Rynki są wyjątkowo rozchwiane – wczoraj mieliśmy tego kolejny dobitny przykład. Wystarczyła jedna informacja z Białego Domu, by wywołać zamieszanie i sygnał do sprzedaży dla Wall Street. Opublikowany w nocy z wtorku na środę przez Biały Dom dokument wskazywał, że Chiny mogą być objęte taryfami celnymi sięgającymi aż 245% na import niektórych towarów z Chin do USA. To znacznie więcej niż dotychczas zakładane 145%, co natychmiast podniosło temperaturę wśród inwestorów.
W dokumencie padło jasno: „Chiny muszą teraz zmierzyć się z cłem w wysokości do 245% w wyniku działań odwetowych”. Szybko jednak pojawiło się sprostowanie – administracja USA podkreśliła, że nie są to nowe stawki, a jedynie suma już obowiązujących taryf celnych.
Biały Dom potwierdził, że w rzeczywistości chodzi o połączenie kilku obowiązujących już danin: 125% w ramach działań odwetowych, 20% związanych z walką z kryzysem fentanylowym oraz od 7,5% do 100% wynikających z przepisów sekcji 301, czyli amerykańskiego prawa handlowego sprzed 50 lat interpretowanego skrajnie ostro przez obecną administrację. Choć rynek może chwilowo odetchnąć, nie ma wątpliwości – poziom komplikacji i skala obciążeń celnych wobec Chin są tak duże, że nawet doświadczeni analitycy mają dziś zawroty głowy.
I ciekawostka z Rosji. Tamtejszy gigant energetyczny Gazprom pogrąża się w kryzysie. W 2024 roku spółka odnotowała ponad 12 miliardów dolarów straty – pierwszy taki przypadek od ponad 20 lat. Utrata europejskiego rynku po inwazji Rosji na Ukrainę i sankcjach Zachodu sprawiła, że Gazprom szuka nowych źródeł dochodu i przekształca część działalności. W planach jest m.in. produkcja sprzętu AGD w dawnych zakładach Boscha w obwodzie leningradzkim.
Jednocześnie firma zapowiada redukcję zatrudnienia w siedzibie w Petersburgu oraz sprzedaż luksusowych nieruchomości. Próby zwiększenia eksportu do Chin, m.in. przez opóźniony projekt Power of Siberia, nie przynoszą oczekiwanych efektów. Jak pisze amerykański Newsweek, Gazprom, który niegdyś zasilał budżet Kremla, dziś nie znajduje nowych rynków zbytu i staje się symbolem słabnącej pozycji Rosji w globalnej grze energetycznej.
Uwaga rynków finansowych koncentruje się dziś na decyzji Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Ekonomiści niemal jednogłośnie prognozują, że EBC obniży stopy o 25 punktów bazowych – będzie to pierwsza taka decyzja od września 2019 roku.
Spodziewana obniżka ma być odpowiedzią na spadającą inflację w strefie euro i sygnał złagodzenia dotychczasowej, restrykcyjnej polityki pieniężnej. W ostatnich miesiącach dynamika cen wyraźnie hamuje, a coraz więcej wskaźników makroekonomicznych – w tym pogarszająca się koniunktura przemysłowa i słaby popyt – sugeruje potrzebę pobudzenia wzrostu gospodarczego. Inwestorzy i analitycy będą dziś uważnie wsłuchiwać się w konferencję prezeski EBC Christine Lagarde, szukając wskazówek co do dalszego kursu polityki monetarnej w drugiej połowie roku.
Tymczasem w Warszawie również nie zabraknie ważnych wydarzeń. O godzinie 12:00 podpisane zostanie porozumienie w sprawie realizacji projektu Science4Business – Nauka dla Biznesu w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Pod dokumentem podpisy złożą Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra funduszy i polityki regionalnej, oraz Marcin Kulasek, minister nauki. Projekt ma na celu zwiększenie współpracy pomiędzy środowiskiem naukowym a sektorem przedsiębiorstw.
Z kolei o 13:00 minister sportu Sławomir Nitras spotka się z przedstawicielami klubów i związków sportowych. Rozmowy będą dotyczyć realizacji tegorocznej edycji programu Klub Pro, który wspiera rozwój lokalnego sportu i infrastrukturę treningową.
A co dziś wydarzy się na rynkach finansowych?
Jerome Powell ostrzega przed stagflacją w Stanach Zjednoczonych, czyli sytuacją, w której postępuje recesja przy jednoczesnej wysokiej inflacji. Szef Rezerwy Federalnej na spotkaniu w Klubie Ekonomicznym Chicago powiedział wczoraj także, że bank centralny nie będzie ratował rynku akcji w przypadku gwałtownego załamania. Ta wypowiedź, w połączeniu z podniesieniem ceł na chińskie towary, zapowiedzią ograniczenia sprzedaży produktów NVIDII do Chin, a także słabsze wyniki ASML, doprowadziły do gwałtownej przeceny, głównie spółek technologicznych. Nasdaq stracił 3,1 proc., S&P500 spadł o 2,2 proc., a Dow Jones o 1,7 proc., co było największymi zniżkami od 10 kwietnia.
Na GPW dziś ostatnia sesja przed Wielkanocą. Raporty przedstawią m.in.: Mobruk, Boryszew, Pekabex, Selena, Quercus czy Rainbow Tours. Walne zgromadzenie Orange podejmie decyzję o podziale zysku za 2024 r. Za granicą raporty pokaże m.in Netflix, American Express, TSMC (czyli tajwańskie półprzewodniki).
I jeszcze słówko o złocie, którego cena wczoraj po raz pierwszy w historii przekroczyła 3300 dolarów za uncję. Na rynku kontraktów kurs wzrósł o ponad 3 proc., osiągając rekordowe 3349 USD. To największy jednodniowy wzrost od 2020 roku. Za wzrostem stoją obawy o politykę handlową Donalda Trumpa – możliwe cła na krytyczne minerały, leki i półprzewodniki oraz blokada eksportu chipów do Chin. Inwestorów do zakupu złota skłoniły też spadający dolar i niższe rentowności obligacji USA.
A o czym dziś piszemy w Pulsie Biznesu?
Dziś szczególnie chciałbym Państwu polecić obszerny wywiad z mądrym gościem, Pawłem Borysem, którego pamiętamy jako byłego prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju, obecnie jest zarządzającym w MCI Capital. Z Borysem rozmawiał Eugeniusz Twaróg, a ja przygotowałem kilka fragmentów.
2 kwietnia 2025 roku może przejść do historii jako symboliczny koniec 30-letniej epoki globalizacji. Tego dnia Stany Zjednoczone ogłosiły szeroko zakrojone cła na import z Chin i Meksyku, co oznacza powrót do świata protekcjonizmu i walki o globalną dominację gospodarczą. „Cofnęliśmy się o 100 lat, do lat 30. XX wieku” – podsumowuje Borys.
Zdaniem byłego prezesa PFR, w miejsce dotychczasowego ładu handlowego wyłania się nowa architektura światowej gospodarki. Chiny odpowiadają już za 19% globalnego PKB i wyprzedzają USA i UE razem pod względem produkcji przemysłowej. Stany Zjednoczone, mimo ogromnego deficytu handlowego, chcą odzyskać przewagę – i robią to przez cła, zachęty inwestycyjne i próbę powrotu kapitału oraz przemysłu do kraju. Europa w tym konflikcie traci – zarówno ekonomicznie, jak i strategicznie – i jak zauważa Borys, powinna pilnie szukać wspólnej płaszczyzny z USA. Proponuje nawet stworzenie „gospodarczego NATO”, czyli transatlantyckiej strefy wolnego handlu.
Choć Polska nie jest bezpośrednio dotknięta wojną celną, może odczuć jej skutki pośrednio – jako element europejskich łańcuchów dostaw. Na razie gospodarka ma się dobrze: inwestycje rosną o 8–10%, konsumpcja przyspiesza, a wzrost PKB w 2025 roku może sięgnąć 4%. Ale nie czas na samozadowolenie. W obliczu rosnących wydatków na obronność i niestabilności globalnej, Polska – zdaniem Borysa – potrzebuje nowego planu gospodarczego.
„Zaufanie społeczne w trudnych czasach to kluczowy zasób, którego nie można zbudować bez wiarygodnego planu działania” – podkreśla. Taki plan powinien uwzględniać m.in. transformację technologiczną, rozwój nauki i innowacji, inwestycje w infrastrukturę (w tym energetykę jądrową i transport), deregulację oraz wzmocnienie rynku kapitałowego. W ocenie Borysa ostatnim planem tej skali była Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju z 2016 roku.
Polecam tę rozmowę.
InPost intensywnie rozwija działalność w Hiszpanii, planując w tym roku podwojenie liczby paczkomatów do 4 tys - pisze Łukasz Rawa. (dla porównania, w Polsce jest ich pod szyldem InPostu 25 tys.). Firma stawia na szybkie dostawy, aplikację mobilną i nowe usługi, w tym łatwiejsze zwroty. Już teraz spółka obsługuje tam blisko 6 mln użytkowników, a liczba dostaw wzrosła o 34 proc. rok do roku. InPost chce zostać liderem rynku i współpracuje z największymi detalistami, takimi jak Carrefour, H&M czy Vinted. Hiszpański rynek, choć różni się od polskiego, ma ogromny potencjał. Firma działa pod własnym brandem, wspieranym m.in. partnerstwem z Atletico Madryt, i dostosowuje się do lokalnych realiów — m.in. umieszczając paczkomaty na terenach prywatnych.
W maju warto pojechać do Rzeszowa. I nie chodzi tylko o to, że Podkarpacie jest po prostu piękne. Uwaga przedstawiciele innowacyjnych młodych biznesów, a także nieco poważniejszych statecznych funduszy Venture Capital… Zapraszam na rozmowę z Mariuszem Bednarzem, prezesem Rzeszowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego i organizatorem Carpathian Startup Fest – jednej z najciekawszych imprez dla startupów w Polsce.
