Polskie awanse w brzuchu potwora

Małgorzata Mierżyńska
opublikowano: 29-01-2007, 00:00

Przyjezdny pyta w Warszawie napotkanego miejscowego: Jak się dostać do opery? Miejscowy na to: Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.

awans w globalu? Egzemplarze świeże, odważne, w Polsce występują rzadko

Przyjezdny pyta w Warszawie napotkanego miejscowego: Jak się dostać do opery? Miejscowy na to: Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.

Czy to także odpowiedź na pytanie: „Jak awansować w międzynarodowej korporacji”? Zdaniem Marka Żołędziowskiego, CEO Saatchi & Saatchi na Europę Środkową i Wschodnią, tajemnica tkwi przede wszystkim w ciężkiej pracy i odrobinie szczęścia.

Gdyby tak było w istocie, w organach zarządczych międzynarodowych sieci reklamowych byłoby chyba więcej Polaków. Firmy te bowiem pojawiły się nad Wisłą w początkach lat 90. i po expatach, którzy wówczas im szefowali, nie ma już śladu. Biurami największych sieciowych firm reklamowych w Warszawie kierują dziś lokalni fachowcy. Wielu z nich trudno odmówić talentu i starań, jakie wkładają w pracę. A jednak ich kariery zazwyczaj zaczynają się i kończą tutaj.

O szczebel wyżej — do zarządów regionalnych reklamowych korporacji udało się dotychczas wspiąć tylko kilkorgu: Annie Lubowskiej z Mediaedge:cia, Tomaszowi Pawlikowskiemu z Publicisu, Dariuszowi Zatorskiemu z J. Walter Thompson i Markowi Żołędziowskiemu z Saatchi & Saatchi. Na absolutny światowy top dotarł tylko jeden — Jarosław Ziębiński z Leo Burnett, o którym piszemy obok. Czy menedżerów i dyrektorów kreatywnych polskiej reklamy nie kusi międzynarodowa kariera, czy też nie ma u nas talentów godnych zarządzać z centrali dziedzictwem Billa Bernbacha czy Davida Ogilvy?

— To często kwestia wyboru ścieżki kariery. Dla kobiety, szczególnie gdy ma małe dzieci, stanowisko wymagające częstego podróżowania bywa niewygodne — przekonuje Anna Lubowska, dyrektor zarządzający domu mediowego Mediaedge:cia na Polskę, Europę Środkowo-Wschodnią i kraje byłej Jugosławii.

Dariusz Zatorski, dyrektor kreatywny agencji reklamowej J. Walter Thompson na Europę Środkowo-Wschodnią, początkowo wzbraniał się przed taką funkcją, miał bowiem wrażenie, że polega ona głównie na przyczepieniu odpowiedniej tabliczki na drzwiach, a za tytułem nie idą rzeczywiste narzędzia, by nominalną władzę egzekwować.

Czyżby jedną z przyczyn rzadkich awansów polskich menedżerów reklamy był niedostatek tzw. miękkich umiejętności: elastyczności, zdolności adaptacyjnych, odporności na stres czy zdolności komunikacyjnych? A może brak umiejętności atrakcyjnego sprzedania swoich sukcesów? Moi rozmówcy niemal jednogłośnie podkreślają, że o ich awansie przesądziły wyłącznie osiągane wyniki. Eksperci nie owijają w bawełnę: o karierze na szczytach korporacji wyniki decydują tylko w połowie. Druga połowa to umiejętność ich sprzedania i wizerunek sprzedawcy.

Jest jednak i dobra wiadomość: doradcy personalni i head-hunterzy twierdzą, że polscy menedżerowie mają na świecie coraz lepsze notowania.

— Pracując na rynku, który gwałtownie rośnie i dojrzewa, musieli się szybko uczyć, a umiejętności nabywać w boju. Te doświadczenia przydają się również na poukładanych rynkach zachodnich, gdzie do ożywienia struktur trzeba niekonwencjonalnego myślenia i odwagi. Ludzi, którzy przez całe życie rozszerzyli rynek o 0,3 proc., na to nie stać — mówi Piotr Wielgomas, prezesfirmy doradztwa personalnego Bigram.

To brzmi bardzo optymistycznie. Gdy jednak pytam tych, którym się udało, kto jeszcze ich zdaniem spośród polskich menedżerów reklamy ma szanse, by dostać się na korporacyjne szczyty, lista ewentualnych kandydatów jest żałośnie krótka. Powtarzają się w zasadzie tylko dwa nazwiska. Ciekawe, czy w centrali DDB też je dostrzegą.

okiem ekspertów

Joanna Czarnocka-Tworzyńska

dyrektor zarządzający CTER Czarnocka-

-Tworzyńska Executive Recruitment

Wypluwanie narcyzów

Awans w korporacji nierozerwalnie wiąże się z asertywnością i sztuką zawierania kompromisów. Mężczyźni o skłonnościach narcystycznych, choć często przebojem wdzierają się do korporacji, na wyższych szczeblach są przez nie zwykle wypluwani. Zbyt mocno koncentrują się na realizacji własnych celów. Z każdej sytuacji pragną wyjść w roli zwycięzcy, nie zważając na to, jak czuje się druga strona.

Piotr Wielgomas

prezes firmy doradztwa personalnego Bigram

Inteligencja emocjonalna

W korporacjach liczy się elastyczność oraz zdolność akceptacji i adaptacji do innych kultur i warunków pracy. W cenie są też wysoka odporność na stres i inteligencja emocjonalna, objawiająca się zdolnościami komunikacyjnymi, umiejętnością zjednywania sobie ludzi i dobierania współpracowników. Charyzma pozwala zbudować autorytet. Wykształcenie jest ważne, ale chodzi tu raczej o mieszankę wykształcenia i doświadczenia.

Polskie kariery

Jarosław Ziębiński to niejedyny Polak, który przebija się na forum międzynarodowym w branży reklamowej. Oto krótkie wizytówki trzech innych osób.

Marek Żołędziowski33 lata. W

branży reklamowej od 1994 r. Od sześciu lat dyrektor zarządzający warszawskiego biura Saatchi & Saatchi, a od 2006 roku CEO grupy Saatchi & Saatchi Poland (agencja reklamowa Saatchi & Saatchi, agencja shopper marketingowa Saatchi & Saatchi). Od 2005 odpowiedzialny również za rozwój biznesu i poziom kreacji Saatchi & Saatchi w Czechach, Rumunii, Słowacji, na Węgrzech i w krajach bałtyckich. Od 2006 w europejskim zarządzie sieci. — Jest jedną z tych niezwykłych osób, które stale udowadniają, że dla Saatchi & Saatchi nie ma rzeczy niemożliwych — mówi o nim Richard Hytner, CEO i prezes Saatchi & Saatchi Europe, Africa and Middle East.

Anna LubowskaSocjolog. W

biznesie mediowym od 1991 roku. Zakładała działy mediów w agencjach reklamowych BBDO i J. Walter Thompson/Parintex. W 1998 przeszła organizować dział mediów w agencji Young & Rubicam. Rok później na jego bazie powstał należący do tej samej grupy dom mediowy The Media Edge, Lubowska została tam dyrektor zarządzającą, a po połączeniu z CIA Poland — objęła tę samą funkcję w Mediaedge:cia. Obecnie podlegają jej — oprócz Polski — kraje bałtyckie, Czechy, Węgry, Słowacja, Rumunia, Bułgaria oraz państwa dawnej Jugosławii. Raz ustawiwszy firmę, zaczyna się w niej nudzić. Lubi budować od podstaw i ma głód podróżowania. Dlatego wcale jej nie przeszkadza, że połowę swego zawodowego życia spędza za granicą.

Dariusz ZatorskiW 1993 roku zaczął pracę w Leo Burnett Warszawa. Trzy lata później został tam szefem działu kreacji. Po 12 latach zmienił firmę: został dyrektorem kreatywnym w sieci reklamowej J. Walter Thompson na Polskę i Europę Środkowo-Wschodnią. Odpowiada za standardy i kreatywny produkt w Polsce i regionie. Był pierwszym polskim dyrektorem kreatywnym teamu, który zdobył Canneńskiego Lwa — najwyższe trofeum w świecie reklamy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Mierżyńska

Polecane