RAFINERIA GDAŃSKA ZBLIŻA SIĘ DO PŁOCKA

Jacek Uryniuk
17-12-1998, 00:00

RAFINERIA GDAŃSKA ZBLIŻA SIĘ DO PŁOCKA

Mało atrakcyjne oferty na zakup polskiej rafinerii złożone przez zachodnie koncerny to efekt kryzysu na świecie

Włączenie Rafinerii Gdańskiej do Petrochemii Płock jest coraz bardziej prawdopodobne. Oferty firm, które chcą być inwestorem strategicznym w gdańskiej rafinerii, są bowiem mało atrakcyjne. Ostateczną decyzję Nafta Polska miała podjąć do 16 grudnia.

Zainteresowanie strategicznym udziałem w Rafinerii Gdańskiej deklarowało do tej pory 12 firm, między innymi tacy potentaci, jak British Petroleum, Shell i Statoil. Zwycięzca przetargu będzie mógł przejąć ponad 50 proc. akcji rafinerii oraz 160 stacji benzynowych CPN. Decyzja o wyborze firmy do dalszych negocjacji miała zapaść 3 grudnia. Tego dnia Nafta Polska ogłosiła jednak, że oferty światowych koncernów są nie do końca jasne. Firmy biorące udział w przetargu zostały poproszone o sprecyzowanie niektórych deklaracji. Zwiększa to prawdopodobieństwo włączenia rafinerii do narodowego koncernu naftowego, który ma powstać z połączenia największych polskich firm naftowych.

Rada nadzorcza Nafty Polskiej na swoim posiedzeniu 16 grudnia miała podjąć decyzję, czy któraś z ofert przetargowych pozwala wybrać inwestora strategicznego.

— Jeżeli okaże się, że uzupełnione oferty nadal będą nie do zaakceptowania, wycofamy się z poszukiwania partnera strategicznego dla gdańskiej firmy. Będziemy wówczas albo szukać inwestorów pasywnych, albo zaproponujemy włączenie do narodowego koncernu. Takie rozwiązanie cały czas braliśmy pod uwagę, by mieć jakąś alternatywę na wypadek niepowodzenia w poszukiwaniu partnera strategicznego — mówi Michał Frąckowiak, prezes zarządu Nafty Polskiej.

CPN-Petrochemia razem

Równolegle trwa proces łączenia Petrochemii Płock i Centrali Produktów Naftowych, które mają utworzyć narodowy koncern paliwowy. Jeszcze przed świętami zarząd Nafty Polskiej ogłosi, która firma konsultingowa będzie jej pomagać w tym przedsięwzięciu. Pod uwagę brane są dwie: Boston Consulting Group i McKinsey.

W poniedziałek ogłoszono też otwarty konkurs na zarząd koncernu. Rozwiązanie to ma wyeliminować ewentualne konflikty między obecnymi zarządami CPN i Petrochemii. W komisji konkursowej zasiadają przedstawiciele Nafty Polskiej i ministerstw: skarbu państwa, finansów, gospodarki oraz spraw wewnętrznych i administracji.

— Mamy nadzieję, że nowy zarząd uda się wyłonić już w drugiej połowie stycznia. Obecne władze CPN i Petrochemii zostaną odwołane. Zarząd ma zostać podzielony. Będzie kierował obiema firmami do czasu ich połączenia. Po połączeniu obejmie władzę nad koncernem — wyjaśnia prezes Frąckowiak.

Na razie nie wiadomo, ile pochłonie fuzja dwóch gigantów. Prawdopodobnie zamknie się w kwocie kilku milionów dolarów.

— Warto jednak te pieniądze zainwestować. Z badań marketingowych wynika, że po połączeniu CPN i Petrochemii ich łączna wartość będzie o kilkaset milionów dolarów większa — podkreśla prezes Frąckowiak.

Do ostatecznej fuzji dojdzie prawdopodobnie w maju przyszłego roku. Wtedy już tylko krok będzie dzielił narodowy koncern naftowy od prywatyzacji. Początkowo 30 proc. jego akcji trafi na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie i na giełdy zagraniczne. Na które — na razie nie wiadomo. Stanie się to prawdopodobnie w połowie przyszłego roku. Dalszy harmonogram prywatyzacji nie został jeszcze opracowany.

Południowy problem

Tymczasem nie wiadomo, kiedy rozpocznie się proces prywatyzacji rafinerii południowych. Nie dotyczy to Trzebini i Jedlicz, które zostały przejęte przez Petrochemię Płock i będą prywatyzowane w ramach narodowego koncernu naftowego. Dość jasną sytuację ma rafineria Glimar z Gorlic. Obecnie poszukiwani są inwestorzy, którzy razem z Glimarem zbudują kompleks wodorowy do produkcji specyfików ropopochodnych.

— Jego budowa umożliwiłaby firmie wysoką specjalizację produkcji, a tym samym zapewniła egzystencję rafinerii na rynku. Wielkie koncerny nie są bowiem w ogóle zainteresowane wytwarzaniem małych ilości specjalistycznych produktów — dodaje Michał Frąckowiak.

Szansa za 280 mln

Kompleks wodorowy będzie kosztował około 280 mln zł (80 mln USD). Rozmowy z inwestorami są już bardzo zaawansowane. Zarząd Nafty Polskiej spodziewa się ich finału wiosną przyszłego roku. Dopiero wówczas będzie można mówić o prywatyzacji rafinerii w Gorlicach. Nie znaleziono natomiast rozwiązania dla rafinerii w Jaśle i Czechowicach.

— Rafinerie te są położone z dala od rurociągów surowcowych, a transport ropy koleją jest trudny i drogi. Poza tym są niewielkie i przerób ropy nie będzie w nich opłacalny. Natomiast jedynym wyjściem, podobnie jak w przypadku Gorlic, będzie wysoka specjalizacja produkcji — uważa Michał Frąckowiak.

Prywatyzacja sektora naftowego w Polsce powinna zakończyć się w 2001 roku. Wówczas Nafta Polska, powołana do jego sprywatyzowania, przestanie istnieć.

POD NAPIĘCIEM: Prywatyzując polski sektor naftowy, na pewno nie unikniemy napięć społecznych. Staramy się jednak restrukturyzować przedsiębiorstwa nikogo nie zwalniając — mówi Michał Frąckowiak, prezes zarządu Nafty Polskiej. fot. Borys Skrzyński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Uryniuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / RAFINERIA GDAŃSKA ZBLIŻA SIĘ DO PŁOCKA