PALO ALTO, USA (Reuters) - Od kilku miesięcy Yahoo! obiecuje, że poprawi swoje wyniki finansowe i odejdzie od modelu opartego na przychodach z reklam proponując swoim klientom usługi, za które będą musieli zapłacić.
Jednak nie widać, by w ostatnim czasie spółka znacząco zmieniła zasady swojej działalności. Aż 80 procent przychodów tego internetowego koncernu medialnego pochodzi z reklamy w sieci.
W środę spółka opublikuje swoje wyniki za drugi kwartał roku obrachunkowego, które raczej nie ucieszą inwestorów.
Podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku Yahoo! zarobił 65,5 miliona dolarów, czyli 11 centów na akcje, w tym może być to zaledwie jeden cent na akcję, oceniają analitycy.
Chociaż większość ekspertów jest spokojna o przyszłość spółki to jej kondycja finansowa w najbliższym czasie wydaje się problematyczna.
"Jestem przekonany, że sytuacja finansowa spółki poprawi się, chociaż sądzę, że potrwa to jeszcze trochę czasu" -powiedział John Corcoran, analityk CIBC Oppenheimer.
W piątek kurs akcji Yahoo! spadł do 17,88 dolara. Cena ta stanowi zaledwie jedną dziesiątą najwyższego w historii poziomu 221 dolarów.
KLIENT LOJALNY, ALE CZY BĘDZIE CHCIAŁ PŁACIĆ?
Corcoran uważa, że Yahoo! zapewne odnotuje kolejny znaczący wzrost liczby osób regularnie korzystających z jego usług. Jednak dane te raczej nie spowodują znacznego wzrostu akcji spółki. Inwestorów przestało interesować ilu klientów zdobył Yahoo!. Ważne jest ile na nich zarobi.
"Korzystam z Yahoo! pięć razy dziennie i nie wydaję na to ani dolara" - powiedział Corcoran.
Yahoo! milczy na temat ewentulanych sukcesów oferowanych od niedawna płatnych serwisów. Może to oznaczać, że nie cieszą się one zbyt wielkim powodzeniem.
"Kłopot w tym, że Yahoo! prawdopodobnie żąda pieniędzy za usługi, które są dostępne w sieci za darmo" - powiedział Derek Brown, analityk W.R. Hambrecht.
W przeciwieństwie do America Online, której klienci płacą miesięczny abonament, Yahoo! nie posiada bazy danych grupującej numery kart kredytowych swoich klientów.
Nie są to jedynie drobne problemy biorąc pod uwagę trudną sytuację na rynku reklamy. Trzeba jednak przyznać, że Yahoo! ograniczył przychody z reklamy dotcomów i skupia się obecnie na spółkach z tradycyjnych gałęzi gospodarki. Jednak zmiana strategii zachodzi bardzo powoli.
POZOSTAĆ PRZY REKLAMACH
Rynek czeka obecnie na wypowiedzi nowego szefa spółki Terry'ego Semela. Jego doświadczenie w przemyśle rozrywkowym powinna pomóc firmie w czasach, gdy dużą popularność zyskują między innymi serwisy oferujące muzykę przez internet.
Jednak wielu analityków obawia się, że Semel pragnie rozwoju firmy w zbyt wielu dziedzinach, podczas gdy ta powinna jasno określić cel swojej działalności.
Zakup w ubiegłym miesiącu Launch Media, firmy świadczącej usługi radiowe przez internet zaskoczył analityków. Dotychczasowa strategia Yahoo! nie skupiała się na dostarczaniu treści.
Wobec tak wielu niejasności środowy raport kwartalny spółki raczej nie spowoduje wzrostu ceny akcji.
"Moim zdaniem jako duża spółka medialna Yahoo powinno skupić się na swojej podstawowej działalności. Inwestorzy muszą sobie uświadomić, że jego potencjał zależy od poprawy sytuacji na rynku reklamy. Cała reszta to tylko dodatek" - uważa Safa Rashtschy, analityk U.S. Bancorp.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))