PZU czeka ciężka praca

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2010-05-13 11:02

Akcjonariusze mogą być spokojni o los giganta. Spadek kursu mu nie grozi.Ale rosnąć też łatwo nie będzie. Do tego trzeba zmniejszenia zatrudnienia, informatyzacji, ekspansji zagranicznej i agresywniejszego inwestowania — uważają analitycy.

Historia PZU nie kończy się na ofercie publicznej. Tak naprawdę dopiero się zaczyna — komentował podczas debiutu Andrzej Klesyk, prezes PZU. Analityków cieszy, że szef giganta twardo stąpa po ziemi. Są bowiem zgodni, że o rekordowym zysku (3,76 mld zł w 2009 r.) ubezpieczyciel może na kilka lat zapomnieć. Wszystko przez megadywidendę wypłaconą w listopadzie. Kapitały stopniały, a w ślad za nimi przychody z działalności lokacyjnej, z których od lat gigant czerpał większość zysku netto. Czym zasypać ubytek?

— Jeśli obecny zarząd dostanie szansę stabilnego zarządzania spółką, a nie zostanie zmieniony z powodów politycznych, to jest bardzo prawdopodobne, że przeprowadzi potrzebną restrukturyzację. Właśnie restrukturyzacja jest największą szansą na poprawę wyników. Nie chodzi tylko o prostą redukcję zatrudnienia. Równie ważne jest wprowadzenie systemów IT i zautomatyzowanie procesów, tak jak u zagranicznych konkurentów. Wówczas PZU stałby się nowoczesną spółką, podobnie jak PKO BP po debiucie —mówi Maciej Barański, analityk DM BZ WBK.
Cięcie kosztów

Zarząd PZU rozpoczął zwolnienia. Do 2012 r. zatrudnienie ma spaść z 15,5 tys. do 11,5 tys. osób. Wszystko po to, by zmniejszyć koszty administracyjne. W PZU ten wskaźnik wynosi około 13 proc., podczas gdy u konkurentów około 8 proc. Zbicie wskaźnika do 8 proc. zostawiłoby w kasie PZU ponad 640 mln zł. Kolejne miliony może przynieść wyprzedaż zbędnych nieruchomości (jest ich 700).

— Przy zakładanym zysku operacyjnym i dywidendzie PZU ma szansę szybko odbudować kapitały i znów czerpać duże dochody z lokat —mówi Maciej Barański.

Właśnie w działalności lokacyjnej niektórzy upatrują szansy na zwiększenie zysków. Polityka PZU jest dość konserwatywna — 90 proc. portfela stanowią obligacje i depozyty. Akcje to około 5 proc.

— Kryzys pokazał, że ryzykowna polityka inwestycyjna może się źle skończyć. Raczej nie namawiałbym PZU do agresywniejszego lokowania, ale firma mogłaby pomyśleć o dywersyfikacji przez inwestycje w nieruchomości czy fundusze private equity — mówi Maciej Barański.
Przejęcia zagraniczne

Inną drogą do wzrostu wartości spółki są przejęcia, o których prezes mówi od dwóch lat.

— PZU ma program restrukturyzacji, który ma podnieść wartość spółki, ale jeśli pojawią się okazje do przejęcia, będzie je rozważać. PZU nie ma ani nakazu, ani zakazu akwizycji — mówi Aleksander Grad, minister skarbu państwa.

Eksperci nie mają wątpliwości, że PZU stać na przejęcia. Ale jeśli do nich nie dojdzie, nie będzie końca świata.

— PZU na tle innych graczy europejskich jest mocno dokapitalizowany, co pozwala myśleć o akwizycjach. Jeśli nie znajdzie celu w ciągu kilku lat, to można się spodziewać wypłaty sporej dywidendy —mówi Szymon Borawski-Reks, zarządzający funduszami Arka.
Kurs za indeksem

Te wszystkie plany mogą przełożyć się na wzrost kursu w średnim i długim terminie. A w krótkim? Na wczorajszej sesji akcji pozbyło się wielu drobnych inwestorów. Popyt na akcje ze strony krajowych funduszy był ogromny.

— W krótkim terminie kursowi sprzyjać będzie to, że PZU wejdzie w skład indeksu WIG20 i MSCI. To wywoła zainteresowanie funduszy — mówi Maciej Barański.

Z naszej sondy wynika, że po wczorajszym wzroście fundusze będą miały mniejszy apetyt do kupowania (zarządzający za racjonalną uznają cenę do 370 zł). W dłuższym terminie PZU ma poruszać się w takt WIG20, ale z nieco mniejszą zmiennością. Już na starcie większość specjalistów przykleiło PZU łatkę spółki defensywnej. To oznacza, że przy silnych wzrostach kurs może iść w górę wolniej niż rynek, ale za to przy spadkach będzie stabilizował indeks.

Możesz zainteresować się również: