żoną Moniką Zimnoch i bratem Robertem Zimnochem.

– Dbanie o zdrowie jest czystą przyjemnością! Ćwiczenia wyzwalające endorfiny, masaże łagodzące stres, a ponadto kolorowa warzywno-owocowa dieta – to z jednej strony bardzo korzystne, ale i przyjemne nawyki. Soki, w przeciwieństwie do wielu lekarstw, tzw. gorzkich syropów, są po prostu pyszne – przyznaje Jarosław Zimnoch, prezes i współwłaściciel firmy Domowe Sanatorium, zajmującej się dystrybucją markowego sprzętu pomagającego w dbaniu o zdrowie w domu.

– Powiedziałbym, że nasze produkty należą do tej kategorii, o której się czasem myśli, że dopóki ich nie masz, to ich nie potrzebujesz. Ale kiedy już się u ciebie zadomowią, stają się ulubionymi sprzętami. Dlatego sytuacja z filmu z Willem Smithem nieco nas bawi, ale nie dziwi. To może brzmieć niewiarygodnie, ale czasem klienci sami mówią, że wyciskarka byłaby pierwszym sprzętem „uratowanym z pożaru”. A już całkiem życiową sytuacją jest to, że znany lekkoatleta Patryk Dobek zabrał swojego kuvingsa na olimpiadę do Tokio, gdzie przypomnę zdobył brązowy medal na 800 m. Natomiast najszczerszą laurkę wystawiają sprzętowi najmłodsi użytkownicy, bo nawet te dzieci, które z reguły marudzą przy jedzeniu warzyw, z chęcią piją zielony „szrekowy” sok – z jarmużem i szpinakiem!

Na szersze wody

Domowe Sanatorium to firma rodzinna należąca do małżeństwa Moniki i Jarosława Zimnochów oraz Roberta Zimnocha. Firma powstała w 2006 r. zaraz po ukończeniu studiów przez współwłaścicieli.

– Miałem doświadczenie z pracy w czasie studiów, a brat już wcześniej prowadził firmę w Warszawie, postanowiliśmy więc połączyć siły i wykorzystać pojawiającą się niszę, zajmującą się dostarczaniem produktów prozdrowotnych – opowiada Jarosław Zimnoch.

Rodziła się wówczas moda na dbanie o zdrowie. To było trochę jak przynależność do elity – dobrze było pochwalić się treningiem, dietą itp. Zwłaszcza w środowiskach lepiej sytuowanych.

– Postanowiliśmy, że dostarczymy takim osobom sprzęt do domu – fotele z masażem, hydromasaże itp. Stąd nazwa Domowe Sanatorium. Co jakiś czas klient mówił: „Stworzę sobie domowe sanatorium” – opowiada Jarosław Zimnoch.

– Działaliśmy z myślą, że w każdym pomieszczeniu w domu można jakoś zadbać o swoje zdrowie – zdrowy wypoczynek, zdrowy trening, zdrowa dieta, zdrowe kąpiele… Nie zakładaliśmy, że w magiczny sposób sprawimy, że nagle wszystkie problemy zdrowotne miną. Wiedzieliśmy jednak, że wszystko, co się robi w domu, można zrobić trochę lepiej, zdrowiej, a suma tych działań przyniesie pozytywne efekty.

Można powiedzieć, że to myślenie zaszczepili już w założycielach rodzice braci Zimnochów, którzy na przełomie lat 80. i 90. założyli sklep sportowo-turystyczny. Ale postanowiono, że Domowe Sanatorium to będzie całkiem nowa działalność.

– Nasze czasy były już zupełnie inne. Byliśmy po studiach, chcieliśmy się otworzyć na kontakty międzynarodowe, handel online – wyjaśnia Jarosław Zimnoch.

– Dość szybko rozwinęliśmy współpracę: Włochy, Niemcy, Tajwan, i z entuzjazmem dwudziestoparolatków weszliśmy na dynamiczną ścieżkę wzrostu. Cieszyliśmy się, że wszystko tak gładko idzie. Wkrótce mieliśmy sieć własnych sklepów w największych miastach Polski. Myśleliśmy, że tak będzie zawsze. W ogóle nie byliśmy przygotowani na trudniejszy czas – opowiada Jarosław Zimnoch.

Ale przyszedł kryzys 2008 r., skok cen walut, załamanie rynku konsumenckiego, zamknięcie linii kredytowych, bankructwo włoskich dostawców – istna walka o przetrwanie.

– Mieliśmy wtedy sprzęt luksusowy, bardzo drogi, z górnej półki. Przedsiębiorcy, którzy stanowili główną grupę docelową, podobnie jak my, skupili się na sprawach bieżących, a modne gadżety z dnia na dzień straciły na znaczeniu. Czekały nas ciężkie decyzje i trudne reformy. Między innymi pozamykaliśmy sklepy, których koszt utrzymania stawał się dla nas zabójczy. Musieliśmy też zmienić profil. Szukaliśmy produktu, który będzie równie dobry jakościowo, ale bardziej dostępny cenowo. Produkt dla każdego. I tak odkryliśmy wyciskarki do soków, które spełniały nasz koncept dbania o zdrowie w domu – wspomina.

Jak opowiada, w 2012 r. na targach IFA w Berlinie poznali markę Kuvings i jej wyciskarkę – wówczas można by ją nazwać sokowirówką 2.0.

– Odkryliśmy wyciskarkę, jakiej świat nie widział – cichą, łatwą w czyszczeniu i co najważniejsze niezwykle wydajną. Jak się później okazało, stała się ona naszym kamieniem milowym i do dziś napędza nasz biznes – z uśmiechem wspomina Jarosław Zimnoch.

Właściciele Domowego Sanatorium nadal chętnie jeżdżą na targi, chociaż, jak mówią, swoje główne marki już wybrali. Ale zawsze może się trafić kolejny złoty produkt.

– Lubimy podróżować po świecie, chętnie jeździmy na targi, gdzie wystawiane są produkty premierowe, innowacje, sprzęt nagradzany… IFA to targi technologiczne, ekspozycja osiągnięć w dziedzinie elektroniki użytkowej; impreza organizowana cyklicznie od 1926 r. Od wielu lat praktycznie nie opuściliśmy żadnej edycji. W 2021 r. się nie odbyły, ale już wracają, więc tradycyjnie, z dużym zaciekawieniem, wybierzemy się we wrześniu do Berlina.

Idea działania firmy

– Określamy się jako ogólnopolski dystrybutor sprzętu najwyższej jakości. Obecnie mamy pod opieką trzy marki. Są to: wspomniany Kuvings – koreański producent wyciskarek do soków, LotusGrill – niemiecka marka oferująca jedyne na świecie bezdymne grille na węgiel, oraz Blendtec, amerykański wytwórca najlepszych blenderów – wymienia Jarosław Zimnoch.

– Chociaż to my jesteśmy bezpośrednimi i wyłącznymi importerami powyższych marek, to sprzedażą detaliczną już w 80 proc. zajmują się nasi partnerzy handlowi. Portfolio jest bardzo szerokie, od niedużych, aczkolwiek mocno zaangażowanych, pasjonatów tematu, aż po największe sieci handlowe. Jesteśmy otwarci i z każdym próbujemy stworzyć indywidualny, szyty na miarę, model współpracy.

Jako dystrybutorzy bardzo szeroko postrzegamy naszą rolę. To my odpowiadamy najpierw za to, aby produkt stał się rozpoznawalny i lubiany. Rozsądnie budujemy sieć dystrybucji, aby był też łatwo dostępny, każdemu kupującemu zapewniamy niemalże osobiście, odpowiednią opiekę. Można powiedzieć, że dział consumer care to nasze oczko w głowie. Sprzęt, który sprzedajemy, ma nawet 10 lat gwarancji, co oznacza, że pierwsze wyciskarki sprzedane w 2012 r. mają jeszcze zapewnioną obsługę serwisową. Ogólnie pod opieką mamy już przeszło 150 tys. produktów. A jak się wywiązujemy z zadania, to pokazuje ocena klientów – na Ceneo notujemy wynik powyżej 4,9 na pięć możliwych gwiazdek. To nas cieszy, ale i motywuje.

Żeby nie stracić bezpośredniego kontaktu z klientem, sami również chętnie jeździmy na targi i wystawy. Pokazując sprzęt, w bezpośredni sposób możemy z łatwością dowieść jego wartości, zbieramy również bardzo cenne wskazówki z rynku, pomagające w dalszym rozwoju.

Oczywiście w dzisiejszym biznesie, a już szczególnie w czasach covidu, niebagatelną rolę odgrywają elektroniczne kanały komunikacji. YouTube, Instagram, a od niedawna TikTok, nadają nowy wymiar marketingowi firmy, a sklep internetowy ZdroweiMarkowe.pl jest nie tylko miejscem, gdzie można ten marketing monetyzować, ale również kolejnym poligonem doświadczalnym firmy.

– Jesteśmy bardzo przywiązani do relacji. Z klientem wiążemy się gwarancją na długie lata, ale i z naszymi zagranicznymi dostawcami wychodzimy poza prosty układ kupić i sprzedać. Rolę dystrybutora postrzegamy bardzo odpowiedzialnie, ale i szeroko. Organizujemy ogólnopolski rynek, przekazujemy informacje zwrotne, wpływamy na innowacyjność produktów, budujemy długookresową rozpoznawalność marek – tłumaczy.

– Równolegle coraz śmielej myślimy o rynkach ościennych, krajach, których nie stać na samodzielne spełnienie ilościowych wymagań producentów. Nie nazywałbym tego ekspansją zagraniczną, źle mi to brzmi. Nazwałbym to rozwojem sieci partnerskiej na kilka rynków, jak Czechy, Słowacja, Węgry, gdzie my jako Polska chcielibyśmy pełnić funkcję zaplecza logistycznego… To na razie pomysł, marzenie, ale wierzymy, że trzymając się strategii „First walk, then run”, powolutku zdobędziemy zaufanie, a wraz z nim nowych międzynarodowych odbiorców.

Co do polityki produktowej na szczęście nie musimy robić tu wielkich rewolucji. Nasi dotychczasowi dostawcy szykują ciekawe premiery, które otworzą całkiem nowe kategorie produktowe, a nam dostarczą dużo ciekawego zajęcia. Trzymamy rękę na pulsie i może uda się dołożyć kolejną ciekawą propozycję.

Patrząc przez pryzmat 16 lat działalności, prezes Zimnoch ocenia, że największym wrogiem biznesu jest nieprzewidywalność sytuacji, tych niezależnych, jak Covid, i tych stwarzanych przez człowieka, jak nagłe zmiany w prawie.

– Ale nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie próbowali z każdej cytryny wycisnąć lemoniady – podsumowuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane