Pożegnanie z węglem, powitanie nowego

2021 r. powinien przynieść: plan zamykania kopalń węgla, podział PGE, projekt transformacji Bełchatowa i ustawę offshorową. Jeśli nie przyniesie, będą problemy.

Jeśli wierzyć politykom i prezesom państwowych spółek, 2021 r. przeorze polską energetykę. A jeśli wszystko zostanie po staremu, to energetyka się nie pozbiera.

Zaplanować godny koniec

- Będziemy niestety świadkami końca górnictwa – mówi Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii, think tanku zajmującego się analizami wspierającymi transformację energetyczną.

Początek tego końca już za nami. Co było tym początkiem? Można dyskutować, ale uznajmy, że było to zeszłoroczne przyjęcie przez Unię Europejską celu osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. Polska jest ostatnim krajem wspólnoty, który celu nie przyjął. Ale przyjmie. Od tego zależą pieniądze, i to nie tylko płynące z Unii Europejskiej, ale też z banków. Górnictwa po prostu nikt już nie chce finansować.

2021 r. powinien więc przynieść profesjonalny plan zakończenia wydobycia węgla. Planu na razie nie ma, są natomiast opóźnienia w jego przygotowaniu. Do 15 grudnia rząd miał go uzgodnić z kluczową stroną negocjacji, czyli ze związkami górniczymi. Nie uzgodnił, a teraz mowa jest o lutym-marcu. Rozmowy dotyczą nie tylko dat zamykania poszczególnych kopalń, ale także zasad odchodzenia z zawodu górników.

- Można mieć nadzieję, że rząd skupi się na ochronie ludzi, a nie tylko miejsc pracy w upadającym sektorze – mówi Joanna Maćkowiak-Pandera.

Zarządzane przez nią Forum Energii często powoływało się na przykład upadku PGR-ów, którym nikt nawet nie próbował zarządzać. Z górnictwem może być inaczej.

- Kluczowe jest stworzenie planów sprawiedliwej transformacji, co na razie nie wychodzi nam najlepiej – podkreśla Joanna Maćkowiak-Pandera.

Co zamiast Bełchatowa?

Wyznaczenie ścieżki zamykania kopalń to jedno, ale trzeba też zaplanować ograniczenie zużycia węgla w elektroenergetyce i ciepłownictwie.

- Warunkiem koniecznym transformacji będzie opracowanie planu wypełniania nowymi mocami luki po węglu w obu sektorach. W 2021 r. trzeba także zdecydować, co zrobić z rynkiem mocy, co powinno wiązać się z szeroką reformą rynku energii – uważa szefowa Forum Energii.

To zadania dla rządu i PGE, największej polskiej firmy energetycznej, kontrolowanej przez państwo.

PGE siadła już do planów. Jak jej wyjdzie — to się okaże. Zaczyna od regionów Bełchatowa i Turowa, w których znajdują się największe kompleksy energetyczne grupy PGE. „Będziemy lokalnym inwestorem, rozwijającym projekty OZE przy wparciu istniejącej infrastruktury energetycznej oraz lokalnej kadry inżynierskiej. Dla samego Bełchatowa mamy już projekt sprawiedliwej transformacji. W ciągu dekady PGE zainwestuje w 600 MW farm fotowoltaicznych, farmy wiatrowe o mocy 100 MW oraz instalację przetwarzającą rocznie około 180 ton odpadów z odzyskiem energii. Szacunkowe nakłady inwestycyjne na realizację tych projektów to około 2,5 mld zł” – zapewnia PGE w odpowiedzi na pytania “PB”.

NABE i pytajniki

To plan na poziomie lokalnym. Na poziomie krajowym zaś zakłada drastyczne przecięcie grupy na dwie części – „czystą”, czyli odnawialną, dystrybucyjną i ciepłowniczą (choć ciepło do czystości ma jeszcze długą drogę), oraz „brudną”, czyli opartą na węglu. Ta druga ma zostać wydzielona do osobnego podmiotu — NABE (Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego), ale trzeba to jeszcze uzgodnić z załogą.

„W 2021 r. zapadną decyzje odnośnie zmian organizacyjnych dotyczących aktywów węglowych. Szczegóły umowy społecznej mają zostać przedstawione w lutym 2021 r., a w marcu Komisji Europejskiej do notyfikacji. Wydzielenie aktywów węglowych stworzy przed nami większe możliwości inwestycyjne” – wyjaśnia PGE.

O NABE wiadomo na razie tyle, że trafią do niej aktywa węglowe (czy wszystkie?) i że nie trafi do niej lubelska kopalnia Bogdanka (będzie funkcjonować samodzielnie?). Ale to także może się zmienić. Artur Soboń, wiceminister aktywów państwowych, odpowiedzialny za górnictwo, podkreślił ostatnio, że podmiotów może być np. więcej niż jeden.

Znaków zapytania jest więcej, bo w toku jest jeszcze sprzedaż aktywów ciepłowniczych Tauronu oraz przejęcie przez tandem PGE-PGNiG aktywów fińskiego Fortum i czeskiego CEZ.

Kciuki za offshore

Koniec górnictwa powinien być początkiem czegoś nowego. Budowy elektrowni jądrowej? PGE, która prowadzi ten projekt, zapowiada uzyskanie decyzji lokalizacyjnej i środowiskowej w połowie lub jesienią 2021 r. Potem atom miałby potem przejść w ręce spółki zależnej bezpośrednio od rządu, która jeszcze nie powstała. Musi się też znaleźć inwestor gotów udostępnić nie tylko technologię, ale także pieniądze.

Budowa wiatraków na Bałtyku? Pierwszy krok to ustawa offshore.

- Na początku roku branża wiatrowa wciąż będzie trzymała kciuki za ustawę. Co prawda została już uchwalona przez Sejm 17 grudnia, ale jeszcze musi się nią zająć izba wyższa parlamentu. Liczymy na determinację senatorów, bo w przypadku tej ustawy terminy są kluczowe i opóźnienia mogą zagrozić harmonogramom realizacji najbardziej zaawansowanych projektów inwestorskich – mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Na ustawę czeka wiele firm, wśród nich PGE. „Przed PGE stoi wyzwanie mobilizacji jak największej liczby polskich przedsiębiorców do udziału w tym przedsięwzięciu. Kluczowym w tym obszarze zadaniem na 2021 r. będzie stworzenie planu łańcucha dostaw dla morskich farm wiatrowych z możliwie największym udziałem polskiego kapitału” – napisała PGE.

Lądowy wiatr chce wiać

Wyzwaniem w 2021 r. będzie wciąż sytuacja na rynku lądowej energetyki wiatrowej. Zasada 10H, blokująca stawianie nowych wiatraków, wciąż obowiązuje mimo obietnic jej liberalizacji.

- Jeśli decydenci będą zwlekać ze zliberalizowaniem ustawy odległościowej, to farmy stracą przewagę konkurencyjną. Będzie to skutek coraz mniejszej liczby dobrych projektów, które uzyskały pozwolenia na budowę jeszcze przed wejściem w życie barier lokalizacyjnych, wynikających z tzw. zasady 10H. Przeciąganie tej sytuacji na kolejne lata grozi stopniową likwidacją potencjału wiatrowego, zbudowanego w ciągu ostatnich 15 lat w Polsce – alarmuje Janusz Gajowiecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane