Polski projekt Manhattan to czysta mrzonka

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-02-17 17:48

Dotychczas niewyobrażalne było i takie wciąż pozostaje objęcie przez Nuclear Sharing któregokolwiek państwa NATO z dawnego Układu Warszawskiego.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Tydzień przed czwartą rocznicą napaści Rosji na Ukrainę nie widać żadnej perspektywy chociażby rozejmu, krwawa wojna trwa codziennie, zaś kwestie terytorialne pozostają twardą kością niezgody. Od skali ludzkich tragedii szokująco odstaje bardzo niska efektywność mnożących się najróżniejszych pokojowych konferencji, szczytów, negocjacji, komisji, rad, forów etc.

Z polskiego punktu widzenia tylko we wtorek, 17 lutego, odnotowaliśmy kilka istotnych wieści z obszaru szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Przede wszystkim wyjaśniło się, że 19 lutego w Waszyngtonie na widowni tzw. Board of Peace (BoP) zasiądzie na szczęście nie Karol Nawrocki, lecz jedynie prezydencki urzędnik Marcin Przydacz, w strukturze KPRP szef biura polityki międzynarodowej. W Brukseli natomiast legislacyjna Rada UE zatwierdziła grupie obejmującej Polskę oraz siedem innych państw pieniądze na program SAFE (Security Action for Europe). Było to już postawienie kropki nad i, ale proceduralnie oczywiście ważne. W Polsce zaś gościła delegacja Komisji Bezpieczeństwa i Obrony (SEDE) Parlamentu Europejskiego (PE), która poza rozmowami w MON i Sejmie odwiedziła również brygadę pancerną w Warszawie Wesołej oraz zakłady przemysłu obronnego Łucznik w Radomiu i Mesko w Skarżysku-Kamiennej. Przyjrzenie się z bliska przez europosłów spoza Polski, na co w państwie wschodniej flanki UE i zarazem NATO pójdą pieniądze z SAFE ma znaczenie bardzo praktyczne. W przyspieszonej procedurze uchwalania tego obronnego programu PE został pominięty, zatem raport delegacji powinien obniżyć trwający tam do tej pory instytucjonalny stres.

Najbardziej zdumiewającym głosem tygodnia pozostaje jednak wypowiedź Karola Nawrockiego. Przytaczam konkretne słowa prezydenta z niedzielnego wywiadu telewizyjnego: „Jestem wielkim zwolennikiem tego, aby Polska oczywiście przystąpiła do projektu jądrowego. Droga do polskiego potencjału jądrowego, oczywiście z szacunkiem dla wszystkich regulacji międzynarodowych, jest drogą, którą powinniśmy iść. Trzeba działać w tym kierunku, abyśmy mogli rozpocząć prace. Dla mnie zbudowanie bezpieczeństwa Polski, nawet w oparciu o potencjał atomowy, jest kierunkiem który popieram”. To przekroczenie czerwonej linii, które nigdy nie zdarzyło się Andrzejowi Dudzie. Poprzedni prezydent kilka razy rzucał w przestrzeń jedynie postulat objęcia również Polski amerykańskim parasolem tzw. rozszerzonego odstraszania.

Chodzi o tzw. NATO Nuclear Sharing, czyli udostępnianie taktycznej broni jądrowej niektórym państwom. Kraje uczestniczące przeprowadzają konsultacje i podejmują wspólne decyzje w sprawie polityki nuklearnej oraz utrzymania i wyposażenia niezbędnego do użycia broni, w tym samolotów zdolnych do przenoszenia głowic. Przechowywane są one na ich terytorium, jednak prawnie właścicielem pozostaje oczywiście armia USA. Obecnie amerykańskie głowice, w łącznej liczbie ponad 100, rozmieszczone są w Niemczech (tylko w części zachodniej), Belgii, Holandii i Włoszech, a także na wysuniętej flance w Turcji. Do 2001 r. uczestnikiem programu była również Grecja. Poza tym jedynym przypadkiem wycofania się mapa programu nie zmieniła się od siedmiu dekad. Dotychczas niewyobrażalne było i takie wciąż pozostaje objęcie przez Nuclear Sharing któregokolwiek państwa NATO z dawnego Układu Warszawskiego. Jedyną teoretyczną możliwością dla Polski wydaje się bardzo hipotetyczna dyslokacja amerykańskiej taktycznej atomówki z zachodnich Niemiec. Taka idea kiedyś kiełkowała, ale w obecnej sytuacji rząd Niemiec już ją wyklucza. Notabene przesunięcie realnych amerykańskich głowic z okolic Renu nad Wisłę mogłoby być dla Kremla realnym pretekstem do rozpętania konfliktu nuklearnego.

NATO Nuclear Sharing nie tylko w Rosji, ale także w Chinach oceniany jest jako łamanie traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Zawarty w 1968 r. ratyfikowany został przez 189 państw, czyli prawie całą ONZ. Odmówili ratyfikacji ci, którzy wzbogacili się o broń jądrową – Indie, Pakistan, Izrael, zaś Korea Północna wypowiedziała. Idea Karola Nawrockiego na całe szczęście dla Polski i świata ma zerową możliwość przełożenia na jakiekolwiek działania. Wspomniany w tytule projekt Manhattan, czyli utajnione stworzenie przez USA bomby atomowej w Los Alamos, prezydent może co najwyżej nostalgicznie przypomnieć sobie na filmie „Oppenheimer”.

Możesz zainteresować się również: