Puenta startuje w średnim stylu
W budynku warszawskiego Teatru Wielkiego działa od niedawna restauracja Puenta. Jakością kuchni nie rzuca na kolana, ale i nie zniechęca do powtórnego jej odwiedzenia.
Wystrój wnętrza i przeciętna jakość serwowanych dań wskazują, że właściciele pragną przyciągnąć raczej młodą klientelę o niezbyt wysublimowanym zmyśle estetycznym i podniebieniu. Tezie tej przeczą jednak ceny, zdecydowanie przerastające możliwości finansowe studenta lub człowieka, który podjął pierwszą pracę.
Bar z nierdzewnej stali, takież krzesła oraz mnogość balustrad i krat wentylacyjnych przywodzą skojarzenia z barami McDonald sa. Wszystko zostało jednak okraszone dodatkami nadającymi przestrzeni indywidualny i sympatyczny charakter.
Kucharz Pointy to fachowiec, ale nie artysta.
Zamówiona na wstępie sałatka Napoli nie była niczym nadzwyczajnym. Podobny brak wyrazu cechował zupę Pavese. Makarony fettucine con fungi i penne arrabiata były rozgotowane, a ten drugi odznaczał się dodatkowo gorzkawym posmakiem. Równie przeciętne okazały się dania główne. Najsmaczniejszym składnikiem piersi kurczaka w sosie pesto okazały się serwowane do niej pieczone ziemniaki. Sola w sosie cytrynowym choć nie najgorsza, była jednak zbyt tłusta. Miłą niespodziankę sprawiły desery. Tiramisu zaspokoiłoby wymagania największych smakoszy, a talerzowi lodów również trudno byłoby coś zarzucić.
Obsługa, dyskretna, dość sprawna, choć omylna. Proporcje między elegancją i nonszalancją w jej zachowaniu są nieco zachwiane na rzecz tej drugiej.