Problem się zmył

Mariusz Zielke
opublikowano: 22-06-2006, 00:00

Krytyka ekspertów, weterynarzy i laboratoriów została pominięta.

Resort rolnictwa nie widzi nieprawidłowości w dostawach testów na BSE.

Darowanemu koniowi lepiej nie zaglądać w zęby. Według informacji „PB”, resort rolnictwa w porozumieniu z Funduszem Współpracy (FW) postanowił nie wyciągać konsekwencji w stosunku do firmy Roche Diagnostics Polska, która dostarcza sprzęt i testy wykrywające chorobę szalonych krów (BSE). Na nieprawidłowości w dostawach i jakość sprzętu skarżyły się laboratoria, błędy wytykał konkurent Roche’a w przetargu (bydgoska firma CHS Computers), potwierdzali je krajowi eksperci. W maju w jednym z laboratoriów dokonano wizytacji z udziałem ekspertów unijnych. Wniosek: problemu podobno nie ma.

„W związku z różnymi informacjami dotyczącymi wydajności sprzętu w odniesieniu do wymaganej w specyfikacji, został przeprowadzony niezależny audyt. (...) Stwierdzono, że przy dobrej organizacji pracy możliwe jest osiągnięcie wymaganej w specyfikacji wydajności. Oczekujemy na oficjalne przekazanie wyników audytu” — poinformował nas resort rolnictwa.

Mission impossible

Dotarliśmy do szczegółowych materiałów na temat nieprawidłowości w dostawach. Wszystkie laboratoria jednoznacznie stwierdziły, że wydajność sprzętu do prowadzenia badań dostarczona przez Roche’a jest niższa niż wymagana w przetargu. Jednym z podstawowych wymogów specyfikacji była automatyzacja badania, pozwalająca na wykonanie 750 próbek w ciągu 6-8 godzin przez 3-4 pracowników. Wszystkie laboratoria stwierdziły, że nie można tego osiągnąć przy użyciu sprzętu dostarczonego przez Roche’a.

„Podstawowym problemem pozostaje wydajność testu. Oferowana wydajność (...) przy użyciu zaoferowanego sprzętu jest nieosiągalna” — napisał wojewódzki lekarz weterynarii w Gdańsku do firmy Roche, głównego lekarza weterynarii, resortu rolnictwa, FW i Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej (nadzoruje projekt).

„W celu uzyskania oferowanej przez firmę Roche wydajności jest nieodzowne zwiększenie ilości personelu (co najmniej 4 osoby), jak i doposażenie pracowni w dodatkowe sprzęty” — dodał jego zastępca w kolejnym piśmie.

„W laboratorium w Krakowie udało się wykonać badania 750 prób w przeciągu 9 godzin, jednak było to możliwe wyłącznie dzięki zaangażowaniu 8 osób mających bardzo duże doświadczenie i biegłość w pracy laboratoryjnej. (...) Dostarczony sprzęt nie ma żadnych elementów automatyki, co powoduje konieczność stałego zaangażowania pracowników do jego obsługi” — napisał małopolski wojewódzki lekarz weterynarii.

W Krakowie i Wrocławiu inspekcję przeprowadzili eksperci z Puław. Według informacji „PB”, nie zostawili suchej nitki na sprzęcie, który dostarczył Roche. Mało tego, nawet producent testów (firma Prionics, której testy dostarcza Roche) w odpowiedzi na pytania FW napisał, że osiągnięcie wymaganej wydajności jest przedsięwzięciem „niezwykle ambitnym”.

Zmowa fachowców

Co na to resort rolnictwa? Zamiast mówić o problemach wprost, na pytania „PB”, czy stwierdzono zbyt niską wydajność, resort wcześniej odpowiedział: „Z analizy raportu wynika, że urządzenie DILUMAT4 pracuje wolno”. Ponieważ testy nikomu nie odpowiadają, postanowił „zwrócić się o opinię do niezależnego eksperta”. Ten stwierdził, że nie ma zastrzeżeń. Czyżby więc wszyscy w Polsce: eksperci z Puław, lekarze weterynarii, laboranci byli w zmowie wymierzonej w firmę Roche?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Zielke

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu