Producenci drobiu zdjęli nogę z gazu

Dwucyfrową dynamikę branża ma już za sobą. Za granicą traci na konkurencyjności, a krajowy rynek się nasyca.

Trzynaście, piętnaście, a przynajmniej ponad 10 proc. — do takich zwyżek produkcji przywykła branża drobiarska. Od 2012 do 2016 r. dynamika tylko raz była jednocyfrowa. Prawdopodobnie tak również skończył się ubiegły rok. I skończy się przyszły. Oraz kolejne.

Brak uzasadnienia

W 2017 r. wzrost produkcji drobiu wyhamował do 8 proc. z 13 proc. rok wcześniej — prognozuje Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. — Oczywiście apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale spowolnienie do poziomu 8 proc. jest naturalne i nie należy się nim martwić. To po prostu trochę spokojniejszy czas. Nikt nie jest w stanie rosnąć rok w rok o kilkanaście procent — komentuje Jarosław Kowalewski, wiceprezes SuperDrobu.

— Nie należy spodziewać się powrotu do dwucyfrowej dynamiki wzrostu produkcji, którą widać było w ostatnich latach. Po pierwsze, rośnie konkurencja — podaż zwiększają najwięksi światowi producenci. Po drugie, wcześniej korzystaliśmy na wydarzeniach niekorzystnych dla rywali, zapełniając po nich miejsce. Brazylia przeżywała aferę łapówkarską związaną z niesolidną kontrolą jakości mięsa, przez co sprzedała do UE w zeszłym roku o 1/3 mniej mięsa r/r, a niektórzy unijni producenci mocno ucierpieli na grypie ptaków — mówi Magdalena Kowalewska, analityk rynków rolnych w BGŻ BNP Paribas.

Po trzecie, jak tłumaczy, utrzymujące się niskie ceny skupu zniechęcają do powiększania produkcji, a zachęcają do zmieniania oferty i wprowadzania do niej produktów bardziej przetworzonych, na których można uzyskać wyższe marże.

— Ponadto rosną koszty pracy i inne, co sprawia, że jesteśmy coraz mniej konkurencyjni cenowo, co też jest impulsem do przejścia w kierunku produktów z większą wartością dodaną. Wprawdzie konsumpcja drobiu w skali światowej rośnie — w zeszłym roku, według prognoz OECD, stał się najczęściej spożywanym mięsem na świecie, ale polscy producenci w dużej mierze polegają na krajowym rynku (odpowiada za około 60 proc. ich sprzedaży), a tu spożycie drobiu jest już bardzo wysokie, powyżej średniej unijnej. Szybsze zwiększanie produkcji może nie mieć więc biznesowego sensu — dodaje Magdalena Kowalewska. Jarosław Kowalewski przyznaje, że przez lata popyt, a więc także produkcja zwiększały się dzięki rynkowi krajowemu.

— Teraz spożycie już tak mocno nie rośnie, ale zmienia się jego struktura — przechodzimy do coraz bardziej przetworzonej oferty, np. pojedynczych, wygodnie podanych konkretnych elementów kurczaka oraz dań gotowych — dodaje wiceprezes SuperDrobu.

Dynamika zależy więc od naszego eksportu, któremu w ubiegłym roku również ciążyła grypa ptaków. — Wprawdzie kolejne rynki są teraz odblokowywane, ale na powrót kontrahentów potrzeba czasu. W 2018 r. powinniśmy już go odczuć — dodaje Jarosław Kowalewski.

Nierolnicza wieś

Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu, zwraca uwagę, że do ograniczenia produkcji może przyczynić się opór wobec budowy i rozbudowy ferm. — Wieś przestaje być rolnicza, staje się miejscem życia dla „miastowych”, którzy chcą wsi bez wiejskich zapachów, więc oprotestowują tego typu inwestycje. Przerabia to od jakiegoś czasu Europa Zachodnia i wydaje się, że w perspektywie 3-5 lat będzie to również wyzwaniem dla polskiej branży. Na razie mamy bufor — wydanych jest sporo pozwoleń na fermy, które dopiero zaczną powstawać — mówi Piotr Kulikowski.

Nie bez znaczenia jest też światowe zainteresowanie dobrostanem zwierząt — wolnym chowem/wybiegiem i odchodzeniem od intensywnej produkcji drobiu. — Taka produkcja to wyższe koszty. Jej dynamiczny przyrost uniemożliwia bariera cenowa dla konsumentów — twierdzi Magdalena Kowalewska. Prezes Indykpolu zwraca uwagę na mniej odległe zagrożenia.

— Wielka Brytania i brexit to wielka niewiadoma. Zamknięcie brytyjskiego rynku byłoby dla nas hamulcem, pdobnie jak wpuszczenie do UE większych ilości białego mięsa z Ukrainy. To dwa czynniki, które mogą zmienić koniunkturę i doprowadzić do większego wyhamowania wzrostu produkcji. W takich okolicznościach utrzymanie dzisiejszego wyniku, czyli 8-procentowej dynamiki, mogłoby się okazać nieosiągalne — tłumaczy Piotr Kulikowski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Branża spożywcza / Producenci drobiu zdjęli nogę z gazu