„Pęknięcie chińskiej bańki wybawi świat z kłopotów”

Głębokie spowolnienie gospodarki Państwa Środka umożliwi krajom rozwiniętym wyjście z kryzysu, uważa Ruchir Sharma, znany u nas z wytypowania Polski na miejsce kolejnego cudu gospodarczego.

Inwestorzy niesłusznie obawiają się pogłębiającego się spowolnienia w Państwie Środka. Kłopoty chińskiego smoka to szansa na ozdrowienie tkwiących w kryzysie gospodarek zachodnich, twierdzi Ruchir Sharma, szef działu analiz rynków wschodzących w banku Morgan Stanley. Ten sam, który w książce „Breakout Nations” wytypował Polskę na miejsce kolejnego cudu gospodarczego.

- Nieunikniony koniec chińskiego boomu pozwolił na ujście powietrza z bańki surowcowej. Od szczytu sprzed dwóch lat najszerszy indeks towarowy stracił już 16 proc. – zauważa Ruchir Sharma w felietonie opublikowanym przez agencję Bloomberg.

Jak ocenia, to świetna wiadomość dla klasy średniej i mniej zamożnych sfer w krajach rozwiniętych, bo to w nie najbardziej uderzają wysokie ceny paliw i energii. Spadek cen surowców pozwoli w jego opinii na przerwanie tendencji spadających standardów życia ludności w krajach zachodnich. Skutkiem będzie wzrost siły nabywczej konsumentów w USA i innych krajach rozwiniętych, który powinien zrównoważyć negatywny wpływ, jaki na ich gospodarki będą miały oszczędności budżetowe.

- Do niedawna dominująca wizja rosnącego w nieskończoność popytu i spadającej podaży surowców ustąpiła miejsca zrozumieniu, że popyt na większość surowców jest płaski, a podaż rośnie w szybkim tempie – ocenia Ruchir Sharma.

Dobrym przykładem może być rynek ropy naftowej. Jak wyjaśnia specjalista, w gospodarkach dojrzałych popyt na czarne złoto utrzymuje się na stałym poziomie już od blisko dwóch dekad (to skutek oszczędności, wymuszonych przez wysokie ceny surowca). Teraz podobne podejście coraz chętniej przyjmują także rynki wschodzące. Tymczasem szybujące notowania towarów wywołały napływ kapitału i innowacji do branż związanych z surowcami. Efekt był taki, że tempo wzrostu inwestycji w tych sektorach sięgnęło w ostatniej dekadzie 600 proc. i było trzykrotnie wyższe niż przeciętna dynamika w pozostałych branżach. Jak podkreśla Ruchir Sharma, pęknięcie bańki, nadmuchanej przez ultra łagodną politykę Fedu i szukający łatwych zysków kapitał, było nieuniknione.

- Przez ostatnie 200 lat ceny surowców rosły gwałtownie przez jedną dekadę, by potem osuwać się przez dwie kolejne. Efekt jest taki, że po uwzględnieniu inflacji notowania większości z nich są wciąż na poziomie z 1800 r. Jeżeli ta tendencja się utrzyma, to oznacza, że właśnie wkraczamy w długi okres spadków cen surowców – konkluduje Ruchir Sharma.

Paradoksalnie, wolniejsze tempo wzrostu może być także błogosławieństwem dla samych Chin. W datowanym na piątek raporcie bank Citigroup określa wyhamowanie tamtejszej gospodarki mianem „zakamuflowanego błogosławieństwa”. Zdaniem specjalistów instytucji umożliwi ono dalsze prowadzenie łagodnej polityki przez bank Chin, wyhamowanie działań obliczonych na schładzanie koniunktury w branży nieruchomości oraz przyspieszenie reform gospodarczych.

- Kształt reform może zaowocować znaczącą zmianą wycen chińskich przedsiębiorstw – komentuje bank, zalecając inwestycje w tamtejsze spółki z sektorów deweloperskiego, transportowego, ochrony zdrowia oraz dóbr konsumenckich i ubezpieczeń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski, Bloomberg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy