Rafał Brzoska: Nie warto szukać kolejnej rewolucji

opublikowano: 05-07-2020, 22:00

InPost kryzysu nie czuje — rośnie na fali e-commerce. Jego twórca stawia na usługowe start-upy, inwestorom jednak radzi uzbroić się w cierpliwość.

Przeczytaj wywiad i dowiedz się:

  • czy Rafał Brzoska nastawia się na głęboki kryzys czy szybkie odbicie 
  • jakie branże mają teraz - jego zdaniem - dobre perspektywy
  • w co warto teraz inwestować 

„PB”: Wszyscy mają kryzys, a wy…

Rafał Brzoska

Rafał Brzoska: ...a my w logistyce mamy mnóstwo pracy. W branży dużo się dzieje, nie możemy mówić o spadku obrotów czy konieczności redukcji zatrudnienia. Wręcz przeciwnie, popyt bardzo szybko rośnie. Oczywiście wskutek pandemii ponosimy znaczne dodatkowe koszty, ale wynika to z przyjętej zasady maksymalnej ochrony pracowników i klientów. Kupiliśmy tyle maseczek i żelu do dezynfekcji, że mogliśmy podzielić się zapasami ze szpitalami.

Do nowych warunków trzeba było jednak się przystosować.

Jeszcze przed pandemią, w połowie lutego, powołaliśmy sztab kryzysowy i szybko przystosowaliśmy się do działania w warunkach zagrożenia. Nasze call-center przestało działać w jednej dużej lokalizacji: rozbiliśmy je na sześć mniejszych, a kto może, ten pracuje z domu. Kurierzy z domu pracować nie mogą, sortownie przesyłek też wymagają obecności pracowników, ale wygląda na to, że udało nam się odpowiednio zabezpieczyć załogę i w odróżnieniu od niektórych firm na rynku nie mieliśmy problemu z ogniskami wirusa w sortowniach.

Przesyłki w czasie pandemii dostarcza się inaczej?

Zbieramy owoce wcześniejszych inwestycji. Nasza aplikacja, umożliwiająca praktycznie bezdotykowy odbiór paczek, została wprowadzona jeszcze w ubiegłym roku. Szybko też wdrożyliśmy bezkontaktowy sposób odbioru przesyłek od kurierów. Bezpieczeństwo dostaw jest wysokie, co wpływa na popularność tego typu usług.

Niedawno chwaliliście się uruchomieniem w Polsce paczkomatu numer 7000. To wystarczy do obsługi popytu?

Na pewno nie jest to nasze ostatnie słowo. Oprócz stawiania paczkomatów rozbudowujemy stojące już maszyny — od początku roku rozbudowaliśmy ich 1,5 tys. Przyspieszamy też rozstawianie paczkomatów na rynku brytyjskim, który jest kilkanaście razy większy od polskiego.

W czasie pandemii obroty e-handlu znacznie wzrosły. To się utrzyma?

Oceniam, że od wybuchu pandemii dokonaliśmy skoku o 18-24 miesiące, czyli liczba zamówień jest teraz taka, jakiej spodziewaliśmy się za dwa lata. W USA czy Wielkiej Brytanii udział zakupów internetowych w całym handlu detalicznym skoczył z 15 do 26-28 proc. Oczywiście po unormowaniu sytuacji może się to trochę zmniejszyć, ale nie ma już powrotu do kilkunastoprocentowego udziału e-handlu — spadek nie będzie większy niż 2-4 punkty procentowe. W Polsce ostatnie duże firmy z branży handlu detalicznego, które nie były obecne w internecie albo traktowały go po macoszemu, teraz inwestują w rozwój w tym kanale, czego efekty będzie widać za kilka miesięcy.

Sky is the limit?

Pięć lat temu na prezentacjach dla inwestorów szacowałem, że w ciągu dekady udział e-handlu sięgnie 50 proc., i nie wycofuję się z tych prognoz. To jak najbardziej realne, a wszystkie firmy, których biznes związany jest z e-commerce, będą beneficjentami tych przemian. Z drugiej strony już obserwujemy zamykanie sklepów stacjonarnych.

Inne branże zostały jednak dotknięte przez kryzys, a to może przełożyć się na siłę nabywczą populacji. Teraz w e-handlu jest lepiej, ale może będzie gorzej?

Jest pewne, że konsumpcja ucierpi, a klienci będą uważniej oglądali każdą złotówkę. To wpłynie na wartość koszyka zakupowego, ale nie sądzę, by odbiło się na częstotliwości zakupów w sieci. Wręcz przeciwnie — w internecie jest większy wybór, łatwiej znaleźć najtańszą ofertę, więc to kolejny czynnik wzrostu popularności e-handlu.

Koronawirus zweryfikuje inne biznesy?

Kryzys zawsze weryfikuje firmy i pokazuje, kto stał na glinianych nogach. My z paczkomatami ruszaliśmy tuż po upadku Lehman Brothers i pokazaliśmy, że dobry pomysł biznesowy może się przebić w każdych warunkach. Za każdą spółką stoją konkretni ludzie, menedżerowie. Ci, którzy w kryzysie wykazują się zwinnością i elastycznością, poradzą sobie w każdej sytuacji.

Na co warto teraz stawiać w biznesie?

Ja już od jakiegoś czasu stawiam na młodych przedsiębiorców i start-upy, w które inwestuję w ramach funduszy bValue i Inovo. Trzymam się branż, które — jak sądzę — znam nieźle, czyli technologii związanej z szeroko pojętym e-commerce. Wszystkie spółki z tego sektora gospodarki są warte uwagi, a fundusze, w których jestem, mają dobry track-record. Jak na drożdżach rosną firmy działające w modelu subskrypcyjnym, jak Your Kaya, czy wspierające e-sklepy, jak PushPushGo.

Wszystko kręci się wokół e-handlu.

Jeśli mówię o inwestowaniu w start-upy technologiczne, to nie chodzi mi o szukanie kolejnej rewolucji w rodzaju grafenu. Chodzi o podstawowe rzeczy — choćby o usługi, które pozwalają na poprawienie konwersji w internecie o kilka punktów procentowych. Takie coś to inwestycyjny „no-brainer”, wszystkie firmy w branży szukają takiego wsparcia i będą z niego korzystać.

Kryzys to dobry moment na inwestowanie w start-upy?

To na pewno moment, w którym trzeba być ostrożnym i unikać inwestowania w ryzykowne, mało płynne aktywa, z których w razie konieczności trudno szybko wyjść. Sam łapię się na tym, że widzę jakąś okazję inwestycyjną i chciałbym od razu ją wykorzystać, ale naprawdę warto być cierpliwym, poczekać kilka miesięcy. Niepewność na rynkach jest duża, można stracić jedną okazję teraz, ale za kilka miesięcy będą trzy inne.

W co w takim razie warto inwestować w niepewnych czasach?

Akcje — nie, obligacje — nie, lokaty — na pewno nie, nieruchomości… Nieruchomości są zawsze atrakcyjne, choć może nie teraz, tylko za pół roku. Ten rynek zawsze z pewnym opóźnieniem reaguje na to, co dzieje się w gospodarce, więc sądzę, że za kilka miesięcy będzie można liczyć na lepsze ceny. Giełdę omijam teraz szerokim łukiem: zmienność jest zbyt duża, rosną bańki spekulacyjne, a jednocześnie istnieje spore ryzyko kolejnej fali pandemii. Kryzys na pewno szybko się nie skończy — i z punktu widzenia inwestora na rynku będzie jeszcze taniej niż obecnie.

Rafał Brzoska rozpoczął działalność biznesową jeszcze w czasie studiów — w 1999 r. zainwestował oszczędności w roznoszenie ulotek. Szybko zdobył znaczącą pozycję na polskim rynku i rzucił wyzwanie Poczcie Polskiej. W 2007 r. wprowadził spółkę Integer.pl na GPW, a potem zaczął stawiać sieć paczkomatów. Uzyskał wsparcie międzynarodowych inwestorów, ale globalna ekspansja połączona z walką z Pocztą na polskim rynku doprowadziły do problemów z zadłużeniem. Rozwiązał je fundusz Advent, ściągając grupę z GPW. Od tego czasu sieć paczkomatów i biznes kurierski w Polsce mocno się rozrosły, a Rafał Brzoska — który wciąż jest prezesem i znaczącym akcjonariuszem Integera i InPostu — inwestuje dodatkowo w start-upy w ramach funduszy venture capital bValue i Inovo.

Wszystkie rozmowy z ekspertami na temat inwestowania w czasie pandemii znajdziesz w serwisie specjalnym "Tak inwestują gwiazdy biznesu":

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Marcel Zatoński

Polecane