Szyb. Winda. Drzwi się zamykają. Nie ma odwrotu. W maju na poziomie 170 metrów rusza jedyna w Europie kopalnia turystyczna. Guido w Zabrzu.
Kiedy książę Guido von Donnersmarck zakładał w połowie XIX w. kopalnię węgla kamiennego Guido w Zabrzu, nie mógł liczyć, że kiedyś stanie się ona pierwszą w Europie. Umówmy się, nikt przy zdrowych zmysłach na taki sukces liczyć nie mógł. Nie ta skala.
Lecz Guido będzie pierwsze. Za dwa miesiące w sercu czarnego Śląska, w przedwojennym Hindenburgu (po plebiscycie tylko część Zabrza była w Polsce), powstanie pierwsza kopalnia muzeum w Europie — z możliwością zwiedzania podziemnych wyrobisk. Skansen Górnictwa Podziemnego Guido.
Wyjątkowe miejsce
Małe rondo w Zabrzu-Makoszowach, dzielnicy górniczej. Jedziemy główną drogą z centrum. Szukamy odrestaurowanego szybu wylotowego kopalni (zakłady wydobywcze mają co najmniej dwa szyby — zjazdowy i wylotowy, wentylacyjny). W odremontowanym przeszklonym budynku obok szybu czeka na nas przyszły szef muzeum Eugeniusz Kentnowski, były dyrektor prawdziwej, czynnej kopalni Sośnica-Makoszowy.
— Jesteście w miejscu wyjątkowym. Nawet słynne muzeum w Bochum ma tylko płytkie podziemne korytarze utworzone na użytek zwiedzających. W Essen, reklamującym się jako miasto z zabytkową kopalnią do zwiedzania, nie można zrobić tego, co my za chwilę. Zjechać na dół — wita nas Kentnowski.
Wydaje się, że dyrektor Guido nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, do czego nas namawia.
— Duszno tam? — pytamy nieco zmieszani.
— Panowie, to tylko 170 metrów pod ziemię. Wilgotno raczej — uśmiecha się dyrektor.
Wilgotno, rzeczywiście. Na dole w Guido od maja każdy chętny będzie mógł, jak my, zobaczyć stajnie dla pracujących pod ziemią 100 lat temu koni. Miasto (to ono rozporządza muzeum) utworzy tam galerie sztuki. Będzie można też przespacerować się korytarzem górniczym. Popatrzeć na wyświetlane na monitorach filmy o pracy górników. Przepchnąć wózki na węgiel, wziąć kilof do ręki i wybić sobie trochę czarnego złota na pamiątkę. Pod ziemią i przy parkingu przed wejściem do skansenu staną maszyny i urządzenia kopalniane, na przykład pompy odwadniające szwajcarskiej firmy Sulzer czy wyprodukowany w zabrzańskiej Donnersmarckhütte kompresor z 1914 roku. Turystom udostępni się stanowisko szybowego, który obsługuje potężne koło zamachowe windy szybowej.
W maju Zabrze uruchomi poziom 170 (na którym byliśmy), w przyszłym roku dojdzie 320. Co tu zresztą dużo mówić, tylko wejście do szybu i przejażdżka windą w dół zaspokoi (zapewniamy) co mniej ciekawskich.
Dlaczego jeszcze warto
Oprócz poczucia adrenaliny do skansenu Guido wybrać się wypada także z innych przyczyn. Choćby dlatego, żeby poznać kawał historii przemysłu i otrzymać prostą biznesową przestrogę.
Nazwa kopalni pochodzi od imienia założyciela Guido Henckela von Donnersmarcka, właściciela posiadłości ziemskich i przemysłowych na Śląsku. Wymyślił, że wydobędzie z niej węgiel koksujący dla istniejącej obok koksowni. Początków historii kopalni należy szukać w okolicach 1855 roku, gdy rozpoczęto drążenie w Zabrzu nowego szybu Concordia (dziś Guido).
Od początku nie było Donnersmarckowi lekko z tą akurat kopalnią. Najpierw na głębokości 117 metrów robotnicy naruszyli żyłę wodną, przez co szyb został zatopiony. Arystokrata stracił sporo pieniędzy. Żeby uruchomić wydobycie węgla w Guido na skalę przemysłową, musiał zawiązać spółkę z Górnośląskim Towarzystwem Kolei Żelaznych we Wrocławiu. Pełne wydobycie w Guido ruszyło dopiero w 1872 roku. Do tego czasu teren został zagospodarowany, wzniesiono nową cechownię, dobudowano łaźnię. Poniewczasie okazało się, że Donnersmarck nie może w Guido wydobywać węgla koksującego, bo go tam nie ma, dlatego czym prędzej musiał sprzedać zakład (kupił go skarb pruski). Koniec końców prace wydobywcze w Guido prowadzono do 1904 roku.
Następnie szyb Guido stał się szybem pomocniczym dla kopalni Delbronck. W latach 60. w miejscu kopalni Guido powstała Kopalnia Doświadczalna Węgla Kamiennego M-300, gdzie testowano nowe maszyny i urządzenia wydobywcze.
Raz skansen już był
Gwoli ścisłości należy nadmienić, że na terenie kopalni Guido raz już był skansen górniczy — powstał w 1982 roku. Trasa prowadziła przez wyrobiska i korytarze na poziomie 320 metrów. W 1987 roku wyrobiska i budynki nadszybia Guido śląski konserwator zabytków wpisał do rejestru zabytków. Trzy lata później po pracach adaptacyjnych zabrzanie udostępnili zwiedzającym również zabytkowy poziom 170 metrów.
— Guido zamknięto dla ruchu turystycznego po odcięciu wyrobisk od wentylacji z kopalni Makoszowy. Poziom 320 został częściowo zasypany, bo brakowało pieniędzy na jego utrzymanie. Plany ponownego uruchomienia muzeum pojawiły się około 2000 roku. Trwa to wszystko tak długo, bo chcemy stworzyć obiekt na miarę XXI wieku. A do tego trzeba uregulować kilka kwestii — mówi Eugeniusz Kentnowski.
Górnicy Kompanii Węglowej doprowadzili do stanu używalności maszynę wyciągową szybu kolejowego i wykonali oświetlenie na poziomie 320 metrów. Skansen musiał też mieć własny prąd, a nie „wisieć” na jednej linii z innymi zakładami. Ponadto kopalnia Sośnica-Makoszowy (zabrzanie śmieją się, że w niegdyś górniczym mieście pozostało ledwie pół czynnej kopalni — Sośnica jest z Gliwic) musi przekazać Guido miastu. Stanie się to 1 kwietnia 2007.
— W tym roku podziałamy jeszcze trochę na pół gwizdka. Na początek wycieczki z okolicznych szkół zapełnią nam grafik. Ale od przyszłego roku, gdy uruchomimy poziom 320 — rozmarza się dyrektor i podchodzi do planów powieszonych na ścianie.
Oprócz realistycznie odrestaurowanej części górniczej — z prawdziwymi maszynami, aktorami odgrywającymi górników i nagranymi podziemnymi odgłosami (na przykład piskiem szczurów i trzeszczeniem stropów) pod ziemią odbywać się będą koncerty i spektakle. Zabrzanie przewidują także stworzenie części handlowo-usługowej ze sklepami, restauracjami i pubami.
— Tutaj — pokazuje dyrektor na planie — urządzimy podziemną restaurację. Jesteśmy już nawet po słowie z Żywcem, który dostarczy piwo — wyjawia dyrektor Kentnowski i nieco się rumieni.
Niepotrzebnie. Mówiąc po śląsku, mało trocha ta gruba. Pieronym za to staro, artstokraczno i bez to gryfnie sam fest. (Mała trochę ta kopalnia. Pierońsko za to stara, arystokratyczna i dlatego bardzo tu ładnie). A, że piwo… Nic w tym złego. Tak się w końcu zdobywa uznanie na Śląsku. n
Baron biznesman i filantrop
Guido Henckel von Donnersmarck (1830-1916), założyciel kopalni Guido, baron i hrabia cesarstwa, potem pruski książę, tytularny pan Tarnowskich Gór i wolny pan stanowy Bytomia, był najbardziej znanym śląskim przemysłowcem końca XIX i początku XX wieku. Tuż przed I wojną światową jego fortunę szacowano na ponad ćwierć miliarda marek. Miał m.in. hutę w Zabrzu, kopalnie w Chropaczowie (dzisiejsze Świętochłowice) w Bytomiu i w Piekarach oraz hutę cynku w Chwałowicach. Inwestował też w Zagłębiu Ruhry. Założył pierwszą na Śląsku spółkę akcyjną Śląskie Kopalnie i Cynkownie. Przeznaczył 2,5 mln marek na fundację (istnieje do dziś jako Fürst Donnersmarck-Stiftung) dla wsparcia edukacji swych urzędników i pracowników oraz ich dzieci.
Wielki kompleks
Skansen Guido w 51 proc. sfinansuje Zabrze, a w 49 proc. województwo śląskie. Roczny koszt jego działalności to ponad 1,4 mln zł. Wraz z innymi miejscowymi zabytkami — skansenem Królowa Luiza i Główną Kluczową Sztolnią Dziedziczną — stworzą spójny kompleks turystyczny, ważny punkt śląskiego Szlaku Zabytków Techniki.
Guido kosztuje
15,5
mln zł Tyle pieniędzy z budżetu państwa pochłonęło przygotowanie skansenu Guido.
Familoków czar
Rozbudowane w latach 1865-1889 najstarsze osiedle robotnicze na Śląsku w Zabrzu-Biskupicach założył berliński przemysłowiec August Borsig. Kolonię tworzą identyczne dwu- i trzykondygnacyjne ceglane budynki o skromnej dekoracji w uporządkowanym układzie. Domy nie miały kanalizacji, lecz wspólny wodociąg na półpiętrze klatki schodowej. Przeciętne mieszkanie składało się z kuchni i pokoju, czasami spiżarni zwanej komorą i liczyło około 35 mkw. Średnio zajmowało je od 6 do 8 osób. Wspólne ubikacje (śl. haziel) dla mieszkańców jednej klatki schodowej stały na podwórzu, tak samo jak komórki przypisane do każdego mieszkania (śl. hlywiki). Mieszkańcy dla upiększenia budynków malowali na czerwono futryny okien i parapety.
