Jest to doskonała okazja i szansa dla polskich przedsiębiorstw, aby wyraźnie zaznaczyć swoją obecność w skali globalnej. Wiedza dotycząca innych rynków staje się więc „must be” dla coraz większej rzeszy firm działających w sieci.
E-commerce południowych sąsiadów Polski — Czechów i Słowaków — cechuje się podobnymi atrybutami. Ale co interesujące, i być może zaskakujące, widoczne są wyraźne różnice w stopniu penetracji rynku przez handel internetowy. Jeśli w Czechach tylko 52,7 proc. internautów kupuje w sieci, to w Polsce jest ich już 59,9 proc. Słowacja pod tym względem wygląda zdecydowanie lepiej — 71,4 proc. użytkowników internetu korzysta z oferty e-sklepów.
Kraje bałtyckie również mogą stanowić interesujący kierunek rozwoju dla polskich e-firm. W przypadku Litwy penetracja rynku jest na dobrym poziomie 66,7 proc. Na Łotwie wskaźnik ten wynosi tylko 51,2 proc., a w Estonii 57,4 proc. Ostatnia liczba może zaskakiwać, ze względu na powszechną opinię o pełnej cyfryzacji estońskiego społeczeństwa. To przede wszystkim osoby młode w krajach bałtyckich odpowiadają za rozwój e-handlu. Jest to zdecydowanie wyraźniejsze niż w Polsce czy Czechach.
Patrząc na rynki zachodnie, każdy polski właściciel e-sklepu w pierwszej kolejności powinien rozważyć ekspansję na rynek niemiecki i Wyspy Brytyjskie. Niemcy są oczywiście naturalnym wyborem. Jest to drugi największy europejski rynek e-commerce, dający możliwość rozwoju praktycznie na każdym polu, w każdej kategorii produktowej — aż 73,2 proc. niemieckich internautów robi regularne zakupy przez internet. Natomiast Wielka Brytania to dobry wybór ze względu na współczesne migracje i wynikające z tego powiązania społeczno-ekonomiczne. Jest to zdecydowanie największy rynek pod względem penetracji (80,5 proc.) i wielkości obrotów. Swoistą ciekawostką dotyczącą rynku brytyjskiego jest fakt, że wśród e-konsumentów dominują kobiety. Przykładowo, w kategorii wiekowej 25-35 regularne zakupy przez internet robi 4,4 mln mężczyzn, w przypadku kobiet jest to 7 mln.
Po polskiej akcesji do UE nasz kraj często był porównywany do Hiszpanii. Działo się tak ze względu na podobną liczbę populacji czy wielkość terytorium. Porównania te dotyczyły głównie skali pozyskiwania i efektywności wykorzystywania funduszy europejskich oraz rozwoju gospodarczego w skali makro. E-commerce również pokazuje podobieństwo tych dwóch rynków. Penetracja jest na podobnym poziomie — 57 proc. w Hiszpanii i 59,9 proc. w Polsce. Konsumenci obydwu krajów szukają w sieci również tych samych rodzajów produktów. Różnica jest jedna — wartość rynku hiszpańskiego jest około dwukrotnie wyższa niż polskiego.