Polacy budują kryptogiełdę, jakiej jeszcze nie było

opublikowano: 09-11-2021, 11:58

Wynagrodzenie za zlecenie i model Blacka-Scholesa mają być gwarantem sukcesu autorskiej platformy Tomasza Piwońskiego, który rusza z ofertą publiczną. W pomysł uwierzył Rafał Zaorski, a w przyszłości być może zrobi to Millennials VC.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • czym zdecentralizowana giełda Polaków wyróżni się na prężnie rosnącym rynku i co o nim sądzą eksperci
  • ile będzie kosztować realizacja konceptu i ile pieniędzy spółka Dark Pool One potrzebuje pozyskać w ramach crowdfundingu udziałowego
  • od czego uzależnia inwestycję w kryptogiełdę Millennials VC
  • co może giełdzie pokrzyżować plany

Kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije. Apetyt na bąbelki dopisuje grupie wolnorynkowców znad Wisły, którzy budują zdecentralizowaną giełdę krytpowalut, czyli taką, którą zarządza społeczność, a nie firma, oraz opartą na inteligentnych kontraktach. Graczy jak magnes ma przyciągać do platformy wynagrodzenie, które dostaną w zamian za wystawione zlecenie. Tego w inwestycjach jeszcze było. Giełda idzie o zakład, że zarobi krocie.

— Na pierwszy rzut oka może to wyglądać dziwnie. Proszę jednak sobie wyobrazić biuro nieruchomości, do którego przychodzi właściciel kawalerki i chce ją sprzedać za 550 tys. zł, a cena rynkowa wynosi 500 tys. zł. Agencja działa w takim modelu, że od ręki daje klientowi 50 tys. zł za prawo do wyłączności przez pół roku. Jeśli uda się sprzedać mieszkanie np. za 670 tys., to cała nadwyżka jest dla giełdy. Trudność polega na oszacowaniu, ile zapłacić za takie zlecenie właścicielowi mieszkania, żeby w długim terminie zarabiać — tłumaczy mechanizm Tomasz Piwoński, prezes software house’u Dark Pool One i główny architekt konceptu.

Rzeźbienie w blockchainie:
Rzeźbienie w blockchainie:
Dopóki wahania kursowe kryptowalut są duże, dopóty Tomaszowi Piwońskiemu opłaca się pracować nad giełdą nowej generacji. To priorytetowy projekt, ale nie jedyny, jaki chce stworzyć w ramach spółki Dark Pool One, którą kieruje.
Marek Wiśniewski

Długoterminowy sukces ma zapewnić giełdzie model matematyczny Blacka-Scholesa, który służy do wyceny instrumentów pochodnych. Walutą rozliczeniową będzie token projektowy (czyli autorski coin) o nazwie DPX — inwestor będzie mógł go sprzedać od ręki albo trzymać, licząc na to, że jego wartość wzrośnie.

Od słowa do czynu wielka droga

Dark Pool One kojarzy się pejoratywnie, dlatego flagowy projekt spółki, który na razie jest w powijakach, ma się nazywać się Bright One. W koncept uwierzył m.in. fundusz hedgingowy Solution One, którym zarządzają Tomasz Piwoński (o nim więcej w dalszej części tekstu) oraz Rafał Zaorski. Celebryta polskiej sceny spekulacyjnej odpowiadając na pytanie „PB”, dlaczego zainwestował około 400 tys. zł w projekt, stwierdził, że gdy giełda wystartuje, to ustawi się do niej długa kolejka chętnych, a on sporo na tym zarobi.

Na realizację kapitałochłonnego konceptu (głównie ze względu na wynagrodzenia deweloperów) spółce wciąż brakuje dużo pieniędzy. 9 listopada software house wystartował z crowdfundingiem udziałowym, w ramach którego chce pozyskać około 4,5 mln zł. Przeprowadzi go na własną rękę, bo jak stwierdził Tomasz Piwoński w rozmowie z „PB”, nie udało się dogadać z platformami specjalizującymi się w tej formie pozyskiwania kapitału.

Czy to konieczne? Dlaczego nie finansuje pan tego projektu samodzielnie — pytamy głównego architekta.

— Stworzenie giełdy i wypromowanie jej będzie kosztować 6-7 mln zł. Fundusz Solution One ma pod zarządzaniem około 60 mln zł. Nie byłbym rozsądny, gdybym zainwestował ponad 10 proc. aktywów w jeden projekt — odpowiada zarządzający funduszem Tomasz Piwoński.

Inwestor rozmawiał z funduszem Millennials VC, który na tym etapie odmówił dokapitalizowania spółki, co nie oznacza, że nie zrobi tego w przyszłości (patrz 3 pytania do Bartosza Mazurka).

Docelowo Dark Pool One ma stać się fabryką start-upów, czyli czymś na wzór venture builders. Plany Tomasza Piwońskiego sięgają znacznie dalej — myśli o wprowadzeniu swojego software house'u na giełdę papierów wartościowych. Uważa, że spółki technologiczne, które działają w branży krypto, będą odnosić takie sukcesy jak firmy gamingowe.

Pożyjemy, zobaczymy

Z konceptem giełdy płacącej graczom za zlecenia Tomasz Piwoński chodzi po rynku, szukając partnera od mniej więcej dwóch lat. Pierwotnie chciał dogadać się z już działającą kryptogiełdą centralnie sterowaną, ale z różnych powodów, głównie nadmiaru pracy w takiej spółce, celu nie udało się osiągnąć. Był bliski dobicia targu z Bitmarketem, ten jednak upadł.

— Początkowo chciałem zrealizować go we współpracy z klasyczną giełdą kryptowalut, ale z różnych powodów się to nie udało. W międzyczasie wyrósł rynek finansów zdecentralizowanych, który daje zupełnie nowe możliwości technologiczne. Zdecydowaliśmy się zbudować giełdę — mówi Tomasz Piwoński.

Nie ma wątpliwości, że biznes będzie zyskowny. Dodaje, że najgorsze, co może się przytrafić giełdzie, to mała zmienność na rynku krypto. Nad konceptem wisi też inne ryzyko — prawne. Obecnie rynek finansów zdecentralizowanych — który święci triumfy, a kapitalizacja idzie setki miliardów dolarów — nie jest regulowany, bo legislatorzy nie mają pomysłu, jak podejść do tematu (opinia eksperta w ramce), natomiast scentralizowanym giełdom coraz mocniej dokręca się śrubę, o czym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu.

Gospodarczy patriota

Chłodne nastawienie polskiego regulatora do kryptowalut nie powstrzymuje Tomasza Piwońskiego przed rozwijaniem technologicznej spółki w kraju. Na pytanie, dlaczego nie pójdzie śladem innych kryptobiznesów, które wyemigrowały do Estonii lub Szwajcarii w poszukiwaniu świętego spokoju, odpowiada, że „nie chce udawać, że prowadzi firmę za granicą, podczas gdy wszyscy pracują w Polsce”.

Strategia dzieli się na okres inkubacji i dojrzewania giełdy. Gdy platforma będzie gotowa (deadline oddania podstawowej wersji wyznaczony jest na marzec 2022 r.), Dark Pool One przekaże ją pod opiekę zagranicznego partnera. Tomasz Piwoński zapewnia, że software house podpisał list intencyjny z firmą z Francji. Na tym etapie nie ujawnia jej nazwy — ponoć kierują nią: Amerykanin, Polak i Koreańczyk. Partner zagraniczny ma zadbać m.in. o kwestie marketingowe, w tym głównie o współpracę z influencerami o globalnym zasięgu. Jeśli uda się dobić targu, to zagraniczna spółka zwróci polskiej spółce połowę kosztów budowy giełdy. Ponadto Dark Pool One będzie partycypował w przychodach giełdy jako dostawca usług serwisowych.

Szósty zmysł

Tomasz Piwoński nie zawsze sympatyzował z kryptowalutami, ale jak twierdzi — „tylko krowa nie zmienia zdania”.

— Zmieniłem nastawienie po pierwszej pękniętej bańce, gdy rynek kryptowalut zaczął się podnosić. Żeby była jasność: dla mnie kryptowaluta nie ma klarownej wartości fundamentalnej, mają ją natomiast zdecentralizowane finanse oraz giełdy, bo dają zupełnie nowe możliwości. Co ważne — nikt tym nie steruje ręcznie, wszystko jest zautomatyzowane i transparentne, a przy tym bezpieczniejsze pod kątem możliwych oszustw niż klasyczne finanse. Z drugiej strony takie projekty są bardziej narażone na cyberataki, dlatego ogromną uwagę przywiązujemy do jakości zespołu IT, stąd m.in. wysokie koszty projektu — przekonuje szef spółki Dark Pool Ona.

Tomasz Piwoński zaczynał siedem lat temu na rynku ojczystym. We współpracy z Saturn TFI (nie było go stać na własną licencję) powołał do życia autorski fundusz o nazwie Solution One FIZ, odwołujący się do koncepcji funduszy hedgingowych. W porę wyczuł problemy „getbackowe,” przez które ponad dwa lata temu Saturn TFI stracił licencję, i wyemigrował na Zachód razem z aktywami części klientów. W Holandii zaczął rozkręcać fundusz od nowa ― początkowo opierając się na pożyczonej licencji, ale obecnie może pochwalić się własną.

Opowiadając historię sukcesu w ubiegłorocznym czerwcowym wydaniu magazynu „Forbes”, zarządzający Solution One chwalił się osiągnięciami, jednocześnie uchylając rąbka strategii inwestycyjnej, która jest... miksem narzędzi dających zarobić tu i teraz.

3 pytania do Bartosza Mazurka, członka rady nadzorczej Millennials Venture Capital

Gorliwe umysły

Dlaczego według pana to perspektywiczny projekt?

Giełda chce zaistnieć na rynku DeFi, którego kapitalizacja w II kw. 2020 r. wynosiła 3 mld USD, a 18 miesięcy później — na koniec III kw. 2021 przekroczyła 200 mld USD. W III kw. 2021 r. kapitalizacja rynku kryptowalut przekroczyła 2 bln USD, a liczba użytkowników rynku krypto na całym świecie 330 mln. Te wartości są niewielkie w porównaniu z klasycznym rynkiem finansowym, jednak napływ kapitału na rynek kryptoaktywów oraz rosnąca liczba użytkowników, a przede wszystkim rosnące zaangażowanie tradycyjnych instytucji finansowych w ten rynek nie pozwalają przejść obojętnie obok takiego projektu.

Jeżeli miałbym zainwestować pieniądze w giełdę kryptowalut, to zdecydowanie wybrałbym giełdę zdecentralizowaną. Giełdy zdecentralizowane nie wymagają̨ zaufania do centralnej organizacji, bo większość kluczowych dla giełdy funkcji jest zapisana w postaci otwartego dla wszystkich kodu. Giełdy te nie przechowują̨ środków użytkowników, a transakcja jest wykonywana za pomocą smartkontraktów, bezpośrednio z poziomu ich zewnętrznych portfeli kryptowalutowych, takich jak MetaMask czy TrustWallet. To zabezpiecza użytkowników przed kradzieżą ich oszczędności, o czym słyszeliśmy niejednokrotnie.

Na jakim etapie fundusz Millennials byłby w stanie zainwestować w projekt Dark Pool One?

Millennials Venture Capital inwestuje w spółki na etapie MVP [z ang. minimum viable product — red.], czyli w momencie, gdy spółka wkracza w etap szybkiego wzrostu. W związku z tym zarząd funduszu wyraził zgodę na zainteresowanie spółką [Dark Pool One — red.], ale na późniejszym etapie jej rozwoju, gdy giełda będzie miała pierwszych globalnych użytkowników i co najmniej dziesięć topowych kryptowalut w obrocie.

Jakie ryzyko dostrzega pan w tym przedsięwzięciu?

Największym ryzykiem giełd kryptowalutowych, a zarazem największym ich wyzwaniem jest kształtowanie się regulacji prawnych rynku kryptoaktywów na arenie międzynarodowej. Wprowadzane regulacje mogą zaskoczyć wiele projektów w trakcie ich tworzenia, np. pod względem wymogów w zakresie wprowadzania procedur KYC [z ang. know your customer -red.], AML [anti money laundering — red.] i wymóc na nich zupełnie nowe, nieprzewidziane wcześniej wymogi regulacyjne, a tym samym wydłużyć realizację projektu oraz wymogi kapitałowe na uruchomienie usługi zgodnej z prawem. Kolejne ryzyko, a zarazem wyzwanie to zgromadzenie odpowiedniej liczby użytkowników z całego świata. Model biznesowy Dark Pool One jest bardzo specjalistyczny, niszowy i skierowany do zaawansowanych użytkowników. Przypominają mi się początki firmy XTB, która 15 lat temu była najbardziej specjalistyczną platformą tradingową w Polsce z ambicjami podbicia Europy i świata. Z perspektywy czasu mogę dziś powiedzieć, że mimo niszowego jak na tamte czasy klienta docelowego firma osiągnęła sukces. Trzymam kciuki za zespół Dark Pool One. Życzę im, żeby stali się takim drugim XTB na rynku krypto.

Okiem eksperta
Wolnoamerykanka
Aleksandra Kopeć
prawniczka specjalizująca się w prawie rynków kapitałowych, właścicielka kancelarii FinLegalTech

W przypadku giełd zdecentralizowanych dużym wyzwaniem jest ich kwalifikacja prawna i ustalenie przepisów dotyczących ich działalności. Trudność polega m.in. na ustaleniu podmiotu, który stworzył taką giełdę. Na świecie nie wypracowano jeszcze żadnej uniwersalnej praktyki w zakresie regulowania zdecentralizowanych finansów. Ten obszar rynku został de facto pominięty w unijnym rozporządzeniu MiCA [market in cryptoasset — red.]. Problemu nie potrafią rozwiązać też legislatorzy krajowi.

Giełd zdecentralizowanych pojawia się w ostatnim czasie coraz więcej. Od strony technicznej są one mniej narażone na cyberataki niż scentralizowane, wyeliminowane jest też ryzyko błędu ludzkiego w zarządzaniu. Nie można jednak wykluczyć sytuacji, w której użytkownik platformy z jakiegoś powodu poniesie szkodę. Pojawią się wówczas pytania, co zrobić w takiej sytuacji, skoro nie da się giełdy powiązać z konkretnymi osobami, kogo pociągnąć do odpowiedzialności, do kogo zwrócić się z roszczeniem? Na te pytania trudno dziś dać jednoznaczną odpowiedź.

Giełd zdecentralizowanych nie obowiązują przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i konieczności weryfikacji użytkowników, w związku z czym widzę tutaj ogromne pole do nadużyć — np. rynek mierzy się z oszustami, którzy emitują token, zbierają pieniądze i znikają z nimi bez śladu.

3 pytania do Roberta Wojciechowskiego, prezesa Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii (IGBiNT)

Giełdy nowej generacji

Czym różnią się DEX-y od CEX-ów?

Upraszczając — CEX-y [giełdy scentralizowane — red.] to firmy, a DEX-y [giełdy zdecentralizowane — red.] to coś na wzór wirtualnego bazaru. Giełdą zarządza społeczność. Wachlarz usług w obu przypadkach jest podobny: od handlu coinami po tworzenie tokenów projektowych i zbieranie kapitału na jego realizację. DEX-y są tańsze z perspektywy klientów, przez co bardziej przystępne dla startujących projektów bez zaplecza finansowego. CEX-y bardziej nadają się dla dojrzałych coinów jako rynek wtórny. Na obu tych rynkach rządzą psychologia i emocje. Pod tym względem rynki nie różnią się od klasycznych regulowanych giełd, gdzie handluje się papierami wartościowymi.

Na DEX-ie emitent tokenów musi zapewnić płynność. W przeciwnym razie projektowy coin, napompowany przez duży popyt, nie będzie miał realnego pokrycia w wycenie i de facto będzie bezwartościowy. Za przykład może posłużyć kryptowaluta inspirowana serialem „Squid Game”. Gdy jej wartość mocno wzrosła napędzana ogromnym popytem i popularnością filmu, twórca coina wypłacił z giełdy pieniądze, za które ludzie kupili coina. Wówczas jego wartość drastycznie spadła.

Jakie są najczęstsze nadużycia na DEX-ach?

Oszuści, którzy tworzą własny token i go parują z popularnymi kryptowalutami. Następnie użytkownicy giełdy bez zagłębienia się w projekt wymieniają swoje kryptowaluty na taki token, a scammer w momencie gdy na jego koncie uzbiera się satysfakcjonująca pula środków, znika, zostawiając inwestorów z nic niewartym coinem. Dlatego warto znać projekt, w który inwestuje się pieniądze, a nie ulegać owczemu pędowi.

Kto korzysta z DEX-ów?

Na DEX-ach są inwestorzy instytucjonalni i indywidualni, ale przede wszystkim twórcy tokenów projektowych, którzy zaczynają od pozyskania kapitału w ramach Initial DEX Offering (IDO), czyli czegoś na wzór oferty publicznej. Kapitalizacja rynku DeFi osiąga obecnie rekordowe wyceny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane