Czytasz dzięki

Przyprawiają o zawrót głowy

Robert Rybarczyk
opublikowano: 26-03-2020, 22:00

Firmy i korporacje chętnie wspierają zdolną młodzież. Fundacja Santander Bank Polska otoczyła opieką m.in. najmłodszego studenta w Polsce, 12-letniego Kamila Wrońskiego. „Zależy nam, by dawać wsparcie na wczesnym etapie edukacji. Bo zdobyta wiedza kiedyś do nas wróci” — zapewniają w Fundacji.

Filantrop Rafał Sonik powiedział kiedyś, że „nie ma lepszej inwestycji niż ta w społeczeństwo”. Właściciel Gemini Holding, zwycięzca rajdu Dakar, w 2018 r. przewodniczył jury w konkursie „Zmieniaj świat. Budimex 50 lat”. Nagrodę główną — 500 tys. zł — zdobyła Fundacja trzy czte ry!, przeznaczając ją na budowę pierwszej leśnej szkoły podstawowej w nadleśnictwie Dojlidy pod Białymstokiem. Fundacja zaczynała od leśnego przedszkola Puszczyk. Dzieci uczą się i bawią w lesie przez cały rok, bez względu na pogodę. Przez kilka lat miały bazę w jurcie mongolskiej, potem w namiotach sferycznych. Dzięki pieniądzom od Budimeksu fundacja zbudowała cztery kompleksy drewnianych pawilonów szkolnych.

Pasja do tenisa. Grupa Unibep, działająca w branży budowlanej, objęła opieką 15-letniego tenisistę Wiktora Kosowskiego, zawodnika UKS Return Łomża. Utalentowany młody sportowiec staje już na podium turniejów OTK. Jest mistrzem województwa i bierze udział w mistrzostwach Polski.
Wyświetl galerię [1/4]

Pasja do tenisa. Grupa Unibep, działająca w branży budowlanej, objęła opieką 15-letniego tenisistę Wiktora Kosowskiego, zawodnika UKS Return Łomża. Utalentowany młody sportowiec staje już na podium turniejów OTK. Jest mistrzem województwa i bierze udział w mistrzostwach Polski. FOT. FUNDACJA SANTANDER BANK POLSKA I ARCHIWUM RODZINNE KAMILA WROŃSKIEGO, GRAVIT STUDIO ŁOMŻA

— Teraz zmieniacie świat setek dzieci. A dzięki temu, że my pomożemy wam, będziecie pozytywnie wpływać na życie tysięcy młodych ludzi — mówił po konkursie Rafał Sonik.

Od ponad 20 lat jest związany ze stowarzyszeniem Siemacha, które pomaga 1,5 tys. młodych ludzi. Umożliwia im codzienne uczestnictwo w bezpłatnych zajęciach i warsztatach artystycznych, sportowych, wychowawczych, rekreacyjnych, terapeutycznych. Rafał Sonik wspiera również fundację Fabryka Marzeń. Przewodniczącą rady fundacji jest jego narzeczona Karolina Sołowow, córka najbogatszego Polaka Michała Sołowowa. Fabryka Marzeń przez system stypendialny pomaga uzdolnionym młodym ludziom z ubogich rodzin, którzy osiągają ponadprzeciętne wyniki w nauce, sporcie czy kulturze. Fundacja remontuje także domy dzieci niepełnosprawnych i z ubogich rodzin.

Opinia: przedszkolak na studia

Cztery lata temu to była sensacja na całą Polskę: ośmioletni Kamil Wroński został najmłodszym studentem w kraju. Dostał się na Politechnikę Lubelską. Tytuły w mediach krzyczały: „Cudowne dziecko z Lublina. Uczeń i student”, „Kamil Wroński z indeksem wyższej uczelni”.

— Zawsze był dzieckiem niezwykłym. Wiedzę i umiejętności zdobywał szybko, w naturalny sposób. Jako przedszkolak rozkładał na części każdą zabawkę. Intrygowało go, jak są skonstruowane. Kiedy zaspokoił ciekawość, składał je, wprowadzając ulepszenia. Nie potrzebował do tego instrukcji. Z czasem zaczęły interesować go przedmioty zawierające elementy elektroniczne, zdalnie sterowane samochody, radia — wspomina Patryk Wroński, ojciec Kamila.

Kiedy Kamil skończył cztery lata, ojciec zapisał go na robotykę. Po pierwszych lekcjach nauczyciel stwierdził, że Kamil umie wszystko. Pracuje szybko, samodzielnie i przydałyby mu się zajęcia na wyższym poziomie. Po roku Kamil został poddany pierwszej diagnozie w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Badania wykazały niezwykłe umiejętności poznawcze, abstrakcyjne i logiczne myślenie dziecka. Opinia z poradni: zapewnić Kamilowi zajęcia na poziomie akademickim, bo tylko to pozwoli mu zaspokoić potrzebę zdobywania wiedzy.

— Na rynku nikt nie oferował zajęć z zaawansowanej mechatroniki dla przedszkolaków — dodaje ojciec chłopca.

Dostali dokumenty stwierdzające, że dziecko ma iść na studia. Precedens. Kamil nie skończył nawet siedmiu lat. Ale udało się doprowadzić do podpisania trójstronnej umowy o współpracy między szkołą, Uniwersytetem Marii Curie- -Skłodowskiej i Politechniką Lubelską. W ten sposób ośmiolatek trafił na politechnikę. Kamil chodzi do szkoły podstawowej, a na politechnice uczestniczy w zajęciach z mechatroniki. Aby pogodzić studia i lekcje, realizuje indywidualny tok nauczania z przedmiotów ścisłych. Na uczelni ma indywidualne zajęcia z nauczycielami akademickimi. Od czterech lat chłopca wspiera Fundacja Santander Bank Polska.

— Kamil dał początek programowi stypendialnemu. Zainspirował nas do pomysłu stworzenia programu dla takich jak on młodych, uzdolnionych, z pasją, którym się chce. Wsparcie finansowe kierujemy do wybijających się uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Stypendium jest motywacją do dalszej pracy i osiągania lepszych wyników. W ten sposób przyczyniamy się do rozwoju talentów — mówi Wioletta Obuchowska, koordynator programu stypendialnego Fundacji Santander Bank Polska.

Fundacja od ponad 20 lat pomaga szczególnie uzdolnionym dzieciom i młodzieży, oferując programy grantowe i indywidualne wsparcie. Wiele młodych osób zgłasza się z prośbą o dofinansowanie nauki za granicą, udziału w warsztatach rozwojowych, o pokrycie kosztów wyjazdu na obozy tematyczne czy zakupu instrumentu.

— Jeżeli chcemy mieć przedsiębiorczych dorosłych, musimy uczyć dzieci. Same z siebie niekoniecznie muszą być przedsiębiorcze. To dorośli muszą je tego nauczyć i wskazać drogę — uważa przedstawicielka fundacji.

Wynalazki lądują w szafie

— Zwykły dzień wygląda tak, że wstaję o 6.30. Jem śniadanie, jadę do szkoły. Po szkole wracam autobusem do domu. Jem obiad i gram na komputerze w gry strategiczne. Potem czytam książki, głównie fantastykę, np. powieści Brandona Mulla. O 19 jem kolację i biorę się za mechatronikę. O 21 gram z tatą na komputerze. I ciągle z nim wygrywam, w każdą grę. O 22 idę spać. Poza tym mam trochę innych zajęć. W środy i soboty jeżdżę na zajęcia na politechnice. W czwartki mam treningi speedcubingu. W piątki rozwiązuję łamigłówki i ćwiczę zadania z olimpiady matematycznej. Raz w miesiącu jeżdżę na zawody w układaniu kostki Rubika na czas. Uczę się języka angielskiego. Na politechnice wybieram dwa, trzy przedmioty w semestrze. Dobieram je tak, by godziny zajęć dało się pogodzić z lekcjami w szkole — wylicza Kamil Wroński.

Co się dzieje z jego wynalazkami? Na przykład sterownikiem mostka IBT_2 Arduino, który można zastosować do wózków inwalidzkich. Albo stołem dydaktycznym z modelem bramy wjazdowej, w której usunął błąd. Bramy zawieszają się podczas otwierania, przy kilkukrotnym naciśnięciu pilota lub gdy dwie osoby nacisną go w tym samym czasie. Kamil tak to naprawił, że bramy już się nie zawieszają.

— Pracuję nad nowymi wynalazkami. Naprawiam błędy urządzeń. Większość projektów robię, bo potrzebuję jakiegoś urządzenia. Kiedyś chciałem puścić druk 3D trwający ponad 24 godziny. Ale mama mi nie pozwoliła, ponieważ groziło to pożarem. Aby rozwiązać ten problem, stworzyłem podwójny czujnik płomieni, który załącza alarm, gdy wykryje ogień. Czerpię przyjemność z tego typu zajęć. Zwłaszcza gdy projekt zadziała. Jeżeli coś pójdzie nie tak, staram się odnaleźć błąd i go naprawić. Stół dydaktyczny zostawiłem na uczelni. Pracują i uczą się na nim inni studenci. Moje wynalazki lądują w szafie. Jestem za młody, żeby je opatentować. Pomysły mam w głowie. Obserwuję otaczający mnie świat i ludzi. Tworzę rzeczy, które mogą komuś pomóc lub ułatwić życie — mówi dwunastolatek.

Na patronite.pl trwa zbiórka na rozwój Kamila. „Jest nie tylko genialnym naukowcem, ale też dzieckiem. Jego iloraz inteligencji osiągnął poziom akademicki, ale czasem umykają mu mało istotne szczegóły, np. że lepiej nie operować palnikiem w okolicy firanek. Rodzice już nie liczą przypalonych dywanów, serii wybuchów. Finansując go, pomożecie odciążyć rodziców najmłodszego studenta w Polsce. A Kamil będzie mógł poświęcić się tworzeniu wynalazków” — można przeczytać pod zbiórką pieniędzy.

— Finansowanie syna nie jest proste. Stworzenie prototypowania urządzeń, kupno mierników, lutownic, podzespołów elektronicznych jest kosztowne — mówi ojciec naukowca.

Miesięczne wydatki na zajęcia dodatkowe Kamila to m.in. 800 zł za osiem godzin profesjonalnego szkolenia z programowania mikrokontrolerów, a także dodatkowe zajęcia z angielskiego, treningi speedcubingu, zajęcia z matematyki dla olimpijczyków. Rodzice starają się zaspokajać naukowe potrzeby syna, ale wydatki są dla nich wyzwaniem.

— Na szczęście potrzeby w zakresie edukacji i rozwoju Kamila finansowane są w dużej mierze ze stypendium Fundacji Santander. Są także inne, np. stypendium MEN czy od Marszałka Województwa Lubelskiego. Bez tego Kamil nie miałby swobody w eksperymentowaniu i szukaniu nowych rozwiązań w mechatronice — mówi ojciec 12-latka.

Kamil jest stypendystą Fundacji Santander już czwarty rok.

— To utalentowany młody naukowiec z ogromnym potencjałem. Marzy o zebraniu grupy podobnych zapaleńców, z którymi będzie mógł wprowadzać swoje pomysły w życie. Obserwujemy jego talent i sukcesy. Jesteśmy pewni, że zostanie wybitnym konstruktorem i wynalazcą. Mamy wśród stypendystów sportowców, muzyków, tancerzy, artystów, pasjonatów nauk ścisłych i humanistycznych. Każdy jest niepowtarzalny. Ich największym sukcesem jest to, że im się chce. Mają wiarę, że im się uda. Za każdym sukcesem idzie ogromna praca. Ale też duże zaangażowanie rodziców, nauczycieli, trenerów, instruktorów — przyznaje przedstawicielka fundacji.

Każdy z jej stypendystów otrzymuje rocznie 5 tys. zł.

— Gdy Kamil wystąpił na gali naszej fundacji i opowiedział o najnowszych wynalazkach, teleporcie, który zamierza stworzyć, zebraną publiczność przyprawił o zawrót głowy — żartuje Wioletta Obuchowska.

Tydzień uzależniony od turniejów

Grupa Unibep, działająca w branży budowlanej, także wspiera młodych zdolnych, m.in. 15-letniego tenisistę Wiktora Kosowskiego, zawodnika UKS Return Łomża.

— Trzy lata temu właściciele spółki uznali, że nadszedł czas, by podzielić się wiedzą, doświadczeniem, a także pieniędzmi z młodymi ludźmi. Głównie na Podlasiu, bo tu są korzenie spółki. Grupa Unibep prowadzi biznes i zna się na tym. Dlatego fundatorzy uznali, że powinniśmy rozwijać w młodych ludziach pasję przedsiębiorczości, zaradności, kreatywności i innowacyjności. Bo to pozwoli im uwierzyć we własne siły — twierdzi Wojciech Jarmołowicz, prezes Fundacji Grupy Unibep Unitalent.

Jej podstawowy program wsparcia — Nie tylko święci garnki lepią — skierowany jest do utalentowanej młodzieży z wytypowanych bielskich szkół średnich. Przedstawiciele fundacji i szkół ustalili, że proponują program tym, którzy wykazują smykałkę do przedsiębiorczości. Czyli odważnym, otwartym na zmiany młodym ludziom, którzy jeszcze nie wiedzą, czy i jaki mają talent.

— Ale ma się im chcieć, to podstawowa zasada. Na zajęciach fundacji rozwijamy ich talenty. Mamy także program skierowany do studentów białostockich uczelni. W czasie spotkań doświadczeni menedżerowie z Podlasia dzielą się wiedzą. Oceniają pomysły biznesowe studentów. Zespół z najlepszymi pomysłami był dofinansowany 10 tys. zł — mówi Wojciech Jarmołowicz.

Kiedy Agnieszka Kosowska, mama Wiktora, dowiedziała się, że Unitalent wspiera młodych, zgłosiła syna. Szybko dostała odpowiedź, że fundacja jest nim zainteresowana.

— Sport to jego życie. Gdyby to było możliwe, robiłby dwie rzeczy: uprawiał sport i odpoczywał. Jako sześciolatek grał w piłkę nożną. Dwa lata później zaczął grać w tenisa ziemnego. Od początku widzieliśmy, że nie jest to chwilowa fascynacja i że jego umiejętności nie są przeciętne — mówi Agnieszka Kosowska.

Tenis stał się czymś, wokół czego kręci się świat rodziny Wiktora. — Żeby zrozumieć, o czym mowa, trzeba poznać specyfikę sportu. Trening to jedno. Ale trenuje się, żeby grać turnieje. Są różnej rangi, od 5 — WTK (wojewódzki turniej klasyfikacyjny) do 1 — mistrzostwa Polski. Każdy wygrany turniej to punkty do klasyfikacji. A to daje pozycję w rankingu — tłumaczy Agnieszka Kosowska.

Wiktor staje już na podium turniejów OTK (ogólnopolski turniej klasyfikacyjny). Jest mistrzem województwa, bierze udział w mistrzostwach Polski. Mama tenisisty przyznaje, że jej syn wybrał sport trudny fizycznie i mentalnie. Bo trzeba sobie radzić na korcie samemu, tam nie ma nikogo, kto pomoże. Trzeba też włożyć dużo pracy, żeby wystartować w turnieju.

— Wielka pasja i miłość Wiktora do tenisa trwa. Mam wrażenie, że to swego rodzaju uzależnienie. Na 279 kadetów w Polsce (obecna kategoria wiekowa) sklasyfikowanych na listach Polskiego Związku Tenisowego, Wiktor zajmuje 17 miejsce — chwali syna mama.

Wiktor mógłby brać udział nie tylko w turniejach w Polsce, ale również zagranicznych, co daje klasyfikację międzynarodową. Powinien grać w większej liczbie turniejów, ale na wszystko nie starcza.

— Gramy i trenujemy, na ile pozwolą finanse. Podliczmy koszt wyjazdu na OTK w Wodzisławiu Śląskim 22-25 lutego 2020 r. Wiktor zajął pierwsze miejsce w singlu i deblu. Trzy doby hotelowe — 540 zł, wpisowe — 100 zł, dojazd 1000 km w obie strony 400 zł, plus wyżywienie na miejscu. W tym roku byliśmy na czterech turniejach. Wiktor trenuje codziennie: koszty wynajmu sali, opłata trenera, karnet na siłownię. Musi mieć trzy rakiety. Starczają na dwa lata. Koszt jednej to 800 zł. Cztery pary butów rocznie — 400 zł para. Naciągi — szpula starcza na trzy miesiące gry — 800 zł. To są ogromne pieniądze. I powiem szczerze, musimy robić wszystko, żeby mógł grać — dodaje mama zawodnika.

Jak wygląda jego dzień?

— Mój tydzień jest uzależniony od tego, czy mam turniej. Jeśli mam wyjazd, ćwiczę ogólnorozwojówkę od poniedziałku do piątku, a od 17 do 18 trening tenisowy. 18.30 siłownia. Po siłowni rolowanie i rozciąganie. Na koniec dnia robię medytację. W piątek po szkole wyjeżdżam na turniej. W weekend też ćwiczę ogólnorozwojówkę. Czasami zagram sparing — wylicza zawodnik.

— Pamiętam pierwszy turniej w Warszawie. Były pytania: Łomża? A gdzie to jest? Co można osiągnąć w Łomży? Wiktor turniej wygrał. I kolejny, następny i następny — wspomina Agnieszka Kosowska.

Szczegółów nie zdradzę

Kamil Wroński zapewnia, że radość sprawia mu wszystko, co jest związane z mechatroniką. Lubi tworzyć rzeczy, których dotychczas nie było, programować urządzenia, by działały tak, jak tego oczekuje. Ma satysfakcję, kiedy kolejne wymyślone i wykonane przez niego urządzenia działają.

— Od dłuższego czasu pracuję nad prototypem innowacyjnego napędu do samochodu elektrycznego. Jest to duży projekt, którego szczegółów staram się nie zdradzać. Koszty prototypu takiego silnika są duże i niestety względy finansowe nie pozwalają mi na spektakularnie szybkie wykonanie. Ale przecież mam czas — konkluduje młody naukowiec.

ROBERT RYBARCZYK

Dziennikarz od 1994 r., m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Życiu Warszawy”. W „Pulsie Biznesu Weekend” pisze m.in. o pasjach i inwestycjach ludzi biznesu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Rybarczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu