Polskie mięso w chińskiej zupie

  • Wiktor Szczepaniak
10-01-2012, 00:00

Nasze firmy mięsne szykują się do wejścia na rynek chiński. Liczą na wiele, ale łatwo nie będzie.

Siedem zakładów z branży mięsnej, m.in. Sokołowa, Animeksu, Pini Polonia oraz Indykpolu, uzyskało w grudniu pozytywną rekomendację chińskich służb weterynaryjnych (CNCA), dzięki której wkrótce będą mogły rozpocząć bezpośredni eksport do Chin. Choć formalnie prawo do eksportu uzyskają dopiero po zarejestrowaniu na stronach internetowych służb chińskich (co ma nastąpić w najbliższych dniach), to już grzeją silniki i kreślą śmiałe plany ekspansji.

— Uzyskanie prawa do eksportu mięsa i jego przetworów na rynek chiński ułatwi nam prowadzenie interesów i wpłynie na poprawę wyników. Do tej pory nasze wyroby trafiały bowiem do Chin przez pośredników z Hongkongu lub Tajwanu. Teraz będziemy mogli robić to sami — cieszy się Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu.

Podkreśla, że zielone światło od Chińczyków umożliwi też jego firmie zbadanie tamtejszego rynku pod kątem popytu na różne wyroby.

— Od kilku miesięcy rozmawiamy już z chińskim inwestorem, który jest zainteresowany produkcją licencyjną jednego z naszych wyrobów w jego fabryce w Chinach. Co z tego wyjdzie — zobaczymy. Na pewno bezpośredni dostęp do rynku chińskiego nas uwiarygodni w oczach partnerów i pozwoli zbadać lokalny popyt. A trzeba pamiętać, że choć jest to wielki rynek, to także bardzo konserwatywny i mocno chroniony, nie tylko administracyjnie, ale także cenowo i kulturowo — mówi Piotr Kulikowski.

Na rynku chińskim powodzeniem cieszą się specyficzne towary, takie jak łapy gęsie lub kurze czy języki gęsie. U nas są one postrzegane jako nieatrakcyjne i są najczęściej utylizowane. Z kolei, cenione u nas elementy drobiowe, jak piersi z kurczaka, są tam dość tanie — kosztują tyle ile łapy. Po uzyskaniu bezpośredniego dostępu do rynku najludniejszego państwa świata sporo obiecuje sobie też grupa Sokołów, która do tej pory eksportowała produkty mięsne, m.in. do Singapuru i Hongkongu.

— Planujemy mocno wejść na rynek chiński, na którym jest duży popyt, m.in. na świńskie głowy, nogi i żołądki, choć ostatnio rośnie tam też konsumpcja elementów mięsnych, takich jak boczek czy szynka. To efekt wzrostu zamożności i postępującej europeizacji Chińczyków — mówi Bogusław Miszczuk, prezes Sokołowa.

Eksperci studzą emocje.

— Nie spodziewam się wielkiego przełomu. Niestety, w Polsce mamy obecnie świński dołek. A to oznacza, że na naszym rynku brakuje wieprzowiny i jest ona w związku z tym droga. Poza tym, na rynku chińskim są już obecni nasi silni europejscy konkurenci, w tym m.in. Duńczycy i Niemcy — mówi Paweł Kostrzyński, ekspert z FAMMU/ FAPA.





© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Polskie mięso w chińskiej zupie