Rasowanie wyników spółek to margines, który niekiedy ratuje pozycje zarządów

Paweł Zielewski
opublikowano: 29-03-2002, 00:00

Komu opłaca się drukowanie wyników? Przede wszystkim spółkom publicznym. Dlaczego? Bo bardzo często od sytuacji finansowej zależy zachowanie kursu akcji. Jednak sztuczne zawyżanie zysków ma wyjątkowo krótkie nogi i zawsze pozostawia po sobie ślady.

Analitycy odżegnują się od uogólnień, wskazując, że przypadki rasowania zysków są pojedyncze, a ich konsekwencji żadną miarą nie można określić jako drastycznych. Na razie.

Wbrew oczekiwaniom czarnowidzów, proceder poprawiania wyników finansowych za pomocą sztuczek księgowych, tzw. drukowanie wyników, nie jest w Polsce tak rozpowszechniony, jakby się mogło wydawać. Najbardziej rozpowszechnionymi sztuczkami są np. tworzenie rezerw na przyszłe ryzyka i nagłe ich uwalnianie, nietworzenie rezerw mimo niekorzystnej sytuacji na rynku, wymuszającej na spółce taki ruch, powoływanie spółek zależnych i przesuwanie do nich zobowiązań spółki matki, nierzetelna wycena aktywów spółki czy księgowanie remontów jako modernizacji podnoszących wartość aktywów spółki.

— Niewielkiej firmie o statusie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością nie opłaca się drukować wyników. Zwykle takie podmioty posiadają jednego, dwóch właścicieli, którzy doskonale orientują się w ich kondycji i każde odstępstwo od wyobrażeń na temat finansów automatycznie traktowane jest podejrzliwie — mówi szefowa jednej z niewielkich firm oferującej usługi księgowe.

Teoretycznie wszystko jest proste: ustawa o rachunkowości spełnia najostrzejsze kryteria cywilizowanych gospodarek (choć polskie standardy rachunkowości odbiegają od międzynarodowych), jasno określa obowiązki spółek dotyczące zapisów stanu finansów i ostrzega przed konsekwencjami odstępstwa od przyjętych reguł. Nie oznacza to jednak, że spółki — w ogromnej większości publiczne — nie starają się dokonywać swego rodzaju make-upu wyników finansowych.

— Z jednym zastrzeżeniem — można mieć podejrzenia, ale w Polsce nie było dotychczas na tyle jaskrawego przypadku drukowania zysków i jego konsekwencji, by rynek otrzymał wyraźne ostrzeżenie — to zachowanie kryminalne — mówi analityk zachodniego banku inwestycyjnego, dodając, że wszystko jeszcze może się zdarzyć.

— Rasowanie wyników nie jest zjawiskiem powszechnym na polskim rynku. Najbardziej powszechnym zjawiskiem jest tworzenie rezerw i następnie szybkie ich uwalnianie. To bardzo poprawia obraz finansowy spółki. Jednak nie należy doszukiwać się tu jakichś elementów negatywnych. To dobrze, że spółki w latach, kiedy osiągają wysokie zyski, tworzą rezerwy na przyszłe ryzyka, a kiedy te nie wystąpią — środki są uwalniane — tłumaczy Sebastian Słomka, analityk Bankowego Domu Maklerskiego PKO BP.

Jego zdaniem, sztuczką księgową czy drukowaniem zysków nie można nazwać nagłego wyprzedawania pod koniec roku rozliczeniowego przez spółkę majątku.

— Jeśli majątek jest zbędny, to jego utrzymanie tylko zwiększa koszty funkcjonowania spółki —mówi Sebastian Słomka.

Ale — mimo wszystko — to nie jest klasyczne drukowanie.

Wyniki kwartalne spółek publicznych po 2001 roku pokazały, że zjawisko rasowania wyników na polskim rynku przycichło. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że spółki odrzuciły na zawsze pokusę stosowania sztuczek księgowych.

— Zjawisko to nigdy nie występowało w Polsce na wielką skalę. Ale występowało. Wyniki niektórych spółek budziły wątpliwości zarówno inwestorów, jak i analityków. Teraz jednak mamy do czynienia ze zjawiskiem odwrotnym. Zarządy większości firm wykorzystały okres dekoniunktury i bardzo odważnie, na relatywnie masową skalę, mieliśmy do czynienia z tworzeniem rezerw. Wyniki części spółek były gorsze niż w rzeczywistości mogłyby być — mówi Marek Świętoń, analityk ING Investment Management Poland.

Wiele wskazuje na to, że nawet przy minimalnej poprawie sytuacji na rynku wyniki spółek po 2002 roku zaskoczą największych optymistów.

Zdaniem części analityków, końcówka roku powinna stać pod znakiem masowego uwalniania rezerw. Grzech to niewielki, ale skutecznie zaciemniający obraz stanu finansów.

— Dlatego należy szczególnie uważnie czytać sprawozdania finansowe. Nie tylko uproszczony rachunek zysków i strat. Inwestorzy powinni zwracać znacznie większą uwagę na noty objaśniające do bilansu, uważnie przyglądać się również sprawozdaniom zarządów. Bardzo często tam właśnie poukrywane są istotne informacje, skąd bierze się taki, a nie inny wynik finansowy — mówi Marek Świętoń.

Lista możliwości poprawiania wyników finansowych — wbrew pozorom — nie jest długa. Analitycy na pierwszym miejscu stawiają rezerwy i nagłe ich uwalnianie.

— Jest niemal regułą, że kiedy w spółce zmienia się zarząd, robione są gigantyczne porządki i tworzone rezerwy. Na wszelki wypadek, czasami zupełnie niepotrzebnie. Manipulowanie nimi poprawia wyniki po roku, dwóch — mówi jeden z analityków.

Podejrzane jest też przesuwanie aktywów do spółek zależnych. Gorzej — bywa, że spółki tworzą kolejne spółki zależne, które obdarowują swoimi zobowiązaniami, co gwałtownie czyści ich własne bilanse.

Jednym z przykładów stosowania sztuczek księgowych może być kwalifikowanie remontów pomieszczeń czy też środków trwałych jako modernizacje. W tym przypadku kwoty wydatkowane na modernizację nie obciążają bieżącego wyniku finansowego, lecz stanowią inwestycję podnoszącą wartość aktywów.

— Z etycznego punktu widzenia jest to niezbyt pozytywne, gdyż zaczernia rzeczywisty obraz kosztów spółki, a co za tym idzie — podnosi sztucznie jej atrakcyjność, np. giełdową — przekonuje analityk.

Jeden ze specjalistów rynku kapitałowego stwierdził jednak, że spółki — mimo wszystko — powinny nauczyć się sztuczek księgowych. W przeciwnym wypadku ich wyniki liczone według zachodnich standardów rachunkowości przedstawiałyby się naprawdę niepokojąco. Przykład? Telekomunikacja Polska.

Strata netto grupy TP SA liczona według międzynarodowych standardów rachunkowości wyniosła w trzecim kwartale 2001 roku 215 mln zł, przy przychodach wysokości 4,35 mld zł — informowała przed miesiącem spółka w oficjalnym komunikacie przesłanym na giełdę.

Ujemny wynik netto za trzeci kwartał był spowodowany głównie poniesieniem strat kursowych netto wysokości 809 mln zł.

Według polskich standardów rachunkowości, grupa TP SA miała za III kwartał 2001 roku 248,5 mln zł zysku netto, przy przychodach wysokości 4,43 mld zł, a za okres dziewięciu miesięcy wynik ten wyniósł odpowiednio 862,8 mln zł i 12,92 mld zł.

Abstrahując od samego zjawiska i jego rozpowszechnienia na polskim rynku kapitałowym: analitycy nie chcą wypowiadać się, czy drukowanie zysków — de facto oszukiwanie rynku i inwestorów — jest fair.

O wiele bardziej rozmowni są właściciele biur rachunkowych i biegli rewidenci obsługujący spółki z „II i III ligi”, czyli te, które analitycy często lekceważą, a które nierzadko poprawiają swoje bilanse, by zyskać przychylność rynku.

— Każde działanie księgowe mające na celu polepszenie sytuacji finansowej jednostki jest niezgodne z prawem i podlega odpowiedzialności karnej. Ustawa o rachunkowości, zarówno w brzmieniu obowiązującym do 31.12.2001 roku, jak również w brzmieniu znowelizowanym, obowiązującym od 1.01.2002 roku, zobowiązuje jednostki do stosowania określonych ustawą zasad rachunkowości oraz do rzetelnego i jasnego przedstawiania sytuacji majątkowej i finansowej oraz wyniku finansowego (art. 4 uor).

Ustawa definiuje także pojęcie rzetelnego prowadzenia ksiąg — napisała w e-mailu właścicielka jednego z biur rachunkowych.

— Wszystkie zapisane w ustawie o rachunkowości zasady prowadzenia ksiąg rachunkowych oraz sporządzania sprawozdań finansowych mają na celu jak najbardziej rzetelne przedstawienie sytuacji finansowej jednostek. Oczywiście możliwa jest sytuacja, kiedy na przykład spółka oraz audytorzy różnią się zdaniem co do wysokości rezerw na należności, co ma wpływ na wysokość wyniku finansowego. Spółki tworzą z reguły rezerwy mniejsze, co następnie jest korygowane przez audytorów. Moim zdaniem, wynika to jednak z rzeczywistej analizy sytuacji dłużników. W sytuacji takiej różnicy zdań oraz odmowy przez spółkę skorygowania sprawozdania finansowego, biegły rewident wyraża zastrzeżenia do sprawozdania finansowego. Czyli wychodzi na to, że dobrze napisane zasady rachunkowości to najlepsza sztuczka na świecie.

Okiem eksperta

KPWiG nie miała czasu

To miejsce zerezerwowaliśmy na komentarz przedstawiciela Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Niestety, przez ostatnie dwa tygodnie nikt w KPWiG nie znalazł czasu lub nie miał ochoty na ocenę skali zjawiska drukowania wyników finansowych przez spółki i wyjaśnienia roli komisji w przeciwdziałaniu zjawisku.

Uznaliśmy, że milczenie KPWiG jest również formą odpowiedzi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu