Przewoźnicy rezygnują z Wielkiej Brytanii

opublikowano: 11-02-2021, 20:00

Po poważnych perturbacjach sytuacja na granicy Wysp z UE w zasadzie wróciła do normy. Mimo to spada liczba chętnych do wożenia tam towarów.

Najbardziej widoczną konsekwencją brexitu dla branży TSL (transport-spedycja-logistyka) jest przywrócenie kontroli granicznych w przewozie dóbr między krajami wspólnoty i Wielką Brytanią. W rezultacie pod koniec 2020 r. kierowcy utknęli w kilometrowych kolejkach. Na szczęście sytuacja wraca już do normy.

Od początkowego szoku minęły już dwa miesiące. W tym czasie przedsiębiorcy zaczęli oswajać się z procedurami na granicy i wypracowywać własne. W najlepszej sytuacji są ci, którzy odpowiednio wcześnie podpisali umowy z agencjami celnymi i poświęcili czas na dogłębną interpretację nowego prawa. To głównie firmy, które od dawna specjalizowały się w transporcie do Wielkiej Brytanii, lub przyzwyczajeni do zmian globalni gracze.

– Problemy mogą napotkać podwykonawcy i mniej wyspecjalizowani zleceniodawcy, ale to tylko kwestia czasu, aż wszyscy jeżdżący do Wielkiej Brytanii nauczą się, jakich formalności należy dopełnić, żeby przejazd odbył się bezproblemowo. Za kilka miesięcy wszystko wróci do normy - mówi Tomasz Czyż, ekspert z grupy Inelo.

W opinii Andrzeja Szymańskiego, dyrektora zarządzającego firmy Dartom, sytuacja już jest normalna.

- Na granicy ruch jest nieduży i nie ma żadnych problemów. Trzeba tylko poznać procedury, mieć odpowiednie rejestracje i numery - mówi Andrzej Szymański.

Praktyka pokazuje, że firmy, którym udało się opanować nowe procedury, radzą sobie sprawnie: znają wymaganą listę dokumentów i zgłoszeń, a ich kierowcy wiedzą, gdzie wykonywać obowiązkowe i bezpłatne testy na COVID-19.

– Odprawy celne nie są nowością i odbywają się także na innych granicach z Unią. Warunkiem ich przejścia jest posiadanie kompletu dokumentów. To, jakie dokładnie są to formularze, stanowi obecnie największe wyzwanie. Szczególnie wiele kontrowersji wzbudza uzyskanie numerów MRN i LRN – dodaje Tomasz Czyż.

Wyjście Wielkiej Brytanii z UE, mimo podpisania porozumień i umów o współpracy, wymusiło kompletną reorganizację procedur i wymagań prawnych w kwestii przewozów. To z kolei spowodowało wyraźny spadek liczby przewoźników gotowych realizować przewozy na Wyspy. Brak orientacji w wymaganych dokumentach i procedurach oraz ograniczona dostępność agencji celnych to problem nie tylko kontynentalnych firm transportowych. Brexit stanowi wyzwanie także dla brytyjskich zleceniodawców, którzy nie znając obowiązujących wymagań, próbują zrzucić formalności na przewoźników lub spedycję. Koło się zamyka. W efekcie często kierowcy wracają do Unii „na pusto”, ponieważ nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za dokumenty. Zleceniodawcy co prawda podnoszą stawki ale mimo tego część przewoźników po prostu rezygnuje z obsługi tego kierunku.

- Dodatkową, gigantyczna barierę stanowią też wymagane obecnie gwarancje vatowskie, które przewoźnicy muszą złożyć przed wjazdem na Wyspy. W zależności od towaru, kwoty sięgają setek tysięcy złotych – dodaje Tomasz Czyż.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane