Projektuje w szkle, myśli jak strateg. Marka Edyty Barańskiej podbija światowe rynki

Karolina GuzińskaKarolina Guzińska
opublikowano: 2026-02-13 12:30

Jej prace ważą tony, składają się z tysięcy szklanych elementów i trafiają do najbardziej prestiżowych hoteli i przestrzeni publicznych. Edyta Barańska, projektantka szkła i właścicielka Barańska Design, konsekwentnie rozwija autorskie studio, łącząc artystyczny rygor z precyzyjnym zarządzaniem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Uczennica Zbigniewa Horbowego i absolwentka wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych od lat buduje markę na styku sztuki, dizajnu i biznesu. Jej unikatowe instalacje trafiają do muzeów, hoteli i przestrzeni publicznych na całym świecie.

– Artysta nie musi być przedsiębiorcą, chyba że wybierze taką drogę. Ja jestem kimś pomiędzy artystą i projektantem. Tworzę rzeczy użytkowe, ale jednostkowe, bardziej artystyczne niż seryjne – mówi właścicielka studia Barańska Design.

Świadomy wybór: nie odchodzić od szkła

Jej droga artystyczna nie była oczywista. Początkowo myślała o malarstwie, jednak decyzja, by przyjrzeć się Wydziałowi Ceramiki i Szkła na wrocławskiej ASP, okazała się przełomowa.

– Nie spodziewałam się, że ze szkła można robić tak niesamowite rzeczy. Kojarzyło mi się z wazonem, gotyckim witrażem w kościele albo secesją. A nagle zobaczyłam bardzo współczesne, eksperymentalne formy – rzeźby, nowoczesne witraże. Zrozumiałam, że szkło to materiał, który można przetwarzać w rozmaity sposób. Jest też trudny i nieprzewidywalny, ale właśnie to mnie urzekło – wspomina artystka.

Szybko się okazało, że w pracy ze szkłem każdy błąd kosztuje. Pęknięcia, straty materiałowe, długi czas pracy – to wszystko uczyło ją planowania.

Po studiach podjęła decyzję, która zaważyła na jej dalszej drodze.

– Patrzyłam na starszych kolegów, którzy mówili: najpierw popracuję trochę w agencji reklamowej, a potem wrócę do szkła. Mało kto wracał. To były pojedyncze przypadki. Zrozumiałam, że jeśli teraz odejdę od materiału, to prawdopodobnie już do niego nie wrócę – mówi Edyta Barańska.

Wybrała model pół na pół: zajęcie, które pozwalało opłacić rachunki, i konsekwentną pracę twórczą.

– Przez trzy dni w tygodniu pracowałam na pół etatu, a czwartek, piątek i sobotę zostawiałam wyłącznie na szkło. Wystawy, próby sprzedaży, budowanie kontaktów. Przez sześć lat się nie ugięłam. To był trudny czas, ale bardzo formujący – wspomina artystka.

Piec krokiem ku niezależności

Przełomem okazała się inwestycja we własny piec do fusingu, czyli stapiania kawałków szkła w różnych kolorach i kształtach. Projektantka weszła w partnerstwo z właścicielami galerii w Niemczech, którzy sfinansowali zakup pieca w zamian za dostawy ekskluzywnych prac.

– Dla nich robiłam unikatowe wzory i krótkie serie pater. Kiedy po pewnym czasie zmienili koncepcję galerii, piec był już praktycznie spłacony – mówi Edyta Barańska.

Dziś ten sam piec służy kolejnemu pokoleniu.

– Dwa lata temu podarowałam go na urodziny córce, która dopiero zaczyna swoją przygodę ze sztuką i biznesem. To piękne domknięcie pewnego etapu – mówi artystka.

Żywym wspomnieniem z pierwszych lat działalności jest też współpraca z hutą szkła w Norwegii, gdzie projektowała podczas pokazów dla turystów.

– Rysowałam świeczniki, talerze, misy, które potem wykonywaliśmy z hutnikami. To była niesamowita szkoła: pracy w rytmie produkcyjnym, łączenia koloru, formy i funkcji – przyznaje Edyta Barańska.

Kiedy założyła własne studio projektowe, optymalizacja kosztów, planowanie produkcji, kalkulacje materiałowe i zarządzanie zespołem stały się codziennością. Nie obyło się bez błędów, dopiero pandemia covidu brutalnie zweryfikowała model funkcjonowania pracowni.

– Zatrudniałam za dużo osób. Nie umiałam jeszcze oszacować realnych potrzeb. Koszty wynagrodzeń i ZUS-u potrafią zjeść cały dochód. W pandemii okazało się, że firma może funkcjonować przy połowie zespołu. Dziś pracujemy w siedem osób i wszystko się spina – przyznaje Edyta Barańska.

Hilton: projekt, który zmienił wszystko

Milowym krokiem w historii studia okazała się instalacja lampy Sea Flowers w Hotelu Hilton w Gdańsku w 2010 r. – jednej z największych instalacji ze szkła fusingowego na świecie: ponad 22 tysiące ręcznie wykonanych elementów, 1,5 tony szkła i dziewięć kilometrów światłowodu. Projekt wymagał współpracy z inżynierami i podwykonawcami.

– Wcześniej robiłam mniejsze realizacje, a tu nagle pojawiło się kilkadziesiąt tysięcy elementów, światłowody, obliczenia konstrukcyjne, szklany sufit, do którego nie można się było podwiesić… Ogrom niewiadomych. Rozgryzaliśmy to krok po kroku. Kiedy zobaczyliśmy rezultat i reakcję inwestora, wiedzieliśmy, że jesteśmy gotowi na takie skale – wspomina artystka.

Ten sukces otworzył jej drzwi do współpracy z globalnymi markami hotelowymi, choć – jak podkreśla – pomogło też dofinansowanie Go to Brand z PARP-u, które pokryło udział w targach w Londynie, Nowym Jorku czy Dubaju, gdzie studio Barańska Design mogło zaprezentować swoje prace.

Dubaj: skala i światowy zasięg

Jeszcze większym wyzwaniem okazała się instalacja w Dubai Mall, największa w dorobku artystki. Tysiące szklanych ptaków wykonanych w technice fusingu zawisło pod przeszkloną kopułą jednej z najbardziej prestiżowych przestrzeni handlowych świata. Tworzą migotliwą chmurę, która reaguje na światło i subtelny ruch powietrza.

– Centrum handlowe rządzi się innymi prawami niż hotel. Nie da się go zamknąć. Pracowaliśmy tylko w nocy. Każdego dnia maszyny musiały wjechać i wyjechać w określonych godzinach. Liczba pozwoleń, stały nadzór BHP i ogrom biurokracji sprawiały, że wszystko trwało znacznie dłużej, niż zakładaliśmy – mówi Edyta Barańska.

Projekt, choć wymagający, stał się cennym doświadczeniem i jednym z najważniejszych wydarzeń zawodowych w 2025 r. Ten rok przyniósł Edycie Barańskiej także obecność na shortliście prestiżowego konkursu [d]arc awards 2024 w Londynie, nominację w plebiscycie „Wszechmocne w sztuce” portalu WP Kobieta i wpis na listę najważniejszych architektów wnętrz i dizajnerów sporządzoną przez Architectural Digest – AD100. Do tego doszły wystawy, rozpoznawalność medialna i popkulturowa.

W 2026 r. studio Barańska Design zwiększa obecność na Bliskim Wschodzie.

– Jesteśmy w trakcie realizacji zamówienia dla hotelu w Abu Zabi – mówi projektantka.

Ozdoba, lecz także inwestycja

Szkło artystyczne zawsze cieszyło się zainteresowaniem kolekcjonerów. Edyta Barańska wskazuje na tradycję czeskiego szkła oraz międzynarodowe konkursy i muzea, które budują prestiż artystów. To przede wszystkim New Glass Review, coroczna publikacja Corning Museum of Glass w stanie Nowy Jork, prezentująca 100 wybitnych dzieł sztuki szklanej z całego świata.

– Szkło artystyczne od dawna funkcjonuje jako inwestycja, tylko jest mniej oczywiste niż malarstwo. Pracownie są drogie w utrzymaniu, artystów jest mniej, obiekty powstają wolniej. To sprawia, że są rzadsze i bardziej unikatowe – uważa projektantka.

W Polsce ten rynek dojrzewa, a rolę edukacyjną pełnią architekci, którzy wprowadzają rzeźby i obiekty szklane do wnętrz prywatnych i inwestycyjnych.

– Widzę coraz większe zainteresowanie płaskorzeźbami, które są trochę obrazem, a trochę formą przestrzenną. Ja też sprzedaję coraz więcej takich obiektów. Myślę, że idziemy w dobrym kierunku. Jeżeli kiedyś pojawi się w Polsce ustawa zobowiązująca deweloperów do przeznaczenia drobnej części inwestycji na sztukę – tak jak we Francji czy Stanach Zjednoczonych – to ten rynek bardzo się wzmocni. Byłaby to też forma mecenatu wspierającego artystów. Część deweloperów już wprowadza sztukę do przestrzeni wspólnych w lokalach z wyższej półki, ale robią to z własnej woli, bo widzą taką potrzebę i chcą, żeby ich inwestycje się wyróżniały – mówi Edyta Barańska.

Studio, nie fabryka

Mimo międzynarodowego sukcesu artystka nie planuje rozbudowy swojej marki.

– Gdyby miała powstać globalna marka, musiałabym sprzedać firmę, a ja dobrze się czuję w skali studia. Lubię mieć kontrolę nad procesem, materiałem, zespołem. To mi daje wolność twórczą – przyznaje Edyta Barańska.

Jej pracownia pozostaje też miejscem eksperymentu – działalność w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni mobilizuje do innowacyjności i ją wspiera, umożliwiając współpracę z partnerami z innych branż – a także dialogu międzypokoleniowego. W ostatnich latach do studia dołączyła córka – Maria Kostrzak – wnosząc nowe spojrzenie i energię.

– Ona odkrywa w tej technologii zupełnie nowe światy. To mnie napędza – mówi projektantka.

Podkreśla, że choć dziś nie wszystko zrobiłaby tak samo, jedno pozostaje niezmienne: konsekwencja.

– Szkło wymaga czasu, temperatury i precyzji. Dokładnie tak samo jak budowanie marki – podsumowuje Edyta Barańska.

Możesz zainteresować się również: